W niektórych kręgach katolickich w ostatnich czasach odżywają pewne zarzuty względem Koronki do Bożego Miłosierdzia. Odżywają, gdyż nie są one nowe. Jeszcze przed beatyfikacją siostry Faustyny, kiedy jej dzienniczek nabierał rozgłosu, właśnie względem formuły Koronki pojawiły się zastrzeżenia teologów. Zarzuty te nie były jakimiś emocjonalnymi wystąpieniami przeciwko wszelkiego rodzaju nowym rzeczom w Kościele. Jednym z zaciętych krytyków Koronki był np. ks. prof. Wincenty Granat.
Krytyka ta dotyczyła i dotyczy głównie dwóch kwestii. Pierwszą jest fakt, iż w słowach Koronki wierny świecki wyraża akt ofiarowania Chrystusa Ojcu przedwiecznemu, co w mniemaniu adwersarzy trąci uzurpacją władzy kapłańskiej. Drugi zarzut dotyczy już bardziej ściśle ofiarowania Bóstwa – czyli faktu, który wskazywałby, iż Bóstwo jest przedmiotem ofiarowania – co z teologicznego punktu widzenia wydaje się wynikać z błędnej teologii Trójcy Świętej.
Pierwszy argument może wydawać się słuszny głównie ze względu na kontekst rewolucyjnych ruchów w Kościele. Niestety, w kręgach kościelnych, zwłaszcza zachodnich i liberalnych pojawiają się tezy bądź kwestionujące sakramentalny charakter kapłaństwa, bądź też dążące do zrównania sakralnego statusu duchownych i świeckich. Na kanwie tych ruchów niektórzy głoszą egzotyczne tezy o tym, iż rzekomo w pierwotnym chrześcijaństwie urząd kapłana w ogóle nie istniał. Inni zaś domagają się, by świeckich jak najszerzej włączać w posługę kapłańską. Te procesy desakralizacji kapłanów oraz sakralizacji świeckich rodzą oczywisty opór wśród wielu katolików. Jednakże ten opór wydaje się czasami prowadzić nie tyle do rozróżnienia między świeckimi i duchownymi, co do próby całkowitego wyeliminowania tych sfer życia duchowego świeckich, które mogłyby nosić jakiekolwiek podobieństwo do tego, co wyjątkowe i specyficzne dla kapłaństwa. Na tej kanwie niektórzy kwestionują w ogóle naukę o powszechnym kapłaństwie świeckich, traktując ją jako niebezpieczną i protestancką nowinkę. Tymczasem Kościół nauczając o powszechnym kapłaństwie świeckich jasno stwierdza, iż jest ono inne niż kapłaństwo sakramentalne i różne nie tylko co do stopnia, ale co do istoty. Czyli różnica nie jest tylko ilościowa, ale mowa jest o dwóch różnych rzeczywistościach.
Kapłan (prezbiter lub biskup) na mocy sakramentu jest zjednoczony z Chrystusem Arcykapłanem i dlatego w Nim (in persona Christi), w Jego Osobie i w zjednoczeniu z Nim może uobecniać i ponawiać w sposób sakramentalny jedyną i niepowtarzalną Ofiarę Chrystusa. Kapłan zatem prawdziwie i realnie składa Ofiarę Chrystusa – w zjednoczeniu z Nim – Ofiarę, w której zarówno ofiarowującym, jak i Ofiarą jest jeden i ten sam Chrystus Pan. Tę Ofiarę, która jest własną Ofiarą Chrystusa-Arcykapłana, może składać tylko ten, kto sakramentalnie jest z Nim złączony w sakramencie kapłaństwa dla składania tej ofiary. Zatem kapłaństwo niesie w sobie moc uobecniania jedynego i niepowtarzalnego wydarzenia, które miało miejsce w historii, a dzięki Kościołowi i sakramentom dotyka wszelkich czasów i miejsc.
W takim kontekście słowa Koronki brzmią rzeczywiście bardzo zuchwale. Konstrukcja modlitwy sugeruje jakoby to modlący dokonywał aktu ofiarowania. W ścisłym znaczeniu zaś do dokonania takiego aktu zdolny jest tylko i wyłącznie kapłan i tylko na mocy zjednoczenia sakramentalnego – gdyż rzeczywistym podmiotem i przedmiotem tej ofiary jest choćby nie kapłan, ale sam Chrystus, z którym kapłan sakramentalnie jest zjednoczony.
Nauczanie o kapłaństwie powszechnym wyklucza możliwość uobecniania czy ponawiania tej Jedynej ofiary – wyklucza zatem też, jakby się mogło wydawać, aktywną rolę świeckiego. Innymi słowy, świecki nie może składać ofiary sam z siebie, ale może w niej uczestniczyć. We Mszy świętej na przykład wierny winien tak usposobić własne serce, by je współofiarować z Hostią na ołtarzu.
