Ogród emocji Beaty Olchowy. Wernisaż wystawy pt. "Pomiędzy światłem i cieniem" w RDK Pobitno

halorzeszow.pl 6 godzin temu

W tym wszystkim należy jednak pamiętać, iż wystawione w RDK Pobitno prace to tylko "malutki wycinek" z całego portfolio artystki. Niemniej jednak jest on z pewnością wystarczający, by zobaczyć skalę jej pasji. Na wystawie spotykają się bowiem różne techniki: malarstwo olejne, akrylowe i akwarelowe, ikony tworzone tradycyjną temperą żółtkową oraz tkanina artystyczna.

– Te prace to nie tylko pędzel i farba albo tkanina i farba. Za nimi kryją się godziny spędzone na malowaniu, wyszywaniu i uczeniu się technik. W tych obrazach odbijają się moje emocje, każdy niesie osobisty przekaz – mówiła Olchowy podczas otwarcia wystawy.

Od korporacji do sztuki

Artystka sporo sporo uwagi poświęciła swojej drodze do tworzenia, która nie zaczęła się w pracowni, ale w korporacji. Przez dwie dekady pracowała ona bowiem w branży ubezpieczeniowej. Dopiero po długim czasie zdecydowała się zmienić swoje życie o 180 stopni.

– Stwierdziłam, iż jeżeli teraz nie zacznę, to nigdy nie zacznę. Kto mówi, iż będzie robić coś na emeryturze, często wcale nie zaczyna, jeżeli nie postanowi, iż robi to dziś – podkreślała, zachęcając słuchaczy, by nie odkładali swoich pasji na później.

Wernisaż był jednak nie tylko okazją do wysłuchania historii samej Olchowy, ale również jej prac. Wiele z nich trafiło już do prywatnych domów w różnych krajach Europy, a to, co możemy w tej chwili zobaczyć w RDK, jest jedynie fragmentem większej całości.

Jedna z opowieści dotyczyła, dla przykładu, obrazu "Festiwal szczęścia i radości", namalowanego przed jednym z pikników. Podczas wydarzenia do Olchowy miała podejść około pięcioletnia dziewczynka, która uparcie prosiła o możliwość kupienia obrazu. Po namowach rodziców dzieło trafiło do jej pokoju, a rok później ojciec opowiadał, iż córka nie pozwoliła przenieść go nigdzie indziej.

Inny zaś obraz, zamówiony przez psycholożkę z Bydgoszczy, miał być utrzymany w niebiesko‑zielonej tonacji. Artystka malowała go techniką przypominającą akwarelowe "wylewanie wody", a gdy po wysyłce nadeszła cisza, podejrzewała, iż praca się nie spodobała.

– Kiedy opowiedziałam, jak ten obraz powstawał, usłyszałam tylko: "Ja go biorę. Ja jestem woda". I nic więcej nie trzeba było dodawać – wspominała.

"Skoczek" między technikami

Olchowy żartowała, iż jest "skoczkiem" – przechodzi z dziedziny na dziedzinę, zamiast trzymać się jednej techniki. Maluje zarówno płótna oraz ikony, jak i pościele, kurtki dżinsowe, a choćby elementy garderoby.

– Mnie to sprawia radość, bo poznaję różne techniki i możliwości wyrażania się. Można malować pościel, można malować kurtki, można dopisywać ubraniom nowe życie. Teraz są takie farby, iż po utrwaleniu nic się z nimi nie dzieje, choćby po wielu praniach – tłumaczyła.

Wśród publiczności znalazło się wiele osób, które od lat biorą udział w jej warsztatach.

– Widzę, jak się rozwijają. Czasem patrzę i myślę: to już jest po prostu super – mówiła z dumą.

Jednocześnie zwracała uwagę, iż największą barierą bywa lęk: "czy potrafię", "czy się nie będą śmiać". Przykładem jest uczestniczka, która po namalowaniu pierwszej ikony usłyszała w domu sceptyczne: "Ty będziesz ikonę malować?", a potem jej mąż jako pierwszy pobiegł pokazać pracę księdzu.

Na koniec artystka przyznała, iż obraz, z jej perspektywy, nigdy nie jest do końca skończony.

– Zostawiam go w momencie, kiedy "może być" na ten moment. Zawsze widzę coś, co można byłoby poprawić. Najważniejsze, żeby to mnie cieszyło. jeżeli jeszcze komuś się podoba, to jestem naprawdę szczęśliwa – podsumowała.

Wystawę "Pomiędzy światłem i cieniem – ogród emocji" można oglądać w Rzeszowskim Domu Kultury - filia Pobitno do 14 maja 2026 r., od poniedziałku do piątku w godzinach popołudniowych i wieczornych. To dobra okazja, by przekonać się, ile osobistych historii kryje się za kolorem, fakturą i pozornie abstrakcyjnymi kompozycjami

Idź do oryginalnego materiału