Olek ożenił się z Natalią na złość swojej ukochanej. Chciał jej udowodnić, iż nie cierpi po tym, jak go zostawiła.

newsempire24.com 4 dni temu

Piotr ożenił się z Zofią tylko po to, by zrobić na złość swojej dawnej ukochanej. Chciał jej udowodnić, iż nie cierpi przez to, iż go zostawiła.

Z Martą spotykał się niemal dwa lata. Kochał ją do szaleństwa: był gotów dla niej przenosić góry i nosić na rękach. Był przekonany, iż wszystko zmierza ku ślubowi. Tyle iż przeszkadzało mu tylko to, jak Marta się wykręcała:
Po co się śpieszyć z tym ślubem? Jeszcze studiów nie skończyłam, a u ciebie w firmie raczej przeciętnie się układa. Ani przyzwoitego auta, ani własnego mieszkania. Ola, jasne, to moja najlepsza przyjaciółka, ale nie chcę jej spotykać codziennie rano w kuchni. Gdybyś nie sprzedał domu, moglibyśmy tam mieszkać.

To bolało Piotra. Ale musiał przyznać, iż Marta miała rację: mieszkali z siostrą w mieszkaniu odziedziczonym po rodzicach, dopiero zaczynał się odnajdywać w rodzinnej firmie. Kto by przypuszczał, iż będzie musiał nią kierować zanim skończy politechnikę? Przepracowywał się, by utrzymać interes i zdobyć dyplom.

Dom sprzedali razem z Olą, uznając, iż ważniejsze jest utrzymanie sklepu niż własne cztery ściany. Przez pół roku, zanim dostali spadek, narobili sobie długów. Piotr był wtedy na ostatnim roku studiów, Ola zaczęła trzeci. Ze sprzedaży spłacili zobowiązania, zainwestowali w nowy towar, a trochę jeszcze odłożyli na czarną godzinę.

Marta uważała, iż należy cieszyć się życiem, nie czekać na niepewne jutro. Łatwo jej się mówiło, mając zaplecze rodziców. Gdy tak nagle zostajesz głową rodziny, oparciem dla siostry, zupełnie inaczej patrzysz na życie. “Poustawiam wszystko, będzie i samochód, i dom z ogrodem” myślał Piotr.

Nic nie zapowiadało katastrofy. Czekał na Martę przy przystanku naprzeciw kina, umówili się telefonicznie na nowy film. Sama go poprosiła, by nie podjeżdżał po nią samochodem. Zdziwił się Marta zawsze unikała komunikacji miejskiej. Gdy nasłuchiwał jej kroków, podjechała wypasionym autem.
Wybacz. Nie możemy już być razem. Wychodzę za mąż rzuciła, wciskając mu do ręki jakąś książkę. Odwróciła się i po prostu wsiadła do samochodu.

Stał godzinę, próbując ogarnąć, co się stało podczas tych trzech dni, gdy go nie było w Łodzi. Ola od razu wyczytała wszystko z jego twarzy:
Już wiesz?
Skinął głową bez słowa.
Znalazła sobie bogatego faceta. Ślub dwudziestego piątego. Chciała mnie na świadkową, nie poszłam. Wredna z niej baba! Za twoimi plecami flirtowała powiedziała, szlochając.

Spokojnie, pogładził siostrę po głowie jak dziecko. Niech jej się powodzi, my damy sobie radę jeszcze lepiej.

Zamknął się na cały dzień w pokoju. Ola przynosiła pod drzwi naleśniki:
Może choć zjesz coś, upiekłam dla ciebie ulubione.

Wieczorem wyszedł z błyskiem w oczach:
Ubieraj się.
Co wymyśliłeś?
Ożenię się z pierwszą napotkaną dziewczyną, która się zgodzi! odparł Piotr.
Zwariowałeś! próbowała go przekonywać Ola. Przecież to nie tylko twoje życie.
Bez skutku.
Nie pójdziesz ze mną? Pójdę sam.

W parku ludzi było mnóstwo. Jednej dziewczynie, gdy tylko usłyszała propozycję, zakręciła się śmiesznie palcem przy głowie. Druga uciekła, jakby zobaczyła wariata. Trzecia spojrzała mu głęboko w oczy i zgodziła się.
Jak się nazywasz, piękna?
Zofia odpowiedziała.

Trzeba uczcić zaręczyny Piotr zabrał nową znajomą wraz z siostrą do kawiarni.

