Ola spędziła cały dzień przy kuchni. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Rodzina Tolka przyjechała i rozsiadła się przy stole.

polregion.pl 1 tydzień temu

Ela spędziła cały dzień przy kuchence, pachnąc ziemniakami i stresując się każdą kolejną minutą. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Rodzina Tolka przyjechała i natychmiast rozsiadła się przy stole.

A gdzie to mięso? zapytała ciotka z wyraźnym wyrzutem.

O tam, gęś faszerowana odpowiedziała Ela, starając się brzmieć uprzejmie.

Ciotka teatralnie wstała od stołu. No tego to się nie da jeść. Jedziemy do domu.

Tolek, zawsze solidarny z rodziną, zerwał się niemal natychmiast.

No, naprawdę burknął. Skoro nie umiesz gotować, to żyj sobie sama!

Zaczął w pośpiechu pakować rzeczy do torby, pod nosem mrucząc coś o tym, iż żurek w proszku to jeszcze nie polska tradycja.

* * *

Halo, Halinka, to ja, Ela. Co? Ela mówię. Połączenie do bani, ledwo cię słyszę.

Po co dzwonię? Słuchaj, Halka, w tym roku nie przyjadę do was na święta. No nie przyjadę, i już. Pytasz czemu? Po co? Ty z Wiktorem, twoja córka z zięciem i dzieciakami, a ja? Najesz się sałatek i po taksówkę za cenę dwudaniowego obiadu z baru mlecznego? Wiesz, iż spanie u kogoś mi nie wchodzi. Co będę robić? Pewnie pójdę spać, ot co, Elżbieta niemalże krzyczała przez szumy i trzaski w słuchawce. Od pięciu lat po rozwodzie spędzała każde święto u Haliny, ale w tym roku nie, dziękuję bardzo.

Co? Sama chciałaś dzwonić? Jedziecie? Gdzie? Do Krakowa, do ciotki Wiktora? No to szerokiej drogi i dobrych humorów.

Jaki problem? Co się znowu dzieje? Przyjeżdża Sasia? Kto to Sasia? Aa, siostrzenica? Halo? Co tam u was z zasięgiem? Ugościć na parę dni? Dobrze, już dobrze, zgadzam się, nie lubię obcych, ale raz nie zawsze… Halo? Ela z irytacją odłożyła słuchawkę.

Posiedziała chwilę. Może to i lepiej, iż nie będzie sama na święta? Westchnęła, czas zrobić przynajmniej sałatkę. Sama by bułką z masłem się zadowoliła, ale gościa trzeba czymś poczęstować. Nastawiła ziemniaki, szykowała szczypiorek i zamyśliła się.

Za czasów Tolka było inaczej. Już trzydziestego cały klan z podkarpackiej wsi zjeżdżał do niej. Kuchnia zmieniała się w pole bitwy: para, dym, okno otwarte i nic nie pomagało. Gotowała się galareta, piekły pierogi, smażyły schabowe wszędzie tłuszcz, aż ślizgać się można było. Ela tylko biegała od kuchenki do balkonu, z galaretką lub obierając warzywa na jarzynową. Nikt jej nie dopuszczał do gotowania, odkąd kiedyś zrobiła sałatkę z awokado.

Co to za paskudztwo?! oburzała się ciotka Tolka, a reszta chórem przytakiwała.

Potem Ela się burzyła: „A u was to nie paskudztwo? Tylko wszystko w majonezie i to tak, iż leje się z łyżki!” A faceci tylko do stołu i od razu degustacja nalewki z kartofli. Do północy trzydziestego pierwszego wytrzymywali z trudem.

Drugiego stycznia już ich nie było, wszystko zjedzone, wszystko wypite. Ela siedziała wśród bałaganu i sprzątała do Trzech Króli. A Tolek świętował jeszcze na wsi, wracał wkurzony, zarośnięty jak prosiak. Słuchał, co rodzina gada: „Ożenił się z taką, co choćby porządnie gotować nie umie.” Zaraz kłótnie. Przypominał o Wierze, którą Ela niby mu odbiła. Ona wszystko znosiła, uważała, iż może prawda No, może nie umiała zrobić tych wszystkich tłustych żeberek i galaretek, których Tolek oczekiwał.

Pozostawały długie skargi do Halinki koleżanki z dzieciństwa. A Halinka w końcu miała dość narzekań i wymyśliła plan: „Dzwoń po rodzinie, postaw im sprawę jasno wszystko gotujesz ty, a oni mają przyjechać przed nowym rokiem!” Razem cały dzień wałkowały lekkie, ale sycące przekąski. Rodzina przyjechała, rozsiadła się.

Mięso gdzie? pyta zdegustowana ciotka.

Proszę, gęś faszerowana pokazuje Ela z wymuszonym uśmiechem.

To puree gdzie? nie dają spokoju.

Ciotka wstała z teatralnym oburzeniem: Zielska się nawarzyła, silos jak nic! Ferdek, zabieraj mnie do domu.

Wszyscy natychmiast powstali, płaszcze, trzask drzwi i po spotkaniu rodzinym.

Ty to jednak… wycedził Tolek.

Poczekajcie, idę z wami krzyknął do rodziny i już wychodził.

Rzeczy nie zapomnij! dorzuciła Ela, wciskając mu torbę.

Żyj sobie sama, marudo! Ja to nie będę sam, ale ty? rzucił przez ramię i trzasnął drzwiami.

Gdy ziemniaki prawie się rozgotowały, Ela ocknęła się z zamyślenia. Otworzyła pokrywkę, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. „Na pewno Sasia” pomyślała i otworzyła. Przed nią stał facet około czterdziestki z uśmiechem.

