Weronika, jesteś zajęta? zapytała mama, zaglądając do pokoju córki.
Jeszcze minutkę, mamo. Tylko wyślę maila i już przychodzę odpowiedziała Weronika, nie odrywając wzroku od ekranu laptopa.
Skończył mi się majonez na sałatkę. Nie przewidziałam, a jeszcze zapomniałam koperku kupić. Może pobiegniesz do sklepu, zanim zamkną?
Dobrze, pójdę.
Przepraszam, iż cię zawracam. Już masz zrobioną fryzurę, a ja ci głowę zawracam tym całym świętem westchnęła mama.
Już się zbieram Weronika zamknęła laptopa i spojrzała na matkę. Co jeszcze mówiłaś?
Zdjęła tylko kapcie i nałożyła kozaki oraz kurtkę; czapki nie założyła, żeby nie popsuć fryzury. Sklep był tuż za rogiem, nie zdąży zmarznąć. Na dworze lekki mróz, prószył śnieg jak z bajki na Nowy Rok.
W sklepie było kilka osób. Biegały tu tylko te osoby, które w ferworze przygotowań o czymś zapomniały. Koperek był już tylko zwiędły w gotowych zestawach z natką pietruszki i szczypiorkiem. Weronika chciała zadzwonić do mamy zapytać, czy może taki być, ale uświadomiła sobie, iż zostawiła telefon w domu. Po chwili namysłu wzięła ten zestaw, do tego majonez z mocno przebranej półki, zapłaciła i wyszła na mróz.
Ledwo odeszła od sklepu, zza rogu wyjechał samochód i oślepił ją światłami. Weronika cofnęła się odruchowo na bok, ale obcas buta poślizgnął się na nierównym, zmrożonym chodniku przykrytym cienką warstwą śniegu. Kostka się podwinęła, a Weronika ciężko upadła na chodnik. Torebka potoczyła się kilka kroków dalej.
Próbowała wstać, ale z kostki wystrzelił ból tak ostry, iż aż łzy napłynęły jej do oczu. Wokół ani żywej duszy, telefon w domu. Co robić? Nie słyszała nawet, kiedy cicho zatrzasnęły się drzwi samochodu.
Nie stało się nic poważnego? Nachylił się nad nią młody mężczyzna. Pomóc pani wstać? podał jej rękę.
Chyba nogę złamałam przez pana. Jeździcie po tych osiedlach, lodowisko nam zrobiliście Weronika syknęła przez łzy, ignorując wyciągniętą dłoń.
Sama sobie winnaś. Po co na obcasach tak późno chodzić?
Idź pan, gdzie indziej odpyskowała, pociągając nosem.
Zamierzasz tu siedzieć do rana? Dobra. Nie zdziałam cudów, nie zostawię cię tu. Gdzie mieszkasz?
Tu, za rogiem Weronika machnęła ręką w stronę bloku.
Mężczyzna oddalił się, ale po chwili usłyszała, jak silnik samochodu warczy, auto cofa i zatrzymuje się tuż obok niej.
Zaraz cię podniosę, postaraj się nie obciążać tej nogi. Raz, dwa, trzy nim zdążyła zaprotestować, chwycił ją mocno i postawił, podtrzymując.
Dasz radę stać? zapytał, pomagając uchylić drzwi samochodu.
Moja torebka Weronika wgramoliła się na siedzenie.
Mężczyzna wrócił po leżącą torbę i wrzucił ją na tylne siedzenie.
Pod blokiem pomógł Weronice wysiąść i, nie czekając na sprzeciw, przeniósł ją przez podwórko na rękach. Drzwi wejściowe otworzył nogą.
Klucze masz w torebce? Ktoś jest w domu?
Mama.
Wpisz kod i poproś mamę, niech otworzy drzwi.
W bloku nie było windy, więc przyszło mu nieść Weronikę schodami na trzecie piętro. Przygarnęła mu się do szyi, czując jak trudzi się, sapiąc głośno, a pot po skroniach mu ściekał. „Dobrze ci tak, nie będziesz już pędził pod sklepem” pomyślała z złośliwą satysfakcją.
Proszę, tu mnie postaw, dalej już sama wejdę poprosiła pod drzwiami mieszkania.
Mężczyzna tylko westchnął ciężko. Drzwi otworzyły się nagle, a stanęła w nich mama.
Weronika? Co się dzieje?!
Idąc jak taran, wszedł do mieszkania prosto na matkę, która ustąpiła mu miejsca. Ostrożnie postawił Weronikę na podłodze i wziął głęboki oddech.
Proszę przynieść krzesło rzucił do przestraszonej mamy, która cofnęła się do korytarza.
