ODNOLUB – Wierny do końca W dniu pogrzebu żony Fedor nie uronił ani jednej łzy. — Widzisz, mówiłam ci, iż Ziny nigdy nie kochał — szeptała do ucha sąsiadce Tosia. — Ciszej, co to teraz zmieni… Dzieci zostały sierotami przy takim ojcu… Zobaczysz, jeszcze ożeni się z Kachną — zapewniała Lelkę Tosia. — Czemu akurat z Kachną? Co ona mu? Glafira to jego miłość. Zapomniałaś, jak po stodołach razem biegali? Kachna się z nim nie zwiąże, ma rodzinę, już dawno o nim zapomniała. — Tak ci się wydaje? — Oczywiście, Kachny mąż to wzór w całym powiecie. Po co jej Fedor z gromadką dzieci? Ona praktyczna baba. Ale Glafira, ta się męczy przy Mietku swoim. Sami zobaczysz, między nimi znowu coś będzie — przekonywała Lelkę Tosia. Zinę pochowali. Dzieci mocno trzymały się za ręce. Michaś i Pola dopiero co skończyli osiem lat. Zina wyszła za Fedora z wielkiej miłości. Tylko czy Fedor kochał ją — tego nikt nie wiedział, ani Zina, ani cała wieś. Mówiono, iż zaszła w ciążę, więc Fedor był zmuszony się z nią ożenić. Klamotka urodziła się siódmym miesiącu, długo nie pożyła, a potem długo nie było dzieci. Fedor chodził ponury, małomówny. Ludzie w myślach nazywali go Samotnikiem. Taka miał ksywkę. Słowa skąpy, a co dopiero czułości — kto jak kto, ale Zina wiedziała to najlepiej. A jednak Bóg się nad nią zlitował. Ile ta kobieta modliła się — to wie tylko On. I podarowało niebo Zinai dwoje dzieci naraz. Pola i Michaś — bliźniaki. Michał na matkę charakterem — czuły, pomocny. Pola wdała się w ojca — zamknięta, milcząca. Do Fedora była choćby bliższa, bo temperamenty podobne. Bywało, iż Fedor struga coś w stodole, a Pola kręci się wokół niego, słuchając ojcowskich rad. Michał z matką — tu zamiecie, tu wodę przyniesie, przyda się każda pomoc. Zina bardzo kochała dzieci, ale Polki nie rozumiała. Do Michała przyrosła całą duszą. Umierając, powiedziała do niego: — Synku, ja już niedługo odejdę. Ty będziesz najważniejszy, nie pozwól nikomu skrzywdzić siostry. Jesteś chłopcem, więc musisz ją chronić, ona jest słabsza. — A tata? — spytał Michaś. — Co? — nie zrozumiała Zina. — Tata będzie nas bronił? — Nie wiem, synku. Życie pokaże. — To nie umieraj, jak my bez ciebie? — szlochał Michał. — Ach, synku, gdyby to ode mnie zależało… — zamyśliła się Zina. A nad ranem odeszła. Fedor siedział obok zmarłej żony, trzymał ją za rękę. Ani słowa, ani jednej łzy. Tylko jakoś się skurczył, posmutniał i cały pociemniał. Ot, i tyle. Życie próbowało wrócić do normy. Pola przejęła prowadzenie domu, choć mała była. Przychodziła siostra Fedora, Natalia, i we wszystkim pomagała, uczyła Polę gospodarstwa. — Ciociu Natalio — spytała raz Pola — a tata teraz się ożeni? — Kto to wie, dziewczynko, czy powie mi, co w sercu ma? Natalia miała własną rodzinę, dzieci, męża Wacka. Dobrze im się żyło. — Jakby co — zabrałabyś nas do siebie? — dopytywała dalej Pola. — Co ty wygadujesz. Ojciec was kocha i nikomu nie da skrzywdzić — odpowiadała Natalia. A plotki po wsi już huczały — niby to stara miłość Fedora i Glafiry znowu odżyła… Glafira, czyś ty zwariowała? — plotkowała Tosia — znów się z Fiedziem zażyła, a o własnej rodzinie zapomniała. — Ojeju, głupia babska z tej Glafiry — narzekały przy sklepie gospodynie. — Spokój, kobity, kończcie rozmowy — rozgonił je sołtys Maksym Leon. — Plotkujecie, ludziom kości obgadujecie, a prawdy nikt o sąsiadach nie zna! — wykrzyknął w obronie Fedora. A Glafira i Fedor kiedyś rzeczywiście się kochali. Tak, iż cała wieś mogła powieść napisać. Ale Fedor wyjechał kiedyś do innej wsi, na pomoc słabującym gospodarstwom. Tam przez dwa miesiące był, a wtedy Glafira pobłądziła z Mietkiem Czerkowskim. Fedor wrócił — dowiedział się i, jak to bywa, Mieciowi