To ja! Pozwolę się przedstawić: Aleksander Ignacy Mikitek, siostrzeniec Wiktora. Przyjechałem z niespodzianką, a oni pojechali do Krakowa. Pani Elżbieta?

Ela skinęła głową i palnęła: Ale Halinka mówiła o siostrzenicy.

Aleksander zaśmiał się: Może źle pani usłyszała?

Ela przypomniała sobie zakłócenia w słuchawce. No to w sumie może Proszę, skoro pan przyszedł.

Nie łam się pani Aleksander z uśmiechem usiadł. Mam bilet na pierwszego wieczorem, nie będę zawracał długo.

Ela wróciła do kuchni, odcedziła ziemniaki. Aleksander z przekorą zapytał:

A tylko sałatką świętować będziemy?

Nie wiedzieć czemu odpowiedziała ostro: Pan chce pełną obsługę? Mięso w galarecie, misa jarzynowej i jeszcze keks?

Aleksander parsknął: Broń Boże, tego nie znoszę! Wolę rybę sto razy bardziej.

Ela wzruszyła ramionami: Ryb nie mam, zresztą nie umiem ich choćby dobrze zrobić.

Aleksander już zakładał płaszcz: Bez obaw! Zaraz wszystko będzie, tylko mi nie przeszkadzać, dobrze? i zanim Ela zdążyła zaprotestować, już go nie było.

Poczuła się, jakby wpadła do tekturowego spektaklu. Czekała na spokojną ciotkę, a zjawił się nadaktywny facet. Aleksandra nie było półtorej godziny. Ela zaczęła się martwić. Ale gdy usłyszała dzwonek, pobiegła otwierać drzwi.

Gdzie się pan podział? chciała naburmuszona zacząć, ale zatkało ją. Na progu pojawiła się puszysta choinka i Aleksander z pełnymi siatkami.

Po co to wszystko? tylko zapytała.

No, jak to? Bez choinki nie ma sylwestra uśmiechnął się, ustawiając drzewko w kącie. Po mieszkaniu już rozchodził się cudny zapach igieł.

Brakuje tylko mandarynek! zażartowała Ela.

Trzeba wiedzieć, co to święta odparł Aleksander. Mandarynki są, szampan też. Chodźcie, pomagajcie mi z tym wszystkim do kuchni.

Potem półżartem, półserio dekorowali choinkę i gotowali. Ela pod bacznym okiem Aleksandra czyściła krewetki, kroiła karpia, który on potem profesjonalnie piekł w piekarniku.

Na godzinę dwunastą wszystko było gotowe. Otworzyli szampana, kieliszki pełne bąbelków. Po północy stuknęli się i wypili: Na nowy rok, nowe szczęście! A potem rozgadali się.

Kiedy się wiązaliśmy, był zupełnie inny. Miły, czuły. A przynajmniej tak się wydawało. Zakochani nie widzą wad A później już tylko docinki, pretensje. Wszystko źle, wszystko nie tak. Ale dosyć o mnie. A pan? zapytała Ela.

Aleksander westchnął: Już nie jestem żonaty. Banał ja w trasie, ona z innym. Jak wrócę, składam pozew i po sprawie. Za dużo smutków może powspominamy jakieś dziecięce wygłupy i przejdziemy na „ty”?

Ja się założyłam, iż wdrapię na sosnę, na najwyższą gałąź, i potem nie mogłam zejść. Płakałam, aż sąsiad z trzeciej klatki mnie zdjął A potem w domu kara do wieczora w kącie zaśmiała się Ela.

A ja kiedyś w szkole przykleiłem krzesło dyrektorowi do podłogi! Ojciec mnie wtedy solidnie zrugał śmiał się Aleksander.

Tak wspominali śmieszne historie do białego rana, śmiejąc się przy tym jak dzieci. Ela ziewnęła, a Aleksander powiedział:

No już, dosyć opowieści. Śpijcie sobie spokojnie.

Zmęczona, Ela przytaknęła: Jeszcze tylko sprzątnę ze stołu…

Nic nie trzeba, wszystko ogarnę zapewnił Aleksander.

I Ela faktycznie po chwili już spała.

Rano obudził ją głos Aleksandra:

Elu, już idę, muszę się zbierać, zamkniesz proszę za mną drzwi.

Ela zrywa się: Co, już wieczór? Dlaczego mnie wcześniej nie obudziłeś?

Tak słodko spałaś, iż nie chciałem przerywać uśmiechnął się. Ale naprawdę już muszę, zanim na dworzec dotrę…

Elenka przeprowadziła go do drzwi.

No, do widzenia. Dziękuję za wspaniałe święto powiedziała trochę smutno.

Aleksander chwile coś bąkał, aż w końcu zapytał nieco nieśmiało: No a mogę kiedyś przyjechać znowu? Jak będę wolny, przyjadę?

Ela ucieszyła się na całego: Przyjeżdżaj, będę cze…

Aleksander pocałował ją nagle i szepnął: Na razie, do zobaczenia!

A Ela długo jeszcze stała za drzwiami i dotykała ust, uśmiechając się szczęśliwie. Bo z ludźmi to różnie bywa czasem znasz kogoś wieczność i wychodzi na drania, a czasem ktoś wpada do twojego życia i już wydaje ci się, iż znacie się od zawsze.

Nie ma co ukrywać cuda na Nowy Rok się zdarzają. Przypadek, a tu nagle nowe uczucie i może nowe życie…

Idź do oryginalnego materiału