Ola, czy to twoje zbędne kilogramy?

polregion.pl 6 dni temu

**Dziennik osobisty**

„Jola, a te twoje dodatkowe kilogramy? Czy to nie problem?” matka Darka nie odpuszczała. „Według mnie nie mam niczego nadprogramowego, zwłaszcza iż mój przyszły mąż je akceptuje. Nie każdy musi być chudzielcem.” Jola sarkastycznie spojrzała na Elżbietę i matkę Darka. Takie zuchwalstwo doprowadziło Elżbietę do furii.

„Mamo! Kupiłaś herbatę odchudzającą? Nasiona chia? Po co dałaś mi tyle masła do owsianki, przecież to zbędne kalorie! Darek, znowu przyniosłeś chleb drożdżowy? To niezdrowe! Rano trzeba wypić trzy szklanki wody, inaczej waga nie spadnie Gdzie moja woda?!” mniej więcej takie komentarze Darek słyszał od dzieciństwa.

Jego matka i starsza siostra wiecznie przejmowały się figurą. Teraz siostra miała już trzydzieści osiem lat, nigdy nie wyszła za mąż i przypominała Darkowi wychudzonego, zgarbionego konia z wiecznie głodnym spojrzeniem. Matka zaś wyglądała jak prosta drutowa wykałaczka.

Zmęczyło go to tak bardzo, iż ciągnęło go do ludzi radosnych, z apetytem na życie. Marzył, by jego przyszła żona różniła się od matki i siostry. I znalazł taką!

Nazywała się Jolanta. Jola choćby jej imię było miękkie, przyjemnym i słodkim jak świeże ciastko. Nie, Jola nie była otyła. Przy wzroście sto siedemdziesiąt trzy centymetry ważyła osiemdziesiąt pięć kilogramów.

I każdy z tych kilogramów promieniował zdrowiem i dobrym humorem. Pełne piersi, wąska talia, kobiece kształty i dołeczki w pulchnych policzkach, które aż prosiły się o uszczypnięcie. Wszystko to wprawiło Darka w zachwyt, gdy tylko ją zobaczył.

Pewnego wieczoru zawiózł siostrę do banku załatwić sprawę. Wzięła numer i usiadła. On zaś spacerował po holu, czekając.

Nagle usłyszał srebrzysty, dzwoniący śmiech. Był cichy, ale tak zaraźliwy, iż Darek mimowolnie się uśmiechnął. Tak bardzo zapragnął zobaczyć właścicielkę tego śmiechu, iż ruszył w jego stronę.

Śmiała się dziewczyna z okienka, która obsługiwała starszego klienta. Powiedział coś zabawnego, a ona znów się roześmiała. Darek nie mógł oderwać od niej wzroku

Od falowanych włosów po usta jak kokardka. Do tego miała kształty, które widać było gołym okiem

Wracał samochodem z siostrą, słuchając jej monotonnego głosu, ale myślami był wciąż w banku, przy tej dziewczynie.

„Darek, słuchasz mnie?” zirytowana spytała Elżbieta.

„Oczywiście, Elu.” Zastanawiał się, o czym adekwatnie mówiła.

„No więc mówię mu, iż nie jem smażonego mięsa, tylko gotowaną pierś z kurczaka.” narzekała na kolejnego adoratora. Darek pokiwał współczująco, cmoknął językiem, jakby mówił: „No co za drań”

Następnego dnia pod wieczór pognał do banku. Jego wymarzona dziewczyna była na miejscu. Gdy bank się zamknął, wyciągnął z samochodu bukiet róż i podszedł do niej.

„Pani A nie potrzebuje pani męża albo zięcia dla swojej mamy?” wydukał oklepane zdanie i podał jej kwiaty.

Pewnie miał tak roztrzepaną minę, iż roześmiała się, ale róże przyjęła.

„Boże Jaka piękna! Jak pachną!” zanurzyła twarz w kwiatach, a on patrzył na nią z zachwytem

Od tamtej pory byli nierozłączni. Zdarza się w życiu taki moment, gdy spotykasz człowieka i wiesz to jest to, więcej już niczego nie trzeba szukać. Tak stało się z Darkiem i Jolą. Oświadczył się po miesiącu znajomości, a ona z euforią przyjęła. Pozostało tylko przedstawić ją rodzicom.

Rodzice Joli przyjęli go suto zastawionym stołem, ciastami i gwarem. Jej matka, okazała piękność, wycałowała go w oba policzki, wprawiając w zakłopotanie. Ojciec poklepał go po ramieniu jak starego znajomego i zabrał do kuchni.

„Z dala od kobiet, bo cię zamęczą. Ale nie martw się, Natalia Eugeniuszówna, matka Joli, to spokojna dusza! Za to ją kocham od trzydziestu lat. A Jola to nasz diament. Szanuj ją, synu.” ojciec spojrzał na niego uważnie.

Potem długo siedzieli przy stole. Jedli ze smakiem, śmiali się, opowiadając zabawne historie. Potem Jan Dymitrowicz, ojciec Jolanty, grał na gitarze, a wszyscy mu wtórowali. Darkowi było w tej rodzinie tak dobrze, jakby znał ich od zawsze

Trzy dni później wybrali się do jego rodziców. Po drodze wstąpili do cukierni i Jola kupiła manualnie robione eklerki. O piątej byli na miejscu.

Drzwi otworzyła matka Darka, Halina Anatolówna.

„O Witajcie, kochani” spojrzała na Jolę i zastygła w drzwiach z otwartymi ustami.

„Mamo, my też cię kochamy. Może wejdziemy?” Darek delikatnie popchnął matkę w głąb mieszkania.

„Tak, oczywiście, synu. Proszę, proszę A to pewnie ta Jola, tak?” wzięła się w garść i bezceremonialnie obrzuciła Jolę wzrokiem.

„Tak, to ja! Miło mi poznać.” Jola podała rękę Halinie Anatolównie i weszła. Matka Darka wciąż stała zaskoczona.

„Tato, Ela, mamo, to Jola, moja narzeczona, złożyliśmy już papiery i niedługo ślub. Jolu, to moja rodzina: siostra Elżbieta, mama Halina Anatolówna i tato Nikodem Sergiuszowicz.” przedstawił ich.

Wieść o ślubie zaskoczyła rodzinę Darka, więc siedzieli cicho i lekko oszołomieni. W pokoju zapanowała cisza, słychać było tylko dźwięk sztućców

„Tak! Jolu! Bardzo się cieszymy i witamy w rodzinie. Co tam macie? Butelkę? O, to pasuje! I jakieś słodkości, ale to dla was, dziewczyny.” ojciec Darka, Nikodem Sergiuszowicz, rozładował atmosferę.

„Nie, nie, my nie jemy ciastek, zwłaszcza na noc. Co ty, Jolu” Halina Anatolówna z obrzydzeniem odsunęła pudełko.

„Wy nie jecie, ale my jemy! Dawajcie tutaj, zobaczymy, co jest. Jola pewnie nie przyniosłaby nic złego. Prawda, Jolu?” zaśmiał się ojciec.

W końcu wszyscy usiedli i trochę się rozluźnili. Na stole były czekoladki, przekąski i butelka wina. Otwarto

Idź do oryginalnego materiału