Ojca oddać do domu opieki? Tego jeszcze brakowało! – Historia Elżbiety, która zmagając się z wyrzutami sumienia, decyduje się oddać swojego apodyktycznego ojca, Ivana, do domu spokojnej starości, mimo bolesnych wspomnień i trudnej przeszłości rodzinnej

newsempire24.com 6 dni temu

Znowu coś wymyśliłaś? Dom spokojnej starości? O nie! Ja nigdzie z mojego domu się nie ruszam! Ojciec Elżbiety Nowak rzucił w córkę kubkiem, celując jej w głowę. Elżbieta odskoczyła bez większego zaskoczenia przywykła do takich wybuchów.

Nie mogło tak dalej być. W końcu mógł znaleźć sposób, żeby jej poważniej zaszkodzić, a ona choćby nie wiedziałaby, z której strony się tego spodziewać. Chociaż, kiedy załatwiała papiery i formalności do placówki opiekuńczej, czuła prawie wyłącznie wyrzuty sumienia. Robiła dla niego i tak zbyt wiele, patrząc na to, jak ją kiedyś traktował.

Gdy ojca wsadzali do samochodu, ten wrzeszczał, szarpał się, rzucał przekleństwami na wszystkich, którzy mieli z tym cokolwiek wspólnego.

Ela stała w oknie, patrzyła na oddalający się samochód. Już raz przeżywała coś podobnego, tylko wtedy była małą dziewczynką i nie wiedziała, jak potoczy się jej życie.

Elżbieta była jedynaczką. Mama nie zdecydowała się już na drugie dziecko za bardzo bała się męża-tyrana, który z życia domowników robił koszmar.

Ojciec Elżbiety Jan Nowak był sporo starszy, jak się ona urodziła, miał dawno po czterdziestce.

Ożenił się nie z miłości, czy z potrzeby założenia rodziny po prostu dla kariery. Nigdy nikogo nie kochał mocniej niż siebie. Ślub z młodą studentką Marysią Kowalską był świetnym posunięciem PR-owym. Jej rodzice, zwykli robotnicy z fabryki, byli wniebowzięci taka partia dla córki to był szczyt marzeń. O zdanie Marysi nikt choćby nie pytał. Zrobiono duże, wystawne wesele, ale bez rodziców panny młodej. Zbyt nisko w hierarchii, żeby pokazać się w tym towarzystwie.

Po ślubie młoda żona trafiła do mieszkania męża.

Żeby Maria gwałtownie nauczyła się być żoną urzędnika, zatrudniono osobę, która tłukła jej do głowy etykietę, uczyła nie zadawać zbędnych pytań, nie dostrzegać tego, co widoczne jeżeli nie dostała wyraźnego polecenia.

I jak dzień? pytał Jan, wracając do domu, siadając w fotelu.

Dobrze. Uczę się zasad savoir-vivreu przy stole, zaczęłam kurs angielskiego Maria dobrze wiedziała: nie można dawać najmniejszego powodu do niezadowolenia.

I co jeszcze? Tym zajmowałaś się tylko? A dom i porządek?

Z kucharką ustaliłyśmy tygodniowe menu, zakupy zrobiłam, cały dom poodkurzałam.

No, nieźle, ale patrz, żeby ręce miałaś zawsze czyste, wygląd porządny, żadnych wiejskich zapędów. Jak się postarasz, może wynajmę kierowcę i pokojówkę. Na razie nie zasłużyłaś.

Mimo starań, takich spokojnych dni było niewiele. Najczęściej Jan wracał późno, sfrustrowany i zmęczony. Jedyna, na kim mógł się wyżyć bezkarnie, to żona. Służącym nie wypadało odpowiadać, ale mogły odejść lub rozpowiedzieć sekrety domu. Maria nie miała komu się poskarżyć, nie miała dokąd pójść.

Pierwszy raz Jan uderzył ją miesiąc po ślubie. Nie za coś konkretnego po prostu, żeby wiedziała, kto tu rządzi i co ją może czekać przy nieposłuszeństwie.

Potem przemoc stawała się coraz częstsza, doświadczona ręka, żeby nie było siniaków, żeby chód się nie zmienił nikt z zewnątrz nie mógł się domyślić. Maria nauczyła się to maskować ubraniem i szerokim uśmiechem podczas przyjmowania mężowskich gości.

Po roku małżeństwa znajomi zaczęli dopytywać, czemu młoda żona jeszcze nie jest w ciąży.

Janek, zdrowy jesteś, żonę masz młodą, a tu nic? Może to nie jej wina? Pokaż by ją lekarzowi, co? Po co tracić czas na pusty kwiat.

Nie planowaliśmy. Maria kończy jeszcze technikum rzucał oschle Jan.

Technikum? Kobiecie nauka niepotrzebna! Dzieci, dom, mąż to jest jej życie. Po lekarzach ją poślij, znam dobre kliniki. No i jakie nie planowaliśmy? Dzieci muszą być!

Zaczęły się badania i kontrole. Jan musiał wręcz zaprzestać rękoczynów, żeby lekarze nie zauważyli śladów.

Minęło parę miesięcy lekarze nie znaleźli żadnych problemów. Maria była zdrowa, gotowa choćby od zaraz zostać mamą. Więc, po delikatnych sugestiach jednego z lekarzy, wyszło, iż jednak problem leży po stronie Jana.

Ja? Chyba was pogięło! Parę telefonów i skończysz jako weterynarz w najgorszym PGR-ze! burknął Jan.

choćby jak mnie zwolnicie, to wasz problem się nie rozwiąże spokojnie odpowiedział lekarz.

