Zosia z mamą siedziały na starym łóżku, obie ciepło ubrane, bo zima za oknem, a w domu dopiero co rozpalili w piecu.
Nie martw się, mamo. Damy sobie radę. Teraz podam ci lekarstwa powiedziałem, chcąc ją uspokoić, choć tak naprawdę nie była ona moją rodzoną matką, tylko teściową. Byłą teściową… Prawie byłą.
Tak się złożyło, iż mieszkaliśmy kiedyś we troje matka, syn i jego żona Zosia.
Zosia wyszła za mąż późno, bo w wieku trzydziestu lat. Była już drugą żoną Pawła. Nie rozbijała rodziny, bo kiedy zaczęli się spotykać, Paweł był już po rozwodzie.
Teściowa, pani Stanisława, od razu ją polubiła. Z wzajemnością. Była serdeczna i dobra, zawsze wysłuchała. Zosia straciła rodziców wcześnie, została sama. W teściowej odnalazła bliską sobie osobę.
„Zmówiły się!” żartował o nich Paweł.
Pięć lat małżeństwa minęło jak z bicza strzelił. Potem z Pawłem coś się zmieniło stał się opryskliwy i wybuchowy. Krzyczał na Zosię i na matkę. Przyczyną była oczywiście kochanka często wracał późno, zwykle pod wpływem alkoholu.
Pewnego dnia powiedział, iż się rozwodzą. Dał Zosi dwa dni na spakowanie się. choćby nie zdążyła wyjechać, gdy pod dom przyjechała jego wybranka z walizką.
Może zrobiła to specjalnie, by móc zobaczyć „poprzedniczkę” i powiedzieć jej kilka przykrych słów. Tylko się nie udało była to wysoka blondyna z ogromnymi ustami i potężnymi rzęsami, którymi ledwo mrugała.
Zosia nie mogła się powstrzymać od śmiechu.
Zamieniłeś mnie na to straszydło z rzęsami jak u krowy? Powodzenia z nią, niczego nie żałuję.
Za to ona jest zabawna. A ty i matka dwie staruszki, kury.
Mnie możesz obrażać, ale po co matkę mieszasz?
Pawle, a twoja matka zostaje z nami? zapiszczało coś z salonu, przerzucając rzęsami. Niech ją zabierze! Po co nam matka? Pawle…
Mama, tobie też czas się wynieść. Za długo już u mnie siedzisz.
Dokąd pójdę? Oddałam ci wszystkie oszczędności ze sprzedaży mieszkania, żebyś zbudował ten dom matka chwyciła się za serce.
Bez scen! Zostań, ale siedzisz tylko w swoim pokoju, teraz tutaj rządzi Albina.
Kociu, niech się obie wynoszą!
To moja matka!
Twoja matka?! Chcesz powiedzieć, iż będę miała taką teściową? O nie Kociu
Miałem dość tych ich wyzwisk.
Mamo, jedziesz ze mną na wieś?
Już lepiej na wieś niż z takim synem i tą…
Poczekaj, zbiorę twoje rzeczy.
Nie zapomnij lekarstw i mojej szkatułki. I torebki.
Szybko wrzuciłem do walizki najpotrzebniejsze rzeczy szkatułkę, torebkę, lekarstwa, dokumenty, bieliznę i ciuchy.
Zabierzcie wszystko, nie potrzebujemy cudzych rzeczy odezwała się Albina prawda, mój misiczku?
Paweł milczał bezradnie. Wiedział, iż matka mu tego nie wybaczy. A może wybaczy w końcu to matka.
Po pół godzinie byliśmy przed autem. Stanisława już siedziała z tyłu i cicho ocierała łzy. Nie spojrzała choćby w stronę syna, tylko ciężko westchnęła.
Trudno się pogodzić z tym, iż dało się dziecku wszystko, a potem stajesz się dla niego nikim.
Jak my teraz będziemy żyć, córciu?
Jakoś będzie. Mam trochę oszczędności, na razie wystarczy. Ty masz emeryturę. Na chleb i masło nie zbraknie.
Pojechaliśmy na wieś do domu, gdzie spędziłem dzieciństwo. Było jeszcze jasno, ale zimno w środku. gwałtownie rozpaliłem w piecu i nastawiłem czajnik.
Widzisz, jak sprawnie ci to idzie. Jakbyś tu całe życie mieszkał.
Dziadek mnie wszystkiego nauczył. Dobrze, iż kupiliśmy jedzenie, nie trzeba iść do sklepu. Nie lubię tych wiejskich plotek.
W izbie robiło się coraz cieplej.
Jutro wszystko wysprzątam.
Ktoś zapukał do drzwi.
O, sąsiadka wróciła! Dawno cię nie było. Patrzę, auto stoi. Zimą przyjechałaś? Coś się stało?