Mama przyniosła krzesło z kuchni, a Weronika z ulgą usiadła, wyciągając przed siebie bolącą nogę. Chłopak uklęknął przed nią.
Ale o co tu chodzi?! oburzyła się mama.
Chłopak jakby jej nie słyszał. Podtrzymując jedną dłonią nogę Weroniki, drugą rozpiął jej zamek w bucie.
Ał! Co pan robi, to boli! zawołała Weronika.
Co pan wyprawia?! Ona cierpi! niemal równocześnie z córką zawołała przerażona mama, obserwując, jak kostka puchnie na oczach, ciemnieje przez rajstopy.
Wzywam pogotowie rzuciła mama.
To tylko skręcenie. Jestem lekarzem. Niech pani przyniesie lód, gwałtownie rozkazał stanowczo.
Mama bez słowa pobiegła do kuchni, wróciła z zamrożonym kurczakiem w woreczku.
Proszę przyłożyć do kostki polecił mężczyzna, prostując się i łapiąc za klamkę.
Odchodzi pan? przestraszyła się Weronika.
Zjadę tylko do samochodu po bandaż elastyczny i przyniosę pani torbę uspokoił i wyszedł.
Ty zostawiłaś torbę w samochodzie nieznajomego? Weronika, kto to w ogóle jest? mama ukucnęła przy niej, przykładając zimnego kurczaka do kostki.
Weronika syknęła z bólu.
Wyjechał nagle autem, musiałam uskoczyć, poślizgnęłam się i upadłam. Potem zaniósł mnie do domu. Nic poza tym nie wiem.
Może to jakiś złodziej, Weronika? Zaraz odjedzie z twoją torbą, a tam i karta, i klucze, i pieniądze. Może dzwonić na policję póki nie uciekł? mama ściszyła głos.
Mamo, no proszę cię! Gdyby chciał okraść, zostawiłby mnie tam na mrozie. Przyniósł mnie aż tu, na górę.
Sama nie wiem mama wydawała się nieprzekonana.
Domofon zawarczał w tej chwili.
To on. Otwórz mu proszę powiedziała Weronika.
Mężczyzna wszedł, starannie postawił torbę na komodzie, spojrzał badawczo na Weronikę i jej mamę.
Proszę sprawdzić, czy wszystko jest powiedział, zdjął kurtkę, rzucił na podłogę i ukląkł na niej przed dziewczyną.
Teraz będzie bolało. Muszę nastawić staw. Złap mocno krzesło, tak będzie łatwiej.
Złapał stopę, lekko ją wygiął. Weronika jęknęła, mocno zagryzając zęby.
Coś się przypala zauważył, spoglądając na mamę.
Mama pobiegła do kuchni.
W tym momencie Weronika poczuła tak intensywny ból przy nastawieniu stawu, iż aż jej się ciemno zrobiło przed oczami.
Już dobrze, zaraz przejdzie szepnął spokojnie chłopak.
Mama wróciła, zaskoczona, widząc córkę z łzami w oczach.
Nic się nie przypala zaczęła, ale chłopak przerwał.
Już wszystko, to był tylko skręt. Proszę nie nadwyrężać nogi i chłodzić delikatnie opuścił jej nogę, wstał i sięgnął po kurtkę.
Bardzo dziękuję. Przepraszam, pomyślałam sobie nie wiadomo co o panu zaczęła mama. Zostańcie z nami na kolacji! Zbliża się północ, chyba już pan nie wróci do siebie na czas. A ja mam wszystko gotowe dodała nieco nieporadnie.
Chłopak zawahał się przez moment.
jeżeli nie będę przeszkadzał, to z przyjemnością.
Ależ skąd! Jeszcze przyda się pan do szampana uśmiechnęła się mama.
Mamo! Weronika rzuciła jej karcące spojrzenie.
Co takiego? Wyjmę mięso z pieca, a pan młody zaprowadzi Weronikę do pokoju powiedziała mama.
Weronika pod rękę z nieznajomym powoli doczłapała do kanapy. Raz spróbowała stanąć na stopie. Bolało, ale dało się wytrzymać. Nie przeszkadzało jej to jednak, iż trzymał ją za talię.
Dziękuję powiedziała, siadając wygodnie na kanapie.
Nie ma za co. To ja powinienem przepraszać, iż ucierpiałaś przeze mnie odparł.
Przesadzasz. Sama się rzuciłam w bok. Jak masz na imię?
Michał. Możemy mówić sobie na ty?
Jasne. Jesteś naprawdę lekarzem?
Chirurgiem. Chciałem tylko zajechać tu do sklepu kupić coś na święta… usiadł obok Weroniki.
Żona pewnie na ciebie czeka i się martwi.