Przy stoliku zapadła niezręczna cisza. Ola nie wiedziała co powiedzieć, Piotr myślał tylko o zemście. Już wiedział, iż musi doprowadzić do tego, żeby ich ślub odbył się również dwudziestego piątego.

Pewnie jest poważny powód, dla którego oświadczyłeś się zupełnie obcej dziewczynie Zofia przerwała milczenie. jeżeli to impuls, nie obrażę się i wyjdę.
Nie. Dałaś słowo. Jutro idziemy złożyć wniosek do urzędu i poznawać twoją rodzinę.
Może przejdźmy na ty? Piotr mrugnął porozumiewawczo.

Przez cały miesiąc do ślubu widywali się codziennie, rozmawiali, poznawali się na nowo.
Wytłumaczysz mi kiedyś dlaczego? zapytała w pewnej chwili Zofia.
Każdy ma swoje trupy w szafie wymigał się Piotr.
Ważne, żeby nam nie przeszkadzały w życiu.
A ty czemu się zgodziłaś?
Wyobraziłam sobie siebie jako królewnę z bajki, którą król wydał za przypadkowego mężczyznę. Te historie kończą się słowami żyli długo i szczęśliwie. Chciałam sprawdzić, czy to prawda.

W istocie nie było tak banalnie. Wielka miłość skończyła się złamanym sercem i stratą kilku oszczędności. Ale nauczyła ją rozpoznawać ludzi. Gości, którzy się wokół niej kręcili, potrafiła odprawić w jednej chwili.

Nie szukała na siłę jedynego, ale wiedziała, iż potrzebny jej jest mądry i samodzielny facet, który potrafi działać. W Piotrze zobaczyła zdecydowanie i odpowiedzialność. Gdyby był tam z kumplami, a nie siostrą, odwróciłaby się bez wahania.

Jaką jesteś królewną? Piotr patrzył z namysłem Śmieszką, Piękną, czy może żabką?
Pocałuj, to się dowiesz zażartowała.

Ale nie było wtedy ani pocałunków, ani niczego więcej.

Piotr sam zajął się przygotowaniami do ślubu. Zosię prosił tylko o wybór spośród tego, co zaproponował. choćby wybór sukni i welonu chciał nadzorować osobiście.
Będziesz najpiękniejsza powtarzał.

W Urzędzie Stanu Cywilnego, czekając na swój ślub, natknęli się na Martę i jej narzeczonego. Piotr uśmiechnął się wymuszenie:
Pozwól, iż ci pogratuluję pocałował byłą w policzek. Bądź szczęśliwa z twoim portfelem na nogach!
Nie urządzaj scen odpowiedziała nerwowo Marta.

Marta oceniała spojrzeniem wybrankę Piotra. Wysoka, piękna, nie tylko urodziwa prezentowała się z klasą. Prawdziwa dama. Marta przegrywała na każdym polu. Zżerała ją zazdrość. Szczęścia nie czuła. Miała przeczucie, iż się przeliczyła, iż nie dostanie tego, czego oczekiwała.

Piotr wrócił do Zofii:
Wszystko w porządku rzucił na siłę.
Jeszcze masz czas się wycofać wyszeptała Zofia.
Nie. Gramy do końca.

Dopiero patrząc w smutne oczy swojej żony w sali ślubów, Piotr zrozumiał, co naprawdę zrobił.
Sprawię, iż będziesz szczęśliwa mówił, i naprawdę w to wierzył.

Życie codzienne ruszyło swoim rytmem. Ola i Zosia gwałtownie się zaprzyjaźniły. Spokojna Zofia była opanowana i świetnie zorganizowana; temperamentna Ola uczyła się powściągać emocje. W domu panowała harmonia.

Jako świetna ekonomistka i księgowa, Zofia wprowadziła porządek w finansach. Po pół roku otworzyli drugi sklep, potem założyli ekipy remontowe nie tylko sprzedawali materiały wykończeniowe, ale także realizowali drobne remonty. Dochód wzrósł kilkukrotnie.

Była prawdziwą królewną Mądrą. Potrafiła wszystko przedstawić tak, iż Piotr sądził, iż to jego pomysły. Wydawało się, iż mają wszystko, czego potrzeba do szczęścia, ale Piotrowi brakowało tej burzliwej namiętności, którą czuł z Martą. Wszystko było poukładane, przewidywalne, spokojne. Rutyna, która mnie wciąga jak bagno. Nie kocham jej, tyle mam do powiedzenia myślał.