Nic się nie dzieje, panie Michale. Już wszystko dobrze. Opowiem kiedyś przy herbacie. Chodź, napij się z nami.
adekwatnie chciałem cię zaprosić… Ale widzę, iż nie jesteś sama dostrzegł Stanisławę.
To Stanisława. Pan Michał przedstawiłem ich sobie.
Mów, jakby coś było potrzeba.
Na razie nic, dziękuję.
Minął tydzień. Dom już lśnił czystością i przytulnością.
Wiesz, Zosiu, też jestem ze wsi. Za mężem do miasta wyszłam. Zginął, gdy Paweł miał dwadzieścia trzy lata, sprzedałam mieszkanie. Syn obiecał, iż zawsze będę z nim mieszkać. I jak to się wszystko potoczyło…
Nie płacz, wiem, iż jest ciężko. Mnie też niełatwo. Może jeszcze będą wnuki.
Po tym? Boże broń! A ten Michał z kim mieszka?
Sam. Jego żona się utopiła ratowała sąsiednie dziecko, to już dawno. Nigdy nie założył nowej rodziny. Dzieci nie ma. Przyjaźnił się z moim dziadkiem, choć był młodszy. Zresztą jest w pani wieku.
Minął miesiąc. Od Pawła nie było żadnego znaku życia; matki również nie odwiedził. Pewnego dnia zadzwonił nieznany numer do mnie.
Zosiu?
Tak, słucham.
Twój mąż nie żyje.
Chyba się pan pomylił
Nie pomyliłem się. Paweł zginął w wypadku, prowadził po alkoholu. Jechała z nim dziewczyna ona przeżyła, wyszła bez szwanku. Prosimy o rozpoznanie.
Boże, biedna Stanisława. Jak jej to powiedzieć? Co robić? Michał pomoże.
Co się stało, Zosiu? Blady jesteś jak ściana!
Mamo, usiądź… Pawła już nie ma…
Jezu… To wszystko przeze mnie! Zostawiłam go!
On ciebie wyrzucił!
Wyrzucił… Ale jestem matką. Kara go dopadła…
Jadę na rozpoznanie. Pan Michał zostanie z tobą, póki nie wrócę.
Jadę z tobą.
Jadę z wami zdecydował Michał Pojedziemy moim autem. Koniec dyskusji.
Pogrzeb się odbył. Zosia i Stanisława postanowiły pojechać do domu po Pawle teraz miał być ich wspólnym spadkiem. Paweł nie zdążył złożyć papierów rozwodowych nie miał czasu: miłostki, imprezy, hulanki.
Michał był z nami na każdym kroku.
Zostanę, same nie pójdziecie. W razie czego pomogę.
Dom… Jak bardzo wszystko się zmieniło przez ten miesiąc! Brudne ciuchy wszędzie, nieumyte talerze choćby na podłodze, pijacki zapach i stęchlizna.
I to urządził mój syn! Nigdy nie był taki. Co się z nim stało…
Co tu robicie? To mój dom, wynoście się! z sypialni wyszła tamta dziewczyna z ustami i rzęsami; za nią ledwo ubrany facet.
Pokaż mi dokumenty na ten dom! wtrącił się Michał.
Jakie dokumenty? Mój mąż zginął. Mieliśmy choćby wesele!
Rozwodu jeszcze nie było!
Ale świętowaliśmy wcześniej, należy mi się!
Starczy tych bzdur! Wynocha stąd! Ktoś jeszcze tu mieszka?
Facet ulotnił się po cichu, a Michał dopilnował, by nic nie ukradli.
Trzeba sprawdzić dokumenty. Może Paweł zostawił testament, albo już przepisał dom na kogoś. Wszystko możliwe. I trzeba wymienić zamki ta lalka może mieć klucze.
Na szczęście z dokumentami wszystko było w porządku. Zamki wymienili.
Wiele rzeczy trzeba było wyrzucić. Michał cały czas nam pomagał.
Smutno mi, iż wracacie do miasta. Tak się przyzwyczaiłem do was.
Będziemy przyjeżdżać. Ty też wpadaj do nas, panie Michale.
Dzięki wam poczułem, jak za młodu. Stanisława jest taka podobna do mojej zmarłej żony…
Michał, widzę jak na nią patrzysz. Ona też na ciebie. Może z tego coś będzie?
Co ty opowiadasz… speszył się.
Ależ tak!
Rok później Michał i Stanisława wzięli ślub. Są szczęśliwi razem. Zosię traktują jak córkę. Ale na tym się nie kończy mają jeszcze wnuki!
Zosia została mamą. Za mąż ponownie nie wyszła, ale wychowuje dwoje dzieci, które przyjęła pod opiekę brata i siostrę nie mogła rozdzielić. Chciała jedno, wyszło dwoje.
Rodzinę, bliskich ludzi można znaleźć nie tylko przy urodzeniu, nie tylko w dzieciństwie czasem los sprawia, iż stajemy się dla kogoś wszystkim.











