Wyobraź sobie taką sytuację: Twój nastoletni syn lub córka wychodzi wieczorem do miasta z przyjaciółmi. Jako troskliwy ojciec, dzwonisz do nich, żeby upewnić się, iż wszystko jest w porządku. Trochę zdenerwowani, odpowiadają tak, wszystko dobrze, ale ta odpowiedź nie zmienia faktu, iż po pewnym czasie dowiadujesz się, iż po raz pierwszy spróbowali alkoholu lub czegoś gorszego.
Pewien pastor, Bartosz Folksi, doskonale znał psychikę nastolatków i chciał uniknąć podobnych sytuacji ze swoim najmłodszym synem, Damianem. Sam będąc synem duchownego, rozumiał, przez co przechodzą młodzi ludzie w towarzystwie rówieśników. Chociaż Bartosz ufał swojemu synowi, zależało mu na tym, by Damian potrafił zgłosić się do ojca po pomoc, gdyby tylko jej potrzebował. Ojciec wymyślił więc prosty, dyskretny kod, będący swoistym sygnałem alarmowym. Dzięki temu sygnałowi Damian nie musiał się bać, iż straci twarz w oczach kolegów, jak to często bywa w tym wieku.
Pastor wpadł na ten pomysł po licznych odwiedzinach w ośrodkach leczenia uzależnień dla młodzieży. Często zadawał tam nastolatkom to samo pytanie: Ilu z was znalazło się kiedyś w sytuacji, gdy robiliście coś, co wam się nie podobało, czego się baliście, wstydziliście się albo nie chcieliście, ale podążaliście za grupą, bo baliście się ośmieszenia? Ilu z was nie widziało żadnego wyjścia?
Wszyscy podnosili ręce. Pastor pisał później o tym tak:
Pewnego dnia mój najmłodszy syn Damian szedł na imprezę. Powiedziałem mu, żeby w razie kłopotów, gdyby czuł się nieswojo lub nie na miejscu, wysłał X do kogoś z rodziny do mnie, mamy, starszego brata lub siostry. Osoba, która otrzyma taki sygnał, natychmiast oddzwania do Damiana i prowadzi z nim mniej więcej taką rozmowę:
Halo, Damian? Tak, słucham? Coś się stało i muszę po ciebie przyjechać od razu. Ale co się stało? Wyjaśnię ci wszystko na miejscu. Bądź gotów za pięć minut, zaraz będę.
Po tej rozmowie Damian informuje przyjaciół, iż w domu wydarzyło się coś pilnego i musi natychmiast wyjść.
To wszystko. Damian wychodzi, a w oczach rówieśników nie ucieka, tylko wychodzi załatwić sprawy rodzinne. Dzięki temu ma zaufanie do rodzica i lepiej czuje się w towarzystwie.
Najistotniejsze jest, żeby nigdy nie zostawiać dziecka w potrzebie. Nastolatka łatwo stracić, ale budowa zaufania, za pomocą którego młody człowiek potrafi samodzielnie wybierać dobro zamiast zła, jest bezcenna!