Zauważyć tutaj możemy, iż świecki nie jest podmiotem składającym, ale współskładającym i iż ofiarowuje siebie wraz z Chrystusem. Zarzut zatem wydaje się nie pozbawiony sensu.
Sam fakt, iż chrześcijanin ma uczestniczyć w ofierze Chrystusa na zasadzie współofiarowania, jest w chrześcijaństwie obecny od początku. Św. Piotr na przykład w swoim Pierwszym Liście pisze, zwracając się do wiernych: „Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym” (1P 2, 9). Albo kilka wersów wcześniej: „wy również, niby żywe kamienie, jesteście budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar, przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa” (1P 2, 5). Podobnie wyraża się św. Paweł w Liście do Rzymian: „A zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej” (Rz 12, 1).
Powyższe teksty mówią oczywiście o współofiarowaniu siebie. Chrześcijanin do takiej ofiary jedynie jest zdolny i do takiej ofiary jest zobowiązany. Jednakże duchowa ofiara z siebie nie jest czymś oddzielonym od ofiary Chrystusa. To nie jest tak, iż Chrystus siebie ofiarowuje, kapłan w zjednoczeniu z Nim uobecnia tę ofiarę sakramentalnie, a świecki jakby dorzuca do niej coś od siebie. Świecki jest zdolny do ofiarowania siebie tylko „w” ofierze Chrystusa, czyli również w zjednoczeniu z Nim – aczkolwiek zjednoczeniu nade wszystko chrzcielnym. Zatem współofiarowanie świeckiego nie miałoby sensu, gdyby nie dokonywało się w zjednoczeniu z ofiarą Chrystusa. Ofiara świeckiego ma sens tylko dlatego, iż partycypuje w tej jedynej Ofierze, albo mówiąc ściślej, gdyż Jedyna Ofiara Chrystusa uobecnia się w Jego Ciele Mistycznym, którym jest Kościół, a którego my jesteśmy członkami. I prawdę o tym zjednoczeniu tego, co nasze, i tego, co Chrystusa, a choćby w pewnym sensie o tożsamości tej jednej ofiary, której podstawą jest Ofiara Chrystusa, podkreśla zarówno Piotr, jak i Paweł. Św. Piotr mówi wprost o duchowych ofiarach przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa – czyli o ofiarach złożonych i skutecznych przez tę jedyną Ofiarę. Św. Paweł mówi zaś o ofiarach, które są wyrazem rozumnej służby Bożej. Owa rozumna (gr. logike) służba (gr. latreia – kult), co jest nieco nieprecyzyjnym tłumaczeniem greckiego tekstu, to mówiąc ściśle, służba czy też kult składany w Logosie i według miary Logosu – czyli kult w Synu i zjednoczeniu z Nim.
Kiedy więc świecki oddaje swoje życie Bogu, to może tego dokonać, gdyż jego życie jest zjednoczone z życiem Chrystusa. I w tym miejscu dochodzimy do sedna. jeżeli ta rzeczywiście zuchwała formuła miałaby oznaczać akt, w którym to świecki dokonuje ofiarowania jedynej ofiary Chrystusa, to byłaby to uzurpacja. Jednakże takiego aktu ta modlitwa nie zakłada, gdyż nie wiąże się ona z aktem konsekracji, poprzez który uobecnia się jedyna ofiara. Jednakże niewątpliwie sama formuła być może wymaga katechezy. Koronka jest modlitwą błagalną, w której wierny duchowo łączy się z jedną, jedyną Ofiarą Krzyża i prosi Ojca o miłosierdzie przez zasługi tej Ofiary. Mówimy Ojcu: „Patrz na swojego Syna, którego Ofiara jest nieskończona – miej miłosierdzie dla nas”. To dokładnie to samo, co robią wierni podczas Mszy, gdy razem z kapłanem, w wypowiadanych przez niego słowach ofiarują Chrystusa: „Prosimy Cię, Boże, przyjmij tę Ofiarę od nas sług Twoich i całego Ludu Twego” (Kanon Rzymski). Podobnie jak w modlitwie Anioła z Fatimy (1916 r., zatwierdzonej przez Kościół): „Trójco Przenajświętsza, ofiaruję Wam Najdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Pana naszego Jezusa Chrystusa…”. Nikt nie zarzucał tam dzieciom uzurpacji kapłaństwa – bo to nie jest akt konsekracji, ale duchowe zjednoczenie z Ofiarą. Również nikt przez tę modlitwę Anioła nie sugeruje jakoby Anioł mógł posiadać czy uzurpować sobie godność kapłańską.
Zatem formuła, w której wierny ofiaruje Chrystusa Ojcu, może być odczytana ortodoksyjnie – i takie znaczenie właśnie w sobie niesie. Może również bez adekwatnej katechezy być odczytana błędnie – jak chyba każda formuła ortodoksyjna – co oczywiście nie predestynuje jej do odrzucenia, ale do wyjaśnienia.