Po serii niekomfortowych badań Jan dowiedział się, iż jego możliwości prokreacyjne są bardzo ograniczone. Szansa tylko w cudzie

Ciągłe uwagi otoczenia, pełna życia żona, wszystko to drażniło go jeszcze mocniej. Przestał się wyżywać na Marii, po prostu nie reagowała już na przemoc, tylko kamieniała. Dla rozrywki znalazł sobie kochankę, co na chwilę odciągnęło go od problemów.

Dopiero po kolejnych dwóch i pół roku Maria zaszła w ciążę, urodziła Elżbietę wykapany ojciec. Ale Jan nie poczuł do córki ani krzty czułości. Wychowywaniem zajmowała się matka i niania. On nie widywał córki tygodniami, nie tęsknił.

Im starsza była Elżbieta, tym bardziej ojca drażniła. Pierwszy raz uderzył ją, kiedy miała pięć lat była marudna, o coś prosiła, a Jan właśnie wrócił po trudnym zebraniu. W przypływie gniewu złapał córkę i cisnął w ścianę. Przestraszona choćby nie zapłakała, a Jan zasiadł przed telewizorem, jakby nigdy nic.

Elżbieta gwałtownie nauczyła się nie prowokować ojca, chociaż, prawdę mówiąc, on nie potrzebował już prowokacji. Wyzywał ją, obrażał, potrafił uderzyć choćby przy gościach. Już nie musiał nikomu udowadniać, jakim to jest rodzinie oddanym facetem. Często publicznie ją upokarzał.

Panie Janie, podobno Elżbieta pięknie gra na skrzypcach! Może by dla nas zagrała?

Muzyk? Ledwo odróżnia, którą stronę trzymać smyczek. Proszę, możecie posłuchać, ale na waszym miejscu bym się nie męczył! Ela! Idź po instrument i zagraj!

Czerwona ze wstydu szła po skrzypce. Grać przy ludziach było strasznie, ale rozzłościć ojca jeszcze gorzej.

Lęk przed graniem do ludzi ciągnął się za Elżbietą przez całe życie. Z utalentowanej dziewczyny została tylko wspomnienia po ukończeniu szkoły muzycznej nigdy więcej nie dotknęła skrzypiec.

A wtedy jako dziecko dziwiła się, czy tak wszędzie jest. Książkowe ilustracje przedstawiały radosne, uśmiechnięte rodziny a ona nie mogła zrozumieć, dlaczego trafiła na ojca, który nienawidził całego świata.

Mama także nie była przykładem szczęścia. Nie polubiła dziecka zrodzonego z przymusu i strachu. Kiedy Elżbieta miała trzynaście lat, mama zginęła w wypadku samochodowym. Tak brzmiała oficjalna wersja co naprawdę się stało, Ela nie wiedziała. Od tej pory jeszcze bardziej się zamknęła.

Skończyła szkołę, poszła na studia wybrane przez ojca. To była jedna z ostatnich decyzji Jana dotyczących córki. On był już wtedy pogrążony w kłopotach i w pracy i finansowo, więc przestał kontrolować Elżbietę. Gdy skończyła studia, ojciec stracił resztki wpływów i majątku. Większość oszczędności poszła na sprawy zamykania afer, żeby uniknąć więzienia. Na szczęście udało mu się wszystko przyciszyć i wycofać na emeryturę, zamieszkał w domku letniskowym pod Warszawą. Elżbieta nie jeździła do niego nie było o czym rozmawiać ani ochoty słuchać wyzwisk.

Samotność złamała Jana. Stracił kanał, którym mógł wylewać żółć, co prędko odbiło się na jego zdrowiu psychicznym. Sąsiedzi coraz częściej dzwonili do Elżbiety z doniesieniami o dziwnym zachowaniu ojca. W końcu zebrała się w sobie i zgarnęła go do siebie.

Dzięki temu Jan poczuł się lepiej znów mógł dokuczać córce. Każdego dnia urządzał awantury, rzucał wyzwiskami, demolował mieszkanie. Elżbieta zamknęła go w jednym pokoju, założyła zamek. I to kilka pomogło, więc widząc coraz wyraźniejsze objawy otępienia starczego, podjęła najtrudniejszą decyzję dom spokojnej starości.

Własnej rodziny się nigdy nie doczekała. Z kruchą psychiką, niepewna siebie, bała się zbliżać do ludzi. Pracę wykonywała, ale unikała kontaktu z kolegami. Kiedy przyszło podjąć decyzję o oddaniu ojca do placówki opiekuńczej jeszcze mocniej męczyła ją wstyd i żal.

Zostawienie go u siebie mogło kosztować ją zdrowie lub życie badania wykazały początki demencji. On już nie wiedział, co robi, ale ta wrogość do córki pozostała choćby gdy przestał ją rozpoznawać.

Elżbieta przeszła przez wszystkie możliwe ośrodki w Warszawie, szukała najlepszego, choć ceny sięgały kilku tysięcy złotych miesięcznie. Oddawała większość pensji, brała dodatkowe zlecenia, żeby jakoś dać sobie radę.

Po odjeździe ojca, przez parę dni błąkała się jak cień. Przypominała sobie, jak dawniej razem z matką też próbowały od niego uciec. To był jedyny raz, gdy Maria zebrała się na odwagę Jan je jednak odnalazł, a potem mama zginęła.

I choćby teraz, gdy odwiedzała ojca, płakała, rozdzierana żalem i dziwną litością tak, jakby tylko tego ją nauczono.

Oprócz ciągłego poczucia winy zaczęły pojawiać się u Elżbiety także pierwsze poważne problemy ze zdrowiem…

Idź do oryginalnego materiału