Okradasz mojego syna, a on choćby nie może sobie kupić żarówki – czyli niedziela z teściową, która za…

polregion.pl 11 godzin temu

Okradasz mojego syna, on choćby żarówki nie może sobie kupić.

Niedzielny poranek spędzam pod kocem na naszej kanapie. Mój mąż pojechał do swojej mamy do Poznania, bo poprosiła go, żeby wymienił jej żarówki, choć wszyscy wiedzą, iż nie o żarówki chodziło:
Synku, pamiętasz, iż dziś imieniny Igora?

Mój mąż, Sebastian, to istny rozrzutnik. Jego wypłata zniknęłaby w dwa dni, gdyby nie to, iż oddaje mi pieniądze na rachunki i zakupy. Całą resztę wydaje na nowe gry komputerowe i akcesoria do nich. Nie ingeruję, stwierdziłam, iż lepiej jak facet gra, niż gdyby miał siedzieć w garażu z wódką albo łazić po nocnych klubach. Poza tym gdzieś przeczytałam, iż pierwsza czterdziestka to najtrudniejszy okres dzieciństwa każdego mężczyzny.

Nie piszę tego, żeby ktokolwiek mi współczuł, tylko żeby było jasne, czemu Sebastian nigdy nie ma grosza przy duszy. Ja takich problemów nie mam, choćby udaje mi się coś odłożyć na czarną godzinę. Często pożyczam mu na bieżące wydatki, ale jeżeli prosi o pożyczkę dla swojej mamy, siostry albo bratanków zawsze odmawiam.

Przypomniałam sobie, iż Igor dziś ma imieniny, więc już tydzień temu kupiłam mu prezent. Kiedy Sebastian szykował się do wyjazdu, dałam mu tę paczkę i siadłam do oglądania polskiego serialu. Nie pojechałam z nim, bo między mną a teściami panuje czysta niechęć.

Uważają, iż go nie kocham, skoro nie pozwalam wydawać na nich naszych pieniędzy i nie chcę pilnować dzieci szwagierki. Raz zgodziłam się popilnować, miałam zostać z dzieciakami godzinę, a oni wrócili po pięciu. Przez to spóźniłam się do pracy i odważyłam się mieć pretensje. Teściowa i jej córka powiedziały wtedy, iż jestem bezczelna. Potem za każdym razem, gdy prosili o opiekę nad dziećmi, odmawiałam. Nie miałam za to nic przeciwko temu, żeby Sebastian spędzał z nimi czas, bo lubiłam patrzeć, jak się wygłupiają z siostrzeńcami.

Po wyjeździe Sebastiana nie minęło choćby półtorej godziny, a cała rodzina przyjechała do mnie z dzieciakami na czele. Teściowa przeszła przez próg w wełnianym płaszczu, choćby butów nie zdjęła i od razu wypaliła:

Ustaliliśmy, iż Igor dostanie tablet, który sam sobie wybrał. Kosztował dwa tysiące złotych, więc należą się od ciebie tysiąc za twój udział w prezencie. Daj mi kasę.

Nie miałabym oporów, by kupić chłopakowi tablet, ale nie za takie pieniądze.

Oczywiście nie dałam ani grosza. Sebastian od razu stanął po stronie swojej matki i wyrzucał mi skąpstwo. Włączyłam komputer, zawołałam Igora i w pięć minut razem z nim zamówiliśmy gadżet, który naprawdę chciał mieć.

Igor uciekł szczęśliwy pokazać prezent swojej mamie, która cały czas nie zdejmowała płaszcza w przedpokoju. Szwagierka znów coś wynalazła dla siebie. Ale mojej inicjatywy teściowa nie doceniła, raczej od razu się oburzyła:

Nikt cię o to nie prosił, miałaś tylko dać pieniądze. Przez ciebie mój syn chodzi jak dziad, choćby na żarówkę go nie stać. Dawaj ten tysiąc złotych! Dobrze wiesz, iż to należało się mojemu Sebastianowi.

Wtedy zaczęła grzebać w mojej torebce leżącej na komodzie. Spojrzałam na męża i powiedziałam przez zęby:
Masz trzy minuty, żeby ich wyprosić.

Sebastian bez wahania ruszył i dosłownie wyniósł swoją matkę z naszego mieszkania. Trzy minuty dokładnie tyle mu to zajęło.

Naprawdę uważam, iż lepiej pozwolić mężowi wydawać własną wypłatę na gry, bo i tak kiedyś wszystko zabierała mu matka. Przynajmniej teraz wydaje kasę na to, co lubi, a nie na te pasożyty z rodziny.

Siedzę i myślę, iż pewnie lepiej wyszłabym, gdybym poślubiła sierotę.

Idź do oryginalnego materiału