Marysia otworzyła drzwi z uśmiechem.
Tylko sine oko mówiło inną prawdę.
„Mamo, wszystko dobrze”, powiedziała szybko.
Elżbieta spojrzała na nią badawczo.
Coś tu nie pasowało.
„Twoja sprawa, córko”, westchnęła matka.
Jan nic nie powiedział.
Podszedł do okna, wpatrzony w dal.
Zięcia jakby nie zauważał.
Marysia bąkała coś o szafie.
„Potknęłam się wczoraj”, dodała szybko.
„Naprawdę nic się nie stało”.
Ale ona pamiętała dobrze.
Jacek krzyczał na nią cały wieczór.
Nie tylko krzyczał.
Kiedy powiedziała, iż ma dość, złapał ją za kołnierz.
Poczuła ostry ból w piersi.
„Zapomniałaś, komu zawdzięczasz życie?!”, ryknął.
Potrząsnął nią jak lalką.
„Pamiętasz, jak uciekałaś do Darka?”
„Kto cię kochał, głupia? Ja!”
Potem przyszedł cios.
Prosto w twarz, jak mężczyznę.
Zrobiło się ciemno przed oczami.
Ból rozlał się po całej głowie.
Jacek dalej wrzeszczał wulgaryzmy.
Elżbieta patrzyła na córkę w milczeniu.
„Szafa, ciemność, rozumiem”, mruknęła.
Ale wiedziała, iż to kłamstwo.
Czuła się winna za ten ślub.
To ona kazała Marysi wybrać Jacka.
To ona odsunęła Darka od domu.
Myślała, iż robi dobrze.
„Twoja garderoba ma pięści, jak widzę”, powiedziała głucho.
Zięć tylko wzruszył ramionami.
Jan wciąż stał przy oknie.
Milczał, ale w jego oczach było coś groźnego.
Wyszedł na balkon zapalić.
Marysia patrzyła na ojca z niepokojem.
„Tato, proszę, nic się nie dzieje”.
Jan nie odpowiedział.
Wrócił do pokoju i wziął telefon.
Wyszedł na schody, nie mówiąc słowa.
Elżbieta spytała szeptem: „Do kogo dzwonisz?”
„Do kolegi z komendy”, odpowiedział krótko.
Jacek zbladł, słysząc te słowa.
„Co pan robi, tato?”, wypalił nerwowo.
Jan spojrzał na niego spokojnie.
„Robię to, co dawno trzeba było zrobić”.
Marysia zamarła w progu.
Czuła, iż coś się właśnie skończyło.
Życie Jacka już nigdy nie będzie takie samo.



![Uruchamiamy MC1204, słynny zegar z CEMI [TOWARY MODNE 342]](https://i1.ytimg.com/vi/9Sw4qEphmjs/maxresdefault.jpg)








