Odwołałam Ślub – Nowa Droga z Niespodziewanym Zwrotem Akcji!

twojacena.pl 1 tydzień temu

Odwołałam ślub. Tak, właśnie tak. Dwie (!) tygodnie przed datą, o której rozmawialiśmy od miesięcy, mieliśmy już wszystko dopięte na ostatni guzik: sala w Pałacu w Łazienkach zarezerwowana, orkiestra ćwiczyła repertuar, fotograf rozpisywał każdy minutaż, suknia wisiała w szafie biała, nieskazitelna, ta jedyna, którą wyobrażałam sobie od pierwszego spojrzenia. choćby mieszkanie już znaleźliśmy jasne, małe, ale przytulne w Śródmieściu, do którego mieliśmy wprowadzić się zaraz po weselu i rozpocząć nowe życie.

Dlaczego wszystko odwołałam? Bo pan młody nagle postanowił, iż może podnieść rękę na mnie.

Nie pomylcie się jesteśmy ludźmi wierzącymi. Przestrzegaliśmy zasad skromności, trzymaliśmy się wszystkich norm, nie dotykaliśmy się nigdy. Nasze spotkania były poprawne, pełne szacunku, w ramach tradycji. Naprawdę wierzyłam, iż przed sobą mam człowieka, zdolnego zbudować rodzinę na fundamencie godności, łagodności i wzajemnego wsparcia.

Aż nagle, w zwykły dzień, pod naporem stresu związanego z przygotowaniami, on, jakby zerwany z łańcucha, podniósł głos. Najpierw był to krzyk ostry, donośny, zupełnie nie przypominający jego zwykłego, wyważonego tonu. Po chwili dźwięczna policzka. Rzeczywista. Taka, iż w oczach zajaśniała ciemność.

Tak, nie pomyliłeś się. Ten sam absolwent prestiżowej szkoły religijnej w Łodzi, ten model do naśladowania, poważny uczony, inteligentny dżentelmen, człowiek, o którym wszyscy mówią, wziął i uderzył pannę młodą na dwa tygodnie przed ślubem. Idealny przykład, co tu powiedzieć

Prawdziwa twarz wyłoniła się na wierzch. Była prawdopodobnie tam cały czas, po prostu dobrze ukryta pod maską porządku, pobożności i szacunku. W chwili gniewu pokazał, kim naprawdę jest. I niestety nie był to mężczyzna, który potrafi chronić i dbać.

Czy mogę powiedzieć, iż w pewnym sensie jestem z tego zadowolona? Oczywiście. Brzmi to okropnie, ale chyba uratowałam się. Lepiej ujrzeć potwora przed małżeństwem niż żyć z nim całe życie, drżąc przy każdym jego ruchu, przy każdym oddechu.

A co się stało z moją rodziną po odwołaniu wesela? Nie zaczynajmy. To wir emocji, oskarżeń, pytań, nieustannych rozmów sąsiadów i znajomych. Powiem tylko jedno: jest niewyobrażalnie ciężko. Jestem rozbita. Potrzebuję terapii. Czasem wydaje mi się, iż potrzebuję mocnego leku, który po prostu mnie na zawsze usypi, by nie odczuwać tej niekończącej się bólu.

Zamiast wsparcia czuję, iż stałam się wstydem rodziny. Jakby to ja coś zrujnowałam. Jakby to ja miałam wytrzymać. Jakby to moja wina, rozumiesz?

Moja dusza rozpadła się na tysiące drobnych odłamków. Żyję w jakiejś wewnętrznej mgle, jakby wszystko wokół działo się nie ze mną. Boli mnie to najgłębiej, w samej istocie mojego ja. Czasem łapię się na myśli, iż chcę zniknąć, rozpuścić się w powietrzu, zniknąć z tego świata, w którym tak mało współczucia i zrozumienia.

I mimo to nie napisałam tego wyznania przypadkowo. Kryje się w nim istotny przekaz. jeżeli choć na minutę przed ślubem poczujesz, iż człowiek, którego wybrałaś na męża, nie potrafi powstrzymać się w kryzysie jeżeli widzisz, iż ma skłonność do wybuchów gniewu, jeżeli istnieje choćby mały cień, iż podniesie rękę wstań i odwołaj wszystko. Po prostu zatrzymaj się. Zrób stop.

Nieważne, ile złotych wydano. Nieważne, ile ludzi będzie niezadowolonych, w szoku lub rozczarowanych. Nieważne, co powiedzą krewni, sąsiedzi, przyjaciele.

Wydaje mi się, iż rozsądniej jest zatrzymać życie na chwilę, niż później stać się kobietą, którą biją od pierwszego dnia małżeństwa i być może aż do końca życia.

A co ze mną? Nie proszę o litość. Będę wdzięczna, jeżeli pomodlisz się, bym mogła się odbudować. Żeby pewnego dnia znów poczuła się cała. Żeby kiedyś w przyszłości udało mi się stworzyć prawdziwą rodzinę. Tę, o której marzą wszystkie kobiety. Rodzinę, w której miłość jest łagodna, a nie strachem. Gdzie ręka służy wsparciu, a nie uderzeniu.

Może kiedyś znów uwierzę w miłość.

Idź do oryginalnego materiału