Żona odeszła ode mnie pół roku temu. Miała już dość moich dyżurów, iż choćby święta i weekendy trzeba być w szpitalu. Zabrała córkę i przeprowadziła się do matki.
Pewnie okropnie dziś wyglądam zauważyła Weronika, zawstydzona.
Przeciwnie. Wyglądasz pięknie.
Tak w trójkę spędzili Sylwestra. Jak Nowy Rok przywitasz, tak go spędzisz mawiała moja babcia.
Kiedy Michał wyszedł, poszliśmy spać. Długo nie mogłem zasnąć, wracałem pamięcią do tego, jak Michał niósł Weronikę na rękach. Była wyraźnie poruszona. Miło było poznać kogoś tak od razu, prawie bez słów, w tak nietypowych okolicznościach.
Nazajutrz Weronika mogła już ostrożnie stąpać na stopie. Kostka była jeszcze bardziej spuchnięta, opatrunek dawał się we znaki. Dało się jednak chodzić.
Nie ukrywaliśmy radości, gdy Michał znowu do nas zajrzał. Zdjął bandaż, obejrzał nogę i ponownie ją zabandażował.
Wszystko w porządku. Dasz radę stanąć?
Przecież od wczoraj jesteśmy na ty. Jasne, dam radę.
Może herbaty? zagadnęła mama.
Dziś nie mogę, dyżur w szpitalu.
Zajrzyj do nas czasem! zdążyła jeszcze powiedzieć Weronika, zanim wyszedł.
Po dwóch miesiącach Weronika przeprowadziła się do Michała.
On choćby nie jest rozwiedziony! A jak wróci ta żona? kręciła głową mama, gdy Weronika pakowała walizki.
Nie wróci, skoro już stamtąd odeszła. Michał mówił, iż ma kogoś innego.
Ja tam nie wiem, jakoś wszystko za szybko.
To był szczęśliwy rok. Weronika czasem była zazdrosna, kiedy Michał jeździł do córki. Spotykał się wtedy także z żoną. Widziałem jej zdjęcie piękna kobieta.
Mieszkając z nim, Weronika zaczęła rozumieć jego byłą żonę. Michała ciągle wzywano do szpitala, czasem w ostatniej chwili, często choćby nocą i w święta. Tam młode pielęgniarki trudno się dziwić, iż mógł się komuś spodobać. Ale kiedy był w domu, Weronika rozpromieniała.
Minął rok. Mimo wszystko to był najszczęśliwszy czas. Nie rozwiódł się z żoną, co cały czas bolało Weronikę. Mama ciągle naciskała, żeby postawić sprawę jasno, a Weronika zwlekała.
W Sylwestra krzątała się w kuchni. W pokoju połyskiwała choinka, w sypialni na łóżku leżała nowa sukienka. Sprawdzając pieczeń, usłyszała telefon. Michał rozmawiał przy oknie.
Dobrze, zaraz będę powiedział i odwrócił się.
Znowu musisz dyżurować w szpitalu? zagadnęła Weronika słabym głosem.
Nie. To żona zadzwoniła. Mówiła, iż córka czeka, płacze, nie chce iść spać beze mnie. Zaraz wracam, położę ją tylko i przyjadę. Oddam jej jeszcze prezent, szybciutko wrócę chwycił ją za rękę i wyszedł.
Weronika próbowała się nie zamartwiać, ale nie wychodziło jej to najlepiej. Ubrała nową sukienkę, nakryła do stołu. Czas mijał, a Michała nie było. Nie dzwoniła, skoro mógł jechać samochodem. Wysłała wiadomość, na którą nie odpowiedział.
Zmęczona czekaniem, zdmuchnęła świece i spojrzała na świąteczny stół ze smutkiem. Teraz bardziej niż kiedykolwiek rozumiała żonę Michała. A co, jeżeli ona wróci? Co wtedy? Przecież kocha Michała.
Czekanie i nasłuchiwanie kroków na korytarzu stało się nie do zniesienia. Przypomniała sobie o starszej pani z pierwszego piętra. Żyła zupełnie sama; Michał mówił, iż nigdy nie wyszła za mąż, nie miała dzieci. Weronika uświadomiła sobie, iż też jest sama. Nowy Rok w samotności? To nie do pomyślenia.
Z kuchni wzięła dwa pojemniki, nałożyła do jednego sałatki, do drugiego kawałek ciasta i zeszła na parter.
Starsza pani długo nie otwierała. Weronika nerwowo wyjaśniła, po co przyszła. W końcu rozległ się zamek i babcia spojrzała na nią nieco nieufnie.
Przyniosłam pani trochę sałatki i ciasto, upiekłam sama. Nie obrazi się pani, iż przyniosłam poczęstunek?
Wejdź, dziecko powiedziała starsza pani.
