Dominik poślubił Zofię na złość swojej wielkiej miłości. Chciał udowodnić Julii, iż wcale nie cierpi po tym, jak go zostawiła.
Dominik i Julia byli razem niemal dwa lata. Kochał ją tak, iż tracił dla niej rozum: nosiłby ją na rękach, góry by przenosił. Był przekonany, iż zmierzają ku ślubowi. adekwatnie drażniło go tylko jedno, gdy powtarzała:
Po co nam teraz ślub? Jeszcze nie skończyłam studiów, u ciebie w firmie interesy idą tak sobie. Nie masz porządnego auta, nie masz własnego mieszkania. Oliwia to co prawda moja najlepsza przyjaciółka, ale nie chcę jej codziennie spotykać w kuchni. Gdybyś nie sprzedał tego domu
To trochę raniło Dominika. Ale Julia miała rację: mieszkał z siostrą w mieszkaniu po rodzicach i dopiero uczył się prowadzenia rodzinnego interesu. Kto mógł przewidzieć, iż będzie musiał przejąć stery przed skończeniem studiów? Robił, co mógł firma i dyplom jednocześnie.
Dom sprzedali wspólnie z siostrą Weroniką. Zdecydowali, iż utrzymanie firmy jest ważniejsze. W pół roku, zanim przejęli spadek, narosły długi, oboje byli studentami on ostatni rok, ona dopiero na trzecim. Dzięki sprzedaży domu spłacili wszystko, co trzeba było oddać, trochę zainwestowali, zostało im jeszcze na tzw. czarną godzinę.
A Julia uważała, iż trzeba żyć tu i teraz. Łatwo jej było mówić, będąc pod skrzydłami rodziców. A gdy nagle staje się najstarszym w rodzinie, podporą dla siostry, to człowiek inaczej patrzy na świat. „Jak się wszystko poukłada, będzie i auto, i dom, i ogród” myślał Dominik.
Wszystko zapowiadało się dobrze. Umówili się, iż pójdą na nowy film. Julia sama powiedziała, żeby po nią nie przyjeżdżał samochodem, co go trochę zdziwiło, bo nie lubiła komunikacji miejskiej. Z daleka zobaczył, jak Julia podjeżdża luksusowym autem.
Przepraszam, nie możemy być już razem. Wychodzę za mąż wręczyła mu książkę, odwróciła się i wsiadła do auta.
Dominik stał długo, nie mogąc zebrać myśli. Co się mogło wydarzyć przez trzy dni jego nieobecności?
Weronika wszystko wyczytała z jego twarzy:
Już wiesz?
Skinął głową.
Trafiła jej się złota rybka. Dwudziestego piątego ślub powiedziała. Mnie chciała na świadkową, odmówiłam. Wredna ona! Za twoimi plecami romansowała Weronika rozpłakała się z żalu za bratem.
Spokojnie głaskał ją po głowie, jak małą dziewczynkę. Niech jej się układa, a u nas będzie jeszcze lepiej.
Na całą dobę zamknął się w pokoju. Weronika prosiła przez drzwi:
Wyjdź, chociaż zjedz. Upiekłam naleśniki.
Wieczorem wyszedł z roziskrzonym spojrzeniem:
Szykuj się rzucił siostrze.
Co knujesz?
Ożenię się z pierwszą dziewczyną, która się zgodzi odpowiedział.
Zwariowałeś! protestowała Weronika. Nie tylko swoją życie zmienisz.
Ale to nic nie dało.
Nie pójdziesz, pójdę sam.
W parku tłum ludzi. Pierwsza dziewczyna, której oświadczył się Dominik, popukała się w głowę. Druga odskoczyła jak od wariata. Trzecia, spojrzawszy mu w oczy, zgodziła się.
Jak masz na imię, piękna?
Zofia odpowiedziała wybranka.
Trzeba to uczcić Dominik pociągnął ją i siostrę do kawiarni.
Przy stoliku zapadła ciężka cisza. Weronika nie wiedziała, co powiedzieć. Dominika rozsadzały myśli o zemście. Już wiedział, iż zrobi wszystko, by i jego ślub był dwudziestego piątego.
Musi być powód, skoro oświadczasz się nieznajomej przerwała ciszę Zofia. jeżeli to kaprys, nie będę zła, odejdę.
Nie, dałaś słowo. Jutro składamy podanie i idziemy poznać twoich rodziców.
Uśmiechnął się znacząco:
Najpierw przestajemy sobie panować!
Codziennie przez miesiąc widywali się, rozmawiali, poznawali lepiej.
Może mi zdradzisz powód? zapytała kiedyś Zofia.
Każdy ma w szafie szkielety wymigał się.
Ważne, by nie przeszkadzały w życiu.
A ty czemu się zgodziłaś?
Pomyślałam, iż jestem jak królewna wydawana za pierwszego lepszego. A w bajkach zawsze jest „żyli długo i szczęśliwie”. Sama chciałam się przekonać, jak to jest.
W rzeczywistości nie było tak bajkowo. Wielka miłość skończyła się złamanym sercem i utratą małych oszczędności. Dzięki temu jednak nauczyła się rozpoznawać ludzi. Znała swoją wartość wiedziała, iż chce mądrego, niezależnego mężczyzny. W Dominiku dostrzegła odwagę i odpowiedzialność; gdyby był z kolegami, nie zwróciłaby uwagi.
No i którą jesteś królewną? zamyślił się Dominik Śmieszką, Piękną czy może Żabką?
Pocałuj, to się przekonasz zażartowała.
Ale pocałunków nie było.
Dominik sam organizował ślub. Zofii pozostawało wybierać spośród jego propozycji. choćby sukni nie pozwolił nikomu wybierać.
Będziesz najpiękniejsza powtarzał.
