Marek ożenił się z Jadwigą na złość swojej wielkiej miłości. Chciał udowodnić dawnej ukochanej, iż nie cierpi po rozstaniu.
Z Kingą spotykali się niemal dwa lata. Marek był w niej zakochany po uszy: nosiłby ją na rękach i niebo przychylił. Wydawało mu się, iż idą do ślubu. Tyle iż nie podobało mu się, gdy ona mówiła:
Po co nam ślub teraz? Jeszcze studiuję, a twój biznes idzie jak po grudzie. Ani porządnego auta, ani własnego mieszkania. Zosia to co prawda moja najlepsza przyjaciółka, ale nie chcę co rano wpadać na nią w kuchni. Jakbyś domu nie sprzedał, mieszkalibyśmy tam.
Trochę bolały Marka jej słowa, ale była w nich racja. Mieszkał z siostrą Kasią w mieszkaniu po rodzicach, a z firmą dopiero zaczynał sobie radzić. Kto by pomyślał, iż przed obroną dyplomu będzie musiał przejąć całość? Marek harował, żeby biznes nie padł i żeby papiery ze studiów mieć w ręku.
Dom, co sprzedali wspólnie z Kasią, uratował interes ważniejsze było przetrwanie firmy. Przez pół roku po śmierci rodziców uzbierały się długi, oboje studiowali: on na ostatnim roku, ona zaczynała trzeci. Pieniądze z domu pozwoliły spłacić zadłużenie, włożyć coś w sklep i mieć chociaż małą poduszkę finansową.
Kinga miała inną filozofię żyć tu i teraz, nie czekać na lepsze jutro. Łatwo mówić, jak się mieszka pod skrzydłami rodziców. Marek, jako głowa rodziny i nadzieja siostry, musiał myśleć inaczej. Z czasem będą i samochód, i dom, i ogród pracował na to.
Nic nie zapowiadało katastrofy. Umówili się przez telefon na kino. Kinga sama poprosiła, by nie przyjeżdżał po nią. Zdziwił się transportu miejskiego nie znosiła. Wypatrywał jej z autobusu, a ona podjechała nową furą.
Marek, przepraszam, ale nie możemy być razem. Wychodzę za mąż rzuciła mu, wciskając jakąś książkę do rąk, i wsiadła z powrotem do auta.
Marek długo stał zszokowany. Co mogło się stać przez trzy dni jego nieobecności?
Kasia zrozumiała z jego twarzy wszystko:
Już wiesz?
Tylko kiwnął głową.
Znalazła bogatego frajera. Dwudziestego piątego ma ślub. Zapraszała mnie na świadkową, ale odmówiłam. Wredna jest! Za twoimi plecami kręciła! Kasia wybiegła z pokoju, cała roztrzęsiona.
Spokojnie, pogłaskał ją po włosach jak małą. Niech jej się wiedzie, nam jeszcze lepiej.
Na całą dobę zamknął się w pokoju. Kasia pukała:
Zjedz chociaż naleśniki. Upiekłam ci.
Pod wieczór wyszedł z ogniem w oczach:
Ubieraj się rzucił do siostry.
Co ty wyprawiasz?
Ożenię się z pierwszą, która weźmie mnie za męża odpowiedział.
Zwariowałeś! Nie tylko swoją przyszłość ryzykujesz!
Gdy Kasia nie chciała z nim iść, ruszył sam.
W parku było tłoczno. Pierwsza dziewczyna, którą poprosił, roześmiała się mu w twarz i pokręciła palcem koło głowy. Druga uciekła, a trzecia patrząc odważnie w oczy zgodziła się.
Jak masz na imię, piękna?
Jadwiga, odparła wybranka.
Trzeba jakoś to uczcić Marek pociągnął Jadwigę i Kasię do kawiarni.
Siedzieli w ciszy. Marek rozmyślał tylko o zemście i już wiedział, iż ślub musi być tego samego dnia, dwudziestego piątego.