twarz obił, a z Glafirą kontakt zerwał. Glafira wyszła za Mietka. Mietek — hulaka, pił, babił się, a Glafira płakała, iż Fedora straciła. Bo Fedor był niepijący, pracowity, tyle iż małomówny. Od tej pory wieś zauważyła, iż Fedor coraz częściej zwraca uwagę na Zinę, a ona rozkwitła aż miło. — Widzisz, co miłość potrafi z człowiekiem zrobić! — mówili ludzie. Zina długo skrycie kochała Fedora, tylko cicho, bo przecież Glafira… A tu tak się to potoczyło. Spotykali się, spacerowali, aż nagle wzięli ślub w urzędzie. Wesele było skromne. U Fedora tylko Natalia z rodziny, u Ziny — mama stara. Mama Zinę późno urodziła. Wieś domyślała się, kto był ojcem, ale milczano. W tej wsi sołtysował Wacław Prochowski — to z nim matka Ziny miała romans. Piękna była, ale nigdy nie wyszła za mąż, mężczyzn odbijała, wesoła, ale Zina zupełnie w matkę się nie wdała. I co córka winna za matkę? Wieś żałowała Zinę. Zwłaszcza gdy wyszła za Fedora. — Oj, co się będzie działo — wzdychała Niusia Perewierzecka — przecież on jej nie kocha, całe życie się z nim umęczy… Ale, dziwna rzecz, Fedor był żonie wierny. Wieś była tego pewna. Cóż w wiosce da radę ukryć? 15 lat przeżyli razem, bez kłótni, aż Zina ciężko zachorowała. Paskudna choroba, nie do wyleczenia. Sytuacja była beznadziejna. Tamtego dnia Fedor wracał z roboty. — Fedku, może wpadnę na godzinkę, pogadamy? Dzieciom upiekłam pączki — dogoniła go w drodze Glafira w ręce z miską. — Nie, dzięki, Glaśka. Natka wczoraj piekła. — Ale ja z serca, Fedku… — A Natka moja też przecież z serca. — Fedziu, może dziś przy młynie się spotkamy o zmierzchu? — zaczęła prosić Glafira. — Po co? — Jak to… Zapomniałeś już o tym, co było kiedyś? — Co było, porosło mchem. Dzieci swoje kocham. Zinaidę kocham. — Ale jej już nie odzyskasz… — Miłość nie umiera — odpowiedział Fedor. — Ty jej nie kochałeś. Dla mnie z przekory się z nią ożeniłeś. — Glafira, wracaj do domu — rzekł cicho Fedor. Przyspieszył i nie oglądając się dotarł do dzieci, które czekały na niego w domu. Glafira została sama na wiejskiej drodze. Minęło kilka lat. Dzieci podrosły. Ciocia Natalia przez cały czas odwiedzała bratanicę i bratanka — ale była już pewna, iż jej brat to prawdziwy jedno miłości. — Pola, słyszałam, iż z Grześkiem się spotykasz — powiedziała ciocia do nastoletniej Polki. — Tak. A co? — odparła dorosła już Pola. „Ależ piękna!” — pomyślała Natalia. — Nic, tylko pytam. Weź, bądź z nim ostrożna. — Czemu? — Sama wiesz dlaczego, dorosła przecież jesteś — powiedziała poważnie ciocia. — Ciociu Natalio, ja go kocham, tak na całe życie. — Tak ci się wydaje. — Nie. Jestem pewna. — Może i ty jesteś. Ale Grzesiek? — jeżeli mnie zdradzi, nigdy już nikogo nie pokocham. — W to akurat uwierzę — powiedziała Natalia. Wieczorem Michał i Pola czekali na ojca z pracy. — Coś tata długo nie wraca — rzucił Michał. — Przecież dziś piątek. — I co z tego? — Bo on w środę, piątek i niedzielę zawsze idzie na grób mamy. — Skąd wiesz? — zdziwił się Michał. — Ty, Michaś, choćby duszy własnego ojca nie czujesz i nie rozumiesz… Przeszli cicho boczną ścieżką na cmentarz. Pola poprowadziła brata przez ogrody. — Patrz, tam — szepnęła, wskazując skuloną sylwetkę taty. Michał nasłuchiwał. Usłyszał, jak ojciec cicho z kimś rozmawia. — No, Zina, takie rzeczy… Nasza Polka niedługo wyjdzie za mąż. Ja już dla niej wyprawkę naszykowałem, Natka pomogła. Nie martw się, jakoś żyjemy… Wybacz mi, Zino, iż za życia tak mało czułych słów mówiłem. Serce moje przecież ci wszystko powiedziało. Słowami nie umiałem okazywać — ja mam serce do kochania… — zachrypiał Fedor i powoli ruszył w stronę bramy cmentarza. Pola spojrzała na Michała. W oczach brata znieruchomiały łzy.