Dzięki Zofii weszli na nowy poziom biznesu zaczęli budować domy pod klucz. Pierwszy zbudowali dla siebie.

Im lepiej się im powodziło, tym częściej Piotr wspominał Martę: Nie mogła poczekać. Gdyby widziała, jakim autem jeżdżę. A dom pałac, nie dom! był z siebie dumny. Nieraz nachodziła go myśl: A co by było, gdyby…

Zofia widziała, iż mąż się męczy. Próbowała być dla niego ważna, ale na siłę się nic nie da. Nie każda bajka staje się prawdą myślała ze smutkiem, ale nie traciła nadziei choćby jej imię do tego zobowiązywało.

Ola też to zauważyła.
Więcej stracisz niż zyskasz powiedziała, widząc Piotra na profilu Marty w mediach społecznościowych.
Nie wtrącaj się! uciął krótko Piotr.
Ola spiorunowała go wzrokiem:
Głupi jesteś, Zosia naprawdę cię kocha, a ty się bawisz w głupie gry!

Jeszcze tego brakowało, żeby młoda mi dyktowała życie Piotr się gotował. Jego tęsknota do Marty narastała. W końcu napisał do niej.

Marta żaliła się, iż jej się nie ułożyło. Mąż wyrzucił ją z domu bez grosza. Studiów nie skończyła. Nie ma stałej pracy, mieszka samodzielnie w wynajętym mieszkaniu w Poznaniu.

Piotr kilka dni się wahał: Jechać? Nie jechać?. Okoliczności się sprzysięgły: Zofia pojechała na tydzień do chorej babci na wieś. Został sam.

Podjął decyzję, umówił się. Do Poznania jechał jak na skrzydłach, nie patrząc na znaki. Dusza mu drżała, snuł w myślach rozmowy i scenariusze spotkania.

Rzeczywistość nie miała nic wspólnego z wyobrażeniami.
Ty to się zmieniłeś! Marta rzuciła mu się na szyję.
Zapach nieświeżego ciała aż odrzucił Piotra. Odsunął się z niesmakiem:
Ludzie patrzą.
Mam to gdzieś! roześmiała się głośno.

Krótka spódniczka, tani makijaż, dziwne perfumy… Ta wulgarnie wystrojona dziewczyna w niczym nie dorównywała Zosi: Przecież ona zawsze taka była. Jak mogłem tego nie widzieć? Piotr uświadomiał sobie z bólem, patrząc jak była ukochana opróżnia kolejne piwo.

Daj trochę kasy, to odwdzięczę ci się Marta zalotnie oblizała usta.

Nie wiedział już, jak się jej pozbyć.
Wybacz, mam sprawy do załatwienia wstał od stolika.
Spotkamy się później?
Raczej nie Piotr zawołał kelnera. Poproszę rachunek.

Chcę jeszcze posiedzieć jęknęła Marta.
Niech dziewczyna odpocznie za te pieniądze zostawił przyzwoity banknot w złotówkach.

Młody kelner tylko porozumiewawczo skinął głową.

Do domu wracał jak szalony, gryzł się myślami:
No głupi jesteś, Piotr, Ola miała rację! Po co to wszystko? Albo może dobrze się stało?

A przecież nigdy nie powiedziałem do żony Zosieńko. Nie mam nikogo bliższego i ważniejszego Piotr zahamował gwałtownie, uświadamiając sobie prawdę. Siedział w aucie dobrych pięć minut, przewijając w pamięci wszystkie lata od ślubu.

Widział przed oczami twarz żony, jej niebieskie, zamyślone oczy, wspominał, jak Zosia się uśmiecha na jego widok i jak z czułością poprawia mu włosy swoimi delikatnymi palcami.
Obiecałem, iż ją uszczęśliwię spojrzał na zegarek, zorientował się, gdzie jest, odpalił samochód i kilkadziesiąt kilometrów dalej zjechał z trasy na boczną drogę.

Tydzień to za długo. choćby dwóch dni bez ciebie nie potrafiłem wytrzymać powiedział, gdy Zosia wybiegła mu naprzeciw ze wsi, od domu babci.

Ty to masz pomysły, uśmiechnęła się ze łzami w oczach.
Zosieńko, kochana moja szepnął Piotr jej do ucha, a od szczęścia aż zakręciło się w głowie obojgu.

Idź do oryginalnego materiału