Musi być powód, iż oświadczył się pan obcej dziewczynie przełamała milczenie Jadwiga. jeżeli to był impuls, nie mam za złe, po prostu sobie pójdę.
Dałaś słowo. Jutro składamy papiery i poznaję twoich rodziców.
Uśmiechnął się do niej: Zacznijmy mówić sobie na ty!
Przez miesiąc do ślubu widywali się codziennie, coraz lepiej się poznając.
Może powiesz, dlaczego to wszystko? spytała raz Jadwiga.
Każdy ma swoje sekrety uciekł od odpowiedzi Marek.
Ważne, by nie przeszkadzały żyć.
A czemu Ty się zgodziłaś?
Pomyślałam, iż to moja bajka: dziewczyna wydana za pierwszego lepszego. A w bajkach zawsze: żyli długo i szczęśliwie. Chciałam się przekonać, jak będzie.
W rzeczywistości za nią również stała wielka miłość, zakończona złamanym sercem i stratą niewielkich oszczędności. Nauczyła się jednak rozróżniać ludzi i odstraszać natrętów już po paru minutach rozmowy. Zależało jej na mężczyźnie, który jest samodzielny, odważny i wie, czego chce. Marka doceniła za zdecydowanie i praktyczne podejście z przypadku raczej by się z nikim nie związała.
I za jaką się uważasz: Śpiącą Królewnę, Wandę, a może Królewnę Żabkę? zaciekawił się Marek.
Pocałuj, to się przekonasz zażartowała.
Między nimi nie było żadnych czułości. Marek sam organizował całe wesele. Jadwidze pozostawało tylko wybierać spośród jego propozycji. Suknię i welon też to on kupił, nikomu nie powierzył wyboru.
Będziesz najpiękniejsza powtarzał.
W USC (Urząd Stanu Cywilnego), czekając na swoją kolej, spotkali się z Kingą i jej narzeczonym. Marek z wymuszonym uśmiechem:
Pozwól pogratulować pocałował Kingę w policzek. Obyś była szczęśliwa z tym portfelem na nóżkach!
Bez scen odburknęła Kinga nerwowo.
Zmierzwiła wzrokiem Jadwigę. Wysoka, piękna, z klasą niebywale elegancka. Kinga czuła się przy niej przegrana, a w sercu zazdrość zamiast euforii zapanowała niepodzielnie.
Marek podszedł do Jadwigi:
Wszystko w porządku… ledwo wykrztusił.
Jeszcze nie jest za późno szepnęła Jadwiga.
Nie, gramy do końca.
Dopiero patrząc żonie w smutne oczy w sali ślubów, Marek zrozumiał, co robi.
Sprawię, iż będziesz szczęśliwa powiedział, wierząc w każde własne słowo.
Zaczęła się codzienność. Kasia i Jadwiga gwałtownie się zaprzyjaźniły. Kasia ogarnęła swoje emocje, a Jadwiga, świetna ekonomistka, zorganizowała domową logistykę, od niechcenia wszystkim kierując.
Była znakomita w finansach, rachunkowości i podatkach błyskawicznie wprowadziła nowy porządek. Po pół roku otworzyli drugi sklep, potem uruchomili ekipy remontowe i oprócz sprzedaży materiałów zajęli się wykończeniami mieszkań. Zyski poszły w górę.
Jadwiga okazała się prawdziwą Wandą Mądrą: potrafiła przedstawić swoje pomysły tak, by Marek uznał je za swoje. Oby żyć i się cieszyć, ale on tęsknił za dawną namiętnością. Wszystko było poukładane, przewidywalne… To rutyna, bagienko, które mnie wciąga, myślał. Nie kocham, tu się kończy.