W urzędzie stanu cywilnego tuż przed ceremonią minęli się z Julią i jej narzeczonym. Dominik przywdział uśmiech:
Pozwól, iż ci pogratuluję pocałował byłą w policzek. Szczęścia z twoim portfelem na nogach!
Nie rób cyrków syknęła Julia.
Zmierzyła Zofię. Wysoka, zjawiskowo piękna, z godnością w spojrzeniu. Julia wiedziała, iż przy niej przegrywa pod każdym względem. Zazdrość paliła ją od środka. Szczęśliwa się nie czuła. Dusiło ją poczucie, iż przeliczyła się w życiu.
Dominik wrócił do Zofii:
Wszystko w porządku wymuszenie powiedział.
Wciąż możesz się wycofać szepnęła Zofia.
Nie. Gramy do końca.
Dopiero w sali urzędu, patrząc w melancholijne oczy żony, dotarło do niego, co uczynił.
Sprawię, iż będziesz szczęśliwa wypowiadając te słowa, wierzył w nie.
Zaczęła się proza życia. Weronika i Zofia zaprzyjaźniły się. Choć Weronika była porywcza, Zofia umiała zadbać o dom i niepostrzeżenie wszystkim zarządzała.
Zofia, jako świetna księgowa, gwałtownie naprostowała finanse. Po pół roku otworzyli drugi sklep, później ekipy remontowe sprzedawali już nie tylko materiały, ale i oferowali usługi. Zyski podskoczyły o kilka tysięcy złotych.
Okazało się, iż Zofia to prawdziwa królewna Mądra tak umiejętnie podsuwała pomysły, iż Dominik sądził, iż są jego. Niby powinni być szczęśliwi, a Dominik czuł się przygnieciony: nie było tego upojnego uczucia jak przy Julii. Wszystko poukładane, przewidywalne. Rutyna myślał która mnie wciąga. Nie kocham jej i tyle.
Zofia pchnęła biznes na wyższy poziom zaczęli budować domy pod klucz. Pierwszy postawili dla siebie.
Im lepiej się im powodziło, tym częściej Dominik wracał myślami do Julii: „Nie mogła poczekać. Gdyby widziała, jaką mam furę, jaki dom nie dom, tylko pałac!”, zadowolony z siebie. W głowie coraz częściej kiełkowało: „A co, gdyby”.
Zofia widziała, iż coś dręczy męża. Próbowała stać się dla niego najbliższą osobą, ale serca cudzym rządzić nie sposób. „Nie każda bajka kończy się szczęśliwie” myślała, ale nadziei nie traciła; imię zobowiązuje.
Weronika też to widziała.
Stracisz więcej, niż znajdziesz rzuciła, widząc go na profilu Julii na Facebooku.
Nie wtrącaj się! warknął.
Weronika spojrzała groźnie:
Głupi jesteś, Zofia naprawdę cię kocha, a ty bawisz się uczuciami!
„Nawet siostra mi będzie dyktować” Dominik zagotował się z irytacji. Coraz bardziej go ciągnęło do Julii. Napisał do niej.
Julia użalała się jej życie się rozpadło. Mąż wyrzucił ją z domu, studiów nie skończyła. Pracę miała byle jaką, do rodziców nie wróciła, wynajmowała pokój w Poznaniu.
Dominik miał dylemat: jechac czy nie? Ale zbiegło się tak, iż przez kilka dni był sam żona wyjechała do babci na wieś. Pokusa rosła.
Zdecydował się, umówił spotkanie. Do Poznania jechał jak we śnie, nie widząc znaków drogowych. Serca trzepotało, wyobrażał sobie, co powie, dokąd pójdą.
Rzeczywistość była brutalna.
Ale ty przystojny rzuciła mu się na szyję Julia.
Przytłoczył go zapach nieumytego ciała. Odsunął się z niesmakiem:
Ludzie patrzą.
Mam to gdzieś! roześmiała się.
Mini, tani makijaż, podejrzane perfumy Ta karykatura kobiety wypadała przy Zofii jak tania podróbka. „Przecież ona zawsze taka była. Jak mogłem tego nie zauważać?” męczył się Dominik, patrząc, jak była ukochana wlewa w siebie kolejne piwo.
Daj mi trochę kasy, to się odwdzięczę zalotnie oblizała usta.
Chciał jak najszybciej zakończyć to spotkanie.
Wybacz, muszę już iść wstał od stolika.
Spotkamy się później?
Nie sądzę Dominik skinął kelnerowi. Proszę policzyć.
Ja jeszcze zostanę marudziła Julia.
Proszę, niech pani wypocznie w ramach tej kwoty zostawił sporą banknotę na rachunek.
Kelner kiwnął głową ze zrozumieniem.
Droga powrotna była szaleńcza.
Debil ze mnie klnął w duchu Weronika miała rację! Po co mi to było? Chociaż może musiałem?
„Nigdy nie nazwałem żony Zosią. Przecież nie mam nikogo bliższego!” zatrzymał się gwałtownie, olśniony. Kilka minut siedział, przeglądając w głowie wszystkie lata od ślubu.
Wyraźnie widział przed oczami twarz żony, jej niebieskie, zamglone oczy, uśmiech, gdy widzi go w drzwiach, delikatne dłonie mierzwiące mu włosy.
„Obiecałem, iż będzie szczęśliwa” rozejrzał się, odpalił silnik i pojechał przez dwadzieścia kilometrów boczną drogą.
Tydzień to za długo. Nie mogłem wytrzymać choćby dwóch dni bez ciebie powiedział, gdy Zofia wybiegła do niego spod domu babci.
Oszalałeś śmiała się, łzy jej spływały po policzku.
Zosiu, moja kochana szeptał jej do ucha, a obojgu kręciło się w głowach ze szczęścia.