Maleńka, drobna, zgarbiona. W mieszkaniu czysto i przytulnie. Nie było choinki, nie było świątecznego stołu, tylko mały telewizor cichutko brzęczał.
Proszę, tu położyłam jedzenie.
Dziękuję. Ty usiądź, ja zaraz zrobię herbatę babcia poszła do kuchni.
Ty mieszkasz z Michałem Nowakiem, prawda? spytała przy herbacie.
Tak.
Starsza pani skinęła głową, jakby to za coś ją aprobowała.
Jego żona się nie odzywała, tylko o sobie myślała, pracy nie szukała. Ty inna jesteś. Znowu go do szpitala wezwali?
Pojechał do córki.
Pani znów pokiwała głową.
Wróci, nie martw się. To mądry człowiek, porządny.
A pani całą życie sama?
Tak już wyszło. Powinnam była mieć dzieci, ale Szkoda gadać. Była miłość, tylko przyjaciółka mi ją zabrała
Jak to?
Po szkole poszłam do medyka do miasta, a mój Robert został na wsi. Trzydziestego pierwszego pojechałam do niego po lekcjach, żeby razem przywitać Nowy Rok. Po drodze jednak autobus się zepsuł, koło poszło. Ciemno, zimno. Nie było wtedy komórek ani nic. Kierowca poszedł po pomoc do pobliskiej wsi, a my czekaliśmy w autobusie. Ale czas leciał.
Ruszyłam piechotą przez śnieg. Myślałam, iż szybciej dojdę. Rozpętała się zamieć, śnieg z wiatrem. Przeszłam już kawał, więc nie wracałam do autobusu. Byłam młoda, napędzana miłością. Myślałam, iż autobus mnie dogoni. Tak właśnie Nowy Rok przywitałam na drodze.
Gdy w końcu doszłam do wsi, odmroziłam policzki i palce. Cztery dni z gorączką nieprzytomna leżałam. Potem dowiedziałam się, od przyjaciółki, iż Robert już z nią, a ona jest z nim w ciąży.
On się próbował tłumaczyć, ale go odtrąciłam. Duma. Nigdy potem go nie zobaczyłam. Ale zapomnieć nie potrafiłam. Dopiero po latach dowiedziałam się, iż ona zmyśliła ciążę. Robert zapijał się, aż zamarzł kiedyś pod własnym domem. Dobrze miłość mieć i pilnować. Starsza pani otarła łzę.
Więcej już nikogo nie pokochałam. Trzeba było pogadać, przebaczyć. Życie mogło się inaczej potoczyć. Wzdychając, otarła oczy chustką.
Z okna widziałam ciągnęła dalej Michał z tobą wygląda zupełnie inaczej. jeżeli kochasz, przebacz mu, nie zazdrość. Najlepiej, wyjedźcie gdzieś oboje. Ona wam życia nie da. Nie powielaj moich błędów. Zrób, jak serce ci podpowiada.
Weronika wróciła do mieszkania i schowała potrawy do lodówki. Michał wrócił dopiero rano.
Przepraszam. choćby nie wiem, co się stało Może coś mi dodała do herbaty. Dopiero godzinę temu się obudziłem z potwornym bólem głowy.
Dlaczego nie rozwiedziesz się z żoną? przez cały czas ją kochasz?
Co ty, absolutnie nie. Gdybyś ją spotkała, nie pytałabyś choćby Kocham moją córkę. Weronika, wiem, iż czekałaś, wyobrażałaś sobie różności, ale nic się nie wydarzyło. Wierzysz mi?
Weronika przytuliła go, spojrzała mu w oczy.
Wyjedźmy. Wszystko jedno gdzie. Szpitale są wszędzie, jesteś świetnym chirurgiem
Daj mi trochę czasu. Nie mam teraz siły na rozmowy. Kocham cię.
Zasnął, a Weronika obok niego przypomniała sobie słowa babci z dołu.
Córka pozostało mała. gwałtownie zapomni, co było wcześniej. Od pół roku jego żona z nim nie mieszka. Najpewniej sama tego chciała, żeby Weronika odpuściła. Źle trafiła. Będę walczyć o Michała. Jak się obudzi, porozmawiam z nim na poważnie…
Wyłączyłem lampki na choince i przytuliłem mocno Weronikę.
Miłość to jedno słowo, a ile w nim treści. Kocham cię różnie to można powiedzieć. Ale kocham cię naprawdę.
I chyba już wiem, iż w życiu najważniejsze są rozmowa, odwaga i przebaczenie. Po tylu latach zrozumiałem to w noc sylwestrową: kiedy kochasz, możesz wybaczyć wszystko poza jednym: gdy przestajesz czuć, iż ktoś cię jeszcze kocha.