Z inicjatywy Jadwigi zaczęli budować domy pod klucz. Pierwszy powstał dla nich. Im lepiej im się wiodło, tym częściej Marek myślał o Kindze: Nie umiała poczekać. Gdyby zobaczyła, jakim autem jeżdżę! A dom pałac!. Co rusz w głowie miał: A co jeśli
Jadwiga widziała, iż Marek błądzi myślami gdzie indziej. Pragnęła być kochaną, ale serca, szczególnie cudzego, nie zmusisz. Nie każda bajka staje się rzeczywistością myślała z żalem, ale imię zobowiązywało: nadziei nie traciła.
Kasia też obserwowała brata:
Stracisz więcej niż znajdziesz powiedziała, przyłapawszy go na profilu Kingi na fejsbuku.
Nie wtrącaj się! urwał szorstko Marek.
Kasia zmrużyła oczy:
Głupi jesteś. Jadwiga naprawdę cię kocha, a ty wciąż w gierki grasz!
Jeszcze tego brakowało, by dziewczyna mi rozkazywała! pieklił się Marek. A ciągnęło go tylko mocniej do Kingi, więc do niej napisał.
Kinga żaliła się, iż życie nie wyszło. Mąż wyrzucił ją z domu bez niczego, studiów nie skończyła, nie ma stałej pracy, mieszka w wynajętej kawalerce w Poznaniu.
Marek kilka dni się wahał: Jechać? Nie jechać?. Okazja się nadarzyła: żona na tydzień wyjechała do chorej babci na wieś.
Podjął decyzję, umówił się z Kingą. Do Poznania dotarł jak na skrzydłach, nie patrząc na znaki drogowe. W głowie układał plany, co powie następnym razem, gdzie ją zabierze.
Rzeczywistość dała mu w twarz.
Ty to się zmieniłeś! rzuciła Kinga, rzucając się mu na szyję.
Zaraz zwrócił uwagę odrzucający zapach brudu. Odskoczył od niej odruchowo:
Spójrz, ludzie się patrzą…
Mam to gdzieś! zaszczebiotała, głośno się śmiejąc.
Mini spódniczka, tani makijaż, drażniąca woń podrabianych perfum… Wydała mu się całkowicie wulgarna, zupełnie przegrana z Jadwigą: A przecież zawsze taka była. Czemu wcześniej tego nie widziałem? irytował się, obserwując, jak Kinga zalewa się piwem.
Daj mi trochę gotówki, to ci się odwdzięczę mrugnęła.
Nie wiedział, jak się jej pozbyć.
Przepraszam, mam sprawy, muszę lecieć wstał od stolika.
Może jeszcze się spotkamy?
Wątpię zwrócił się do kelnera. Proszę policzyć.
Jeszcze chcę tu posiedzieć jęknęła Kinga.
Pani może zostać, pan zapłacił dość. Kelner ukłonił się ze zrozumieniem.
Marek wracał do Warszawy na złamanie karku.
Idiota, idiota klął. Kasia miała rację! Po co to wszystko? Albo dobrze, iż pojechałem?
Przecież nigdy nie mówiłem do żony Jadwiga Nie mam nikogo bliższego od niej dotarło do niego nagle. Zatrzymał auto, zamyślił się na pięć minut.
Przed oczami stanęła mu twarz żony, jej błękitne, lekko przymrużone oczy, to jak uśmiecha się, kiedy go widzi i z czułością przeczesuje mu włosy długimi, zadbanymi palcami.
Obiecałem sprawić, by była szczęśliwa Marek spojrzał, gdzie jest, odpalił silnik i po dwudziestu kilometrach skręcił na boczną, wiejską drogę.
Tydzień to za długo. Nie wytrzymałem bez ciebie choćby dwóch dni powiedział, gdy wyskoczyła do niego Jadwiga z domu babci.
Wariat z ciebie śmiała się przez łzy.
Jadwigo, kochana moja szeptał jej do ucha, a oboje kręcili się ze szczęścia jak w tańcu.
