Odnalezione na Nowo Szczęście — Proszę pana, przestańcie mnie śledzić! Przecież mówiłam, iż jestem …

polregion.pl 1 miesiąc temu

Mężczyzna, proszę przestać mnie śledzić! Przecież mówiłam Panu, iż jestem w żałobie po mężu. Nie narzucaj się! Zaczynam się Pana obawiać! coraz bardziej podnosiłem głos.

Pamiętam, pamiętam… Ale mam wrażenie, iż ta żałoba jest nie tyle po mężu, a trochę po samej sobie. Proszę wybaczyć. uparcie powtarzał mój… adorator.

Odpoczywałem właśnie w sanatorium pod Nałęczowem. Pragnąłem ciszy, śpiewu ptaków i spokoju żadnych zalotów namolnych mężczyzn. Kilka tygodni wcześniej niespodziewanie zmarł mój żona, Tomek. Musiałem odnaleźć się w nowej rzeczywistości, pogodzić z ogromną stratą.

Plany były zupełnie inne razem z Tomkiem rozpoczęliśmy remont mieszkania, oszczędzaliśmy każdy grosz, odmawiając sobie wszelkich przyjemności. I nagle… Zawał. Pogotowie nie zdołało mu pomóc. To był drugi atak serca. Po pogrzebie zostałem sam bez żony, bez wykończenia mieszkania, natomiast z dwoma dorastającymi synami. Ręce mi opadły, a serce dusił ból. Jak to przeżyć?

W pracy przyznano mi skierowanie do sanatorium. Na początku odmawiałem nie miałem siły ani chęci, by opuszczać mieszkanie chociażby na moment. Współpracownicy jednak nie dali za wygraną:

Nie jesteś pierwszym i prawdopodobnie nie ostatnim wdowcem. Masz dzieci musisz żyć! Jedź, Jarku, przewietrz głowę. Nabierzesz dystansu.

Z ciężkim sercem, ale pojechałem.

Czterdzieści dni minęło od śmierci Tomka, a ból w sercu wcale nie ustąpił.

W pokoju sanatorium zamieszkałem razem z wesołą dziewczyną o imieniu Bronisława. Miała w sobie tyle energii, iż czasem mnie to irytowało. Nie zamierzałem opowiadać Bronce o swoim nieszczęściu zresztą, po co to młodej dziewczynie? Kręcił się wokół niej animator, synonim wszystkich, którzy bywają w takich miejscach rozwiedzeni, samotni, wdowcy. Dobrze wiedziałem, na czym polega sanatoryjna gra ostrzegałem Bronisławę, by uważała. Byłem przekonany, iż ów amant to pewnie dwukrotny rozwodnik albo i gorzej.

Bronka śmiała się tylko: Daj spokój, Jarku! Nie taka ja łatwa zdobycz…

I rzeczywiście, niemal co wieczór wracała późno ze spotkań. Ja zaś siedziałem tygodniami samotnie w pokoju niby czytałem książki, niby oglądałem telewizję, ale i tak nie wiedziałem, o czym czytam czy co oglądam.

Aż pewnego ranka obudziłem się w dobrym humorze. Wyjrzałem przez okno raj! Pomyślałem, iż przejdę się po lesie, pooddycham świeżym powietrzem. Wtedy zobaczyłem nieznajomego.

Widziałem go już wcześniej w stołówce. Od razu mnie odrzucił niski, łysiejący, z bezczelnym spojrzeniem, niższy ode mnie o głowę. Drażnił mnie. Ale był nieskazitelnie ubrany i zawsze starannie ogolony. Nigdy nie omieszkał ukłonić mi się przy kolacji odpowiadałem skinięciem głowy, czysto z grzeczności. Raz choćby przysiadł się do mojego stolika.

Tęsknisz, kolego? zagadnął miękkim, przyjaznym tonem.

Nie wzruszyłem się.

Wiesz co, nie uwierzę. Wszystko masz wypisane na twarzy. Może mógłbym pomóc? nie ustępował.

Trafiłeś. Tęsknię za żoną. Wystarczy pytań. wstałem zdecydowanie, pokazując, iż koniec rozmowy.

Przepraszam, nie wiedziałem… Moje kondolencje. Ale może się poznajmy? Jestem Włodzimierz przedstawił się niepewnie.

Wiedziałem, iż Włodek nie chce stracić okazji. Jarek niemal od niechcenia podawałem rękę i odszedłem.

Od tej pory Włodzimierz podczas każdego posiłku dosiadał się do mojego stolika i wręczał mi bukiet konwalii rosły w okolicy na potęgę. Nie przeczę, było to miłe, ale nie szukałem relacji. Nie dla mnie…

Włodek nie odpuszczał. Zaczął mi towarzyszyć podczas wieczornych spacerów. Przez niego wybierałem buty bez obcasów, by nie wyjść na jeszcze wyższego przy nim. Jemu to zupełnie nie przeszkadzało ani wzrost, ani błyszcząca łysina. gwałtownie zorientowałem się, iż kobiet przyciągał swoim aksamitnym, niskim głosem. Nigdy nie słyszałem bardziej uwodzicielskiego tembru. Chyba wpadłem w jego sidła…

Zaczęliśmy chodzić razem na zabawy taneczne, wyjeżdżaliśmy do Nałęczowa po owoce… Włodzimierz kilka razy zapraszał mnie do siebie do pokoju byłem nieugięty i niewzruszony.