newskey24.com 1 miesiąc temu

JEDYNA MIŁOŚĆ

W dzień pogrzebu żony, Franciszek nie uronił ani jednej łzy.

Popatrz tylko, mówiłam ci, iż on nigdy nie kochał Zosi szeptała do sąsiadki Stasia.

Daj spokój, co to teraz za różnica. Dzieci same zostały z takim ojcem… odpowiadała Janina.

Zobaczysz, jeszcze ożeni się z Kaśką zapewniała Stasia.

Dlaczego z Kaśką? Co ona mu do szczęścia potrzebna? Przecież to dla niego była zawsze Halina. Zapomniałaś, jak po stodołach się razem pałętali? Kaśka by się z nim nie zadała, ma rodzinę, a i zapomniała już o nim.

A ty skąd wiesz?

Pewna jestem. Kaśka ma męża przodownika, więc po co jej Franciszek i jego dzieciarnia. Ona kobieta rozważna. Ale Halinka męczy się z Mietkiem, to może i z Franciszkiem znowu zaiskrzy klepała przekonująco Stasia.

Pochowano Zofię. Dzieci trzymały się kurczowo za ręce.

Michałek i Paulinka dopiero co skończyli po osiem lat. Zofia była zakochana w Franciszku po uszy, ale czy on ją kochał ona sama nie wiedziała, tak samo jak całe miasteczko.

Szeptano, iż musiał ją poślubić, bo zaszła z nim w ciążę. Rodzice mówili, iż Klara była wcześniakiem, ale długo nie przeżyła, a potem przez wiele lat Zofia nie mogła mieć więcej dzieci.

Franciszek był zawsze ponury, zamknięty w sobie. Ludzie po cichu wołali na niego Wilk. Przydomek ciągnął się za nim, bo ledwo słowo powiedział, a uczucia czy czułości tego u niego nie widziano. Najlepiej wiedziała o tym Zofia.

Ale Bóg jednak nad nią się zlitował i dał jej na raz dwoje bliźnięta.

Paulina była cała w ojca milcząca, zamknięta w sobie, do nikogo niechętna. Nikt nie wiedział, co siedzi w jej głowie. A do ojca miała najbliżej bo mieli ten sam upór, tę samą zamkniętość.

Franciszek coś rzeźbił zawsze w szopie, a Pola kręciła się wokół niego. Opowiadał jej o życiu, uczył jak dbać o dom.

