Okradasz mojego syna, on choćby żarówki nie może sobie kupić – czyli jak teściowa chciała ściągnąć od…

twojacena.pl 2 dni temu

Niedzielny poranek spędziłam zawinięta w koc na naszej starej kanapie w mieszkaniu na warszawskiej Pradze. Mój mąż, Michał, pojechał na Ochotę do swojej mamy, teściowej Małgorzaty, niby żeby wymienić przepalone żarówki, ale przecież wiadomo o żarówki tu nie chodziło.

Michałku, a czy nie pamiętasz, iż dziś urodziny Zuzi? powiedziała mu pewnie przez telefon, z tą swoją słodką miną.

Michał zawsze był trochę rozrzutny. Ledwo co wypłata wpłynie, kilka dni i nie ma śladu po złotówkach. Na szczęście oddaje mi kasę na opłaty i większe zakupy spożywcze a resztę wydaje na nowe gry komputerowe, klawiatury, myszki, wszystko, co związane z jego pasją. Staram się to tolerować, bo uznałam, iż lepiej chłopak niech pogra, niż miałby się szlajać po knajpach czy godzinami gnić w garażu z browarem. Poza tym przypominam sobie, iż w jakimś felietonie w Polityce wyczytałam kiedyś, iż pierwsze czterdzieści lat dzieciństwa jest najtrudniejsze dla wszystkich faceta.

Nie piszę tego, żeby użalać się nad sobą. Raczej dla wyjaśnienia, czemu mój mężczyzna nigdy nie ma przy sobie grosza. Ja nie mam z tym takich problemów choćby potrafię coś zaoszczędzić, mimo warszawskich cen. Często to ja jestem bankomatem, gdy Michałowi brakuje na coś pilnie. Ale kiedy chodzi o sprawy jego matki, jego siostry Pauliny albo ich dzieciaków, stanowczo odmawiam.

Oczywiście o urodzinach Zuzi pamiętałam już tydzień temu kupiłam jej naszyjnik z bursztynem. Michałowi wręczyłam prezent, zanim jeszcze pojechał na Ochotę. Nie miałam ochoty jechać ze względu na moją zimną wojnę z Małgorzatą i Pauliną. One mają do mnie wieczne pretensje: iż nie pozwalam Michałowi sponsorować połowy rodziny albo iż nie babysituję na telefon ich dzieci. Raz się zgodziłam, to dzieciaki były u mnie pięć godzin zamiast jednej, a ja ledwo zdążyłam do pracy; wyraziłam swoje niezadowolenie i wtedy teściowa z szwagierką ochrzaniły mnie od niewychowanych i bezwstydnych. Od tamtej pory każdą prośbę o opiekę kwituję stanowczym nie. Michał lubi czasem pobawić się z siostrzeńcami, nie przeszkadza mi to zupełnie.

Po wyjeździe Michała minęło może z godzina, gdy nagle cała rodzina teściowej wparowała do mieszkania: Paulina z dwójką dzieciaków, cała banda. Już od progu Małgorzata zrywała buty i w płaszczu paraduje przez przedpokój. Bezceremonialnie oznajmia:

Uznaliśmy, iż skoro są urodziny Zuzi, to kupujemy jej tablet, jaki sobie wymarzyła. Kosztował dwa tysiące złotych. Dzielimy się równo, więc jesteś mi winna tysiąc. Proszę, przelej mi od razu.

Może i dałabym dziecku tablet, ale nie za taką kasę! Zresztą ustaliliśmy ona zdecydowała, a ja nic o tym nie słyszałam.

W tym momencie, stary Michał zaczyna mnie naciskać, iż jestem chytra i powinnam się dorzucić. Zignorowałam te teksty, otworzyłam laptopa, zawołałam Zuzię, wspólnie wybrałyśmy fajny gadżet ta była zachwycona, od razu pobiegła do matki. Paulina choćby się nie ucieszyła, widać liczyła na moją gotówkę, a nie prezent.

A wtedy teściowa zaczyna jazdę:

Nikt cię nie prosił o żadne gadżety! Po prostu masz oddać udział w prezencie. Jesteś z moim synem, a on jak żebrak nie stać go na żarówkę, bo wszystko wydajesz na siebie. Oddaj mi natychmiast tysiąc złotych, to przecież są pieniądze Michała!

I sięga do mojej torebki, która leżała przy łóżku. Spojrzałam na Michała i spokojnie powiedziałam:

Masz trzy minuty, żeby ich wyprosić z mieszkania.

On jakby dostał obuchem złapał matkę i zaczął całą tę hałastrę wypraszać na klatkę.

I tak sobie myślę wolę, żeby Michał grał na konsoli i przepuszczał wypłatę na joysticki niż żeby kasę znosił rodzinie, która i tak będzie wdzięczna tylko wtedy, gdy im dasz po cichu gotówkę. Siedzę teraz z herbatą i sama przed sobą żartuję: lepiej by było wyjść za sierotę, przynajmniej człowiek miałby święty spokój.

Idź do oryginalnego materiału