Wyobraź sobie taką scenę z dawnych lat: twoja nastoletnia córka lub syn wychodzi z przyjaciółmi na miasto. Naturalnie, jak każdy troskliwy rodzic, dzwonisz potem, by upewnić się, iż wszystko u nich w porządku. Odpowiadają nieco zdenerwowani, iż jest dobrze. Jednak ta odpowiedź tak naprawdę nie zmienia niczego, bo po jakimś czasie dowiadujesz się, iż spróbowali po raz pierwszy alkoholu lub czegoś gorszego.
Ksiądz, pan Bartosz Fularski, dobrze znał tę psychiczną przypadłość nastolatków i bardzo chciał uchronić przed podobnymi sytuacjami swojego najmłodszego syna, Daniela. Sam będąc synem księdza, doskonale rozumiał, jak trudno bywa nastolatkowi w otoczeniu rówieśników. Choć Bartosz ufał synowi, pragnął również, by Daniel miał dość zaufania do siebie i do ojca, żeby, gdy przyjdzie potrzeba, poprosić o pomoc. Dlatego wymyślił pewien niezwykły szyfr swoisty sygnał S.O.S., który pozwalał Danielowi w niezręcznej sytuacji nie narazić się na śmiech kolegów, jak często niestety dzieje się w tym wieku.
Inspirację ksiądz czerpał ze swoich rozmów z młodzieżą podczas wizyt w ośrodkach leczenia uzależnień dla nastolatków. Nieraz zadawał zaproszonym młodym Polakom pytanie: Ilu z was znalazło się kiedyś w sytuacji, gdy robiliście coś, czego nie chcieliście, baliście się tego lub było wam to wstydliwe, ale naśladowaliście innych z obawy przed wyśmianiem i nie widzieliście żadnej drogi ucieczki?
Wszyscy obecni podnosili rękę. Tak oto Bartosz później pisał o swoim pomyśle:
Pewnego dnia najmłodszy z moich dzieci, Daniel, miał iść na domówkę. Powiedziałem mu wtedy, iż w razie jakichkolwiek kłopotów, gdy poczuje się nieswojo czy coś przestanie mu odpowiadać, powinien wysłać X do dowolnego członka rodziny do mnie, jego mamy, starszego brata albo siostry. Każdy, kto otrzyma taki sygnał, obowiązany jest w ciągu kilku minut oddzwonić na numer Daniela i przeprowadzić rozmowę mniej więcej tego typu:
Halo, słucham?
Daniel, coś się wydarzyło i muszę po ciebie natychmiast przyjechać.
Ale co się stało?
Powiem ci na miejscu. Szykuj się, będę za pięć minut.
Po rozmowie Daniel idzie świadomie do swoich znajomych i tłumaczy, iż w domu stało się coś pilnego i musi pilnie wyjść.
I to wszystko. Daniel wychodzi, a w oczach kolegów nie ucieka tchórzliwie, ale po prostu musi załatwić ważne sprawy rodzinne. To sprawia, iż młody człowiek nie traci twarzy, a jednocześnie może liczyć na wsparcie rodziny.
Najistotniejsze, by nigdy nie zawieść dziecka, gdy po taki sygnał sięgnie. Bardzo łatwo oddalić się od nastolatka, ale budowanie wzajemnego zaufania, by dziecko potrafiło samo dokonywać adekwatnych wyborów, to rzecz bezcenna cenniejsza niż niejeden worek złotówek.