A Michał był zawsze przy matce. Coś tam pozamiatał, czasem przyniósł wodę małym wiadrem, ale to zawsze była pomoc. Zofia kochała je oboje, ale to z Michałem czuła najsilniejszą więź. Polinki nie potrafiła zrozumieć.

Gdy umierała, szepnęła Michałowi:

Synku, ja już niedługo odejdę. Zostaniesz tu za najważniejszego. Pilnuj siostry, nie pozwalaj jej skrzywdzić. Jesteś chłopcem, musisz ją chronić. Ona dziewczynka, jest słabsza i potrzebuje twojej opieki.

A tata? zapytał Michał.

Co? nie zrozumiała Zofia.

Tata nas będzie chronił?

Nie wiem, synku. Czas pokaże.

To nie umieraj, mamo, jak sobie poradzimy? płakał Michał.

Ach, synku, gdyby to tylko ode mnie zależało westchnęła. Nad ranem już jej nie było.

Franciszek siedział przy żonie, trzymając ją za rękę. Ani słowa, ani łzy. Tylko jakby nagle się skurczył, postarzał, sczerniał. I tyle.

Życie powoli wracało do swego rytmu. Paulina starała się być gospodynią w domu. Próbowała gotować, sprzątać w chacie ale była zbyt młodziutka. Przychodziła do nich siostra Franciszka, Natalia to ona pomogła Poli ogarnąć domowe obowiązki.

Ciociu Natalio zapytała kiedyś Pola a tata teraz się ożeni?

Nie wiem, dziecko, co tam w głowie twojego ojca siedzi. On mi przecież nic nie powie.

Natalia miała swoich dzieci i męża Wacława. Rodzina Natalii była dobra, zgodna.

A jakby co, weźmiesz nas do siebie? ciągnęła Paulina.

Oj przestań, wasz ojciec kocha was i nikomu nie da was skrzywdzić odparła Natalia.

A tymczasem w całej wsi rozchodziły się plotki o tym, iż Franciszek i Halina znów mają się ku sobie.

A ta Halinka oszalała plotkowała Stasia z Franciszkiem znowu się kręci, a o swoim mężu zapomniała.

Głupia ta Halinka powtarzały kobiety przy sklepie.

No już kobiety, kończyć zebranie! rozgonił je przewodniczący spółdzielni, Maksymilian.

Tylko plotkujecie, sami o sąsiadach nie wiecie tyle, co o własnych… rzekł surowo, broniąc Franciszka.

Między Haliną a Franciszkiem rzeczywiście była kiedyś wielka miłość. Tak wielka, iż można by powieść napisać. Ale Franciszka wysłali wtedy do innej wsi, na stachanowską pomoc do robót polowych. Spędził tam dwa miesiące, a w tym czasie Halina zadawała się z Mietkiem Jagodzińskim.

Franciszek wrócił, dowiedział się, pobił Mietka, a z Haliną urwał wszelki kontakt.

Halina wyszła za Mietka. On chadzał po innych kobietach, popijał, a Halina w domu płakała, iż nie utrzymała przy sobie takiego męża jak Franciszek trzeźwy, pracowity, tylko milczek okropny.

Po tym okresie ludzie zwrócili uwagę, iż Franciszek coraz częściej bywa z Zofią. Zosia jak makowa panienka, roześmiana. Sąsiedzi nie mogli się na nią napatrzeć.

Patrzcie, co miłość z ludźmi robi powtarzano na wsi.

Zofia od dawna kochała Franciszka, choć nigdy nie śmiała przyznać się do uczuć. Wiedziała, iż do Haliny jej daleko.

Spotykali się, spacerowali, aż w końcu wzięli skromny ślub w urzędzie gminy.

Wesele było maleńkie. Franciszek miał tylko Natalię z rodziny, a Zosia starą matkę. Matka ta była kobietą późnej daty, nikt nie wiedział na pewno, od kogo Zosia pochodzi, ale wszyscy podejrzewali. W tej wsi przewodniczył Wacław Romanowski. Z nim właśnie miała romans matka Zofii, Oksana piękna, ale do ślubu nigdy jej nie zależało. We wsi nie lubiano jej; za dużo mężów odbierała innym. Ale Zofia charakter odziedziczyła inny, łagodny, spokojny.