Druga kwestia jest bardziej złożona i trudniejsza. I ta kwestia w kręgach teologicznych budziła też większe wątpliwości. Chodzi konkretnie o ofiarowanie Bóstwa. Otóż z teologicznego punktu widzenia Syn Boży stał się człowiekiem, aby oddalonego i odwróconego przez grzech człowieka przywrócić w akcie ofiary Bogu. Ofiarowanie oznacza bowiem oddanie, przekazanie. Syn zatem w sobie samym oddaje Ojcu wszystko, co stanowi przyjętą przez niego naturę ludzką. Bóstwo w takiej perspektywie nie podlega ofiarowaniu, gdyż jest czymś własnym i wspólnym całej Trójcy.
Oczywiście nie chodzi w tym ofiarowaniu o oddanie zbioru elementów natury ludzkiej. Określenie „natura ludzka”, aczkolwiek jest dość abstrakcyjne, to jako fakt nigdy nie istnieje poza konkretnymi, urzeczywistnionymi osobami. Z tego właśnie względu Syn Boży nie zebrał przymiotów tworzących to, co nazywamy człowieczeństwem, ale sam stał się człowiekiem i ofiarował się jako człowiek Ojcu. Co to jednak znaczy, iż ofiarował nie tylko człowieczeństwo, ale ofiarował siebie jako człowieka? Gdybyśmy chcieli trzymać się sztywno formuły, iż Chrystus nie tyle ofiarował siebie, ale tylko swoje człowieczeństwo, to popadlibyśmy nieuchronnie w herezję nestorianizmu, która zbyt radykalnie oddziela to, co ludzkie, i to, co boskie w Chrystusie.
Zatem faktem jest, iż Bóstwo samo w sobie nie podlega ofiarowaniu, gdyż Bóstwo jest tym, co Ojciec posiada z natury. Jednak nie można powiedzieć, iż Syn ofiarował człowieczeństwo jako coś przyjętego przez siebie, ale odrębnego. Syn w człowieczeństwie ofiarował Siebie. Albo inaczej: stawszy się człowiekiem, jako człowiek ofiarował siebie Ojcu.
Ofiara Nowego Przymierza jest zatem aktem osobowym. Aktem, w którym Osoba Syna oddaje nie tylko coś, co posiada, ale oddaje siebie Ojcu. I chociaż przedmiotem ofiarowania ściśle rzecz ujmując jest to, co stanowi istotę człowieczeństwa, to jednak podmiotem ofiarowania jest Osoba – a podmiotem osoby Chrystusa (także w ludzkiej naturze) jest Boski Logos. Zatem nie możemy powiedzieć, iż Chrystus ofiarował Bóstwo. Nie możemy też powiedzieć, iż ofiarował jedynie abstrakcyjny element człowieczeństwa. Możemy powiedzieć, iż ofiarował siebie, a w sobie ofiarował człowieczeństwo.
Ta prawda zawiera się także w orzeczeniach soboru Trydenckiego. Podczas Ofiary Mszy ponawia się ofiara Chrystusa. Chrystus staje się obecny w świętej Hostii i dokonuje (ponawia i uobecnia) swoją ofiarę. Co jest przedmiotem tej ofiary? Jest nią sama Hostia ofiarowana Ojcu (o czym świadczy chociażby modlitwa ofiarowania w Vetus Ordo). A ta Hostia to nie jest samo człowieczeństwo Chrystusa, ale w tej Hostii zawiera się Ciało i Krew, dusza i Bóstwo.
Sytuacja jest zatem tutaj podobna jak w pierwszym problemie. jeżeli formułę modlitwy rozumiemy jako wyliczenie elementów ofiarowania (co swoją drogą jest niezgodne z naturą Ofiary Chrystusa, która jest aktem osobowym), to rzeczywiście w liczbie tych elementów nie powinno być Bóstwa. jeżeli jednak rozumiemy to wyliczenie jako określenie pełni ofiarowującego się Chrystusa (jak robi to Sobór w określeniu Hostii jako całego Chrystusa – wraz z Ciałem, Krwią, duszą i Bóstwem), wtedy niczego kontrowersyjnego w tej modlitwie nie ma. Nie mówi ona w takim ujęciu bowiem o ofiarowaniu tego elementu, którym jest Bóstwo, ale mówi o integralności i pełni aktu, w którym Syn, stawszy się człowiekiem, oddał siebie Ojcu w ofierze Krzyża.
Ze względu na tę piękną złożoność i integralność doktryny katolickiej Kościół po wieloletnim badaniu pism s. Faustyny nie tylko nie znalazł w Koronce żadnej herezji, ale zatwierdził kult Bożego Miłosierdzia, kanonizował s. Faustynę i ustanowił Niedzielę Miłosierdzia Bożego oraz odpusty za odmawianie Koronki. Gdyby formuła była teologicznie wadliwa, nie byłoby to możliwe.
O. Jan Strumiłowski OCist