Wieś Zofii współczuła. Zwłaszcza, gdy wyszła za Franciszka.

Oj, coś tu się dzieje, wzdychała babcia Aniela on jej przecież nie kocha. Zmarnuje się przez niego całe życie przewidywała.

Ale jakoś tak się złożyło, iż Franciszek był swojej żonie wierny. Sąsiedzi byli o tym przekonani. Co w takiej wsi można ukryć?

Piętnaście lat przeżyli razem, nie było między nimi większych kłótni. Tymczasem Zofia ciężko zachorowała poprzedniej zimy. Choroba była z tych, z których się nie wraca.

Pewnego dnia Franciszek wracał z pracy.

Franku, może wpadnę, pogadamy chwilkę? Dzieciom upiekłam drożdżowe bułeczki dogoniła go Halina z miską ciasta pod pachą.

Nie, Halinka, dzięki. Natalia już nam wczoraj napiekła.

Ale ja z serca chciałam, Franku!

Natalia też piekła z serca.

Franku, spotkajmy się dziś przy młynie, jak się ściemni przeszła do rzeczy Halina.

A po co?

No jak to po co… Zapomniałeś już, co między nami było? była zaskoczona Halina.

To, co było, leży już pod grubą warstwą wspomnień. Kocham dzieci, kochałem Zofię. I już jej nie wrócimy powiedział cicho.

Ale przecież miłość nie umiera odpowiedziała Halina.

Nie kochałeś jej nigdy. Ze złości ożeniłeś się wtedy ze mną.

Halina, idź już do domu odparł cicho Franciszek.

Przyspieszył kroku i nie oglądając się, ruszył do domu, gdzie czekały dzieci. Halina, zostawszy w środku drogi, patrzyła za nim samotnie.

Minęły lata. Dzieci dorosły. Ciotka Natalia zaglądała do bratanicy i bratanka, ale coraz lepiej wiedziała, iż jej brat jest człowiekiem jednej miłości.

Polinko, słyszałam, iż spotykasz się z Grześkiem Wichrowskim rzuciła Natalia wchodząc do sieni.

Tak. A co? odpowiedziała dorosła już Paulina. W myślach Natalia przyznała, iż piękna z niej kobieta.

Nic, tylko pytam. Ale bądź ostrożna.

Dlaczego?

Sama wiedzieć powinnaś, już nie dziecko jesteś rzekła surowo ciotka.

Ciociu Natalio, ja go kocham, na całe życie.

Tak ci się wydaje.

Nie wydaje mi się. Jestem pewna.

Ty możesz być pewna, a Grzesiek?

jeżeli mnie zdradzi, nigdy już kogoś nie pokocham.

Tego akurat jestem pewna przyznała Natalia.

Wieczorem Michał i Pola czekali na ojca.

Dziś długo go nie ma zauważył Michał.

Dziś piątek.

No i?

Tato w środy, piątki i w niedziele zawsze idzie na grób mamy.

Skąd ty wiesz? dopytywał Michał, unosząc brwi.

Bałwan jesteś, Misiu, jeżeli nie czujesz swojego ojca sercem.

Cicho przeszli na cmentarz. Pola prowadziła go znaną jedynie sobie ścieżką, przez ogródki.

Patrz szepnęła, wskazując skuloną sylwetkę ojca.

Michał przysłuchał się. Usłyszał, jak ojciec do kogoś mówił.

No Zosiu, takie to u nas sprawy. Pola się szykuje do zamążpójścia. Ja jej już posag uzbierałem, Natalia pomogła. Żyjemy sobie powoli.

Wybacz mi, Zosieńko, iż za życia mało ci mówiłem czułych słów. Może nie umiem dobrze mówić. Ale moje serce zawsze do ciebie przemawiało. Mówiłem nim, a nie ustami wychrypiał Franciszek, po czym wolno ruszył w stronę bramki cmentarnej.

Polina spojrzała na Michała. W oczach brata błyszczały łzy.

Idź do oryginalnego materiału