W końcu Włodek przypomniał: Jaruś, jutro wyjazd. Może wpadniesz wieczorem do mnie… na herbatkę? No i… pogadamy.

Zastanowię się rzuciłem niepewnie.

Przyszedł ostatni wieczór w sanatorium. Postanowiłem nie robić Włodkowi przykrości poszedłem wiedząc, czym to się skończy…

Stół elegancko nakryty, mnóstwo przekąsek, komplet sztućców żywcem wzięty chyba z jadalni. Zjawia się szampan. Usiądź, Jarku. Nie wiem, jak się jutro rozstać… Zostaw numer, na pewno przyjadę. mówił Włodzimierz smutno.

Za kogo to pijemy, Włodku? spytałem, przeczuwając zakończenie wieczoru.

Nie wiesz? Za miłość, Jarku, za miłość! wzniosł toast.

Rano obudziłem się szczęśliwy, wtulony w Włodka. Czemu cały turnus bawiłem się w niedostępnego, aż głupio! Zakochałem się jak nastolatek, a tu trzeba się pakować…

Pożegnałem się z Bronką, moją współlokatorką. Siedziała roztrzęsiona na łóżku.

Co się stało, Broniu? zapytałem.

Jestem w ciąży, Jarku. Nie wiem, od kogo… zanosiła się płaczem.

To ten animator? dociekałem.

Nie wiem. Z poznałam jeszcze jednego… Z innego domu wczasowego. Jest żonaty wyznała rozgoryczona Bronia.

Bronia, zadzwoń do rodziców. Niech przyjadą. Jak mogli cię puścić samą? Po drodze zajrzymy do dyrektora sanatorium, może coś się wyjaśni zaproponowałem stanowczo.

Bronka wybiegła z płaczem z pokoju. Niestety, życie samo cię uczy rozsądku…

Pakowałem się. Nie chciałem wracać do pustego mieszkania. Przez 24 dni wszystko tutaj stało mi się bliskie. Szczególnie Włodek…

Podjechał autobus. Włodek przyszedł mnie odprowadzić, z naręczem konwalii. Uścisnąłem go łzy napłynęły mi do oczu. To już koniec. Byłem gotów rzucić wszystko, wystarczyłoby jedno jego słowo…

Mieszkaliśmy z Włodzimierzem w różnych miastach. Pozostawała tylko korespondencja. Jednak pewnego dnia list odczytała… żona Włodka. Pisała, iż wie o wszystkim. Nic mi nie wyjdzie, bo ona ma trzydzieści lat, a ja czterdzieści. Nie odpisałem po co?

Minęło pół roku i nagle, zupełnie niespodziewanie, zjawia się w moich drzwiach Włodzimierz. Moi synowie patrzyli na niego jak na obcego, ale nic nie powiedzieli.

Włodzimierz? Przejazdem czy jak? udawałem obojętność (w głębi duszy liczyłem: Może przyjechał na zawsze?).

Może jak… Tylko czy mnie nie odprawisz, Jarku? bąknął niepewnie.

Chłopcy uciekli do swojego pokoju.

No, wchodź, z jakiego powodu zawitałeś? List od żony przyniosłeś? ironizowałem.

Przepraszam, Jarku. Pisałem list do ciebie, ale to żona go przechwyciła. Moja wina przyznał się. Rozwiodłem się wyznał.

Włodku, nie wiedziałem, iż byłeś żonaty… Gdybym wiedział, nic by się nie wydarzyło. Co teraz? próbowałem rozpoznać jego zamiary.

Ożeńmy się, Jarek zupełnie niespodziewanie zaproponował.

Sam widzisz, mam dzieci… Jak przyjmą cię chłopcy? Nie wiem… odpowiedziałem, choć ucieszyłem się w duchu.

Dzieci fajna sprawa! Mam dziesięcioletnią córkę, Zosię zaskoczył mnie.

Jak to, zostawiłeś ją? nie kryłem zdziwienia.

Co ty, Jarku? Zabiorę Zosię do siebie. Jej matka pije. Będziemy żyć jak rodzina! rozentuzjazmowany odpowiadał.

Poczekaj, Włodku, powoli… Nie znam twojej córki, dopiero mnie tu stawiasz za macochę. Potrzebuję czasu. Pogadam z synami, zobaczymy. Chodź, zjedz coś, mój narzeczony z przygodami zażartowałem.

Rodziny zgodnej oczywiście nie było. Kłótnie, trzaskanie drzwiami, różne charaktery nie każdy potrafi się cofnąć w sporze.

Czas płynie.

Mój starszy syn, Andrzej, i córka Włodka, Zosia, pobrali się i… wystąpili przeciwko nam. Narzekali, iż niepotrzebnie rozbiliśmy dotychczasowe rodziny i wszystko zniszczyliśmy. Andrzej i Zosia wynajęli mieszkanie i zerwali kontakt z nami.

Z Włodzimierzem wzruszaliśmy ramionami ale przez cały czas się kochaliśmy.

Minął rok.

Dzieci nie wracały. Zosia dzwoniła do swojego taty tylko w dniu jego urodzin.

Po trzech latach zaprosili nas na obiad. Poszliśmy z duszą na ramieniu.

Okazało się, iż Zosia i Andrzej zostali rodzicami. Urodził im się syn nasz wspólny wnuk. euforii było co niemiara! Przy stole poprosili nas o przebaczenie zrozumieli, iż wszystko się może w życiu zdarzyć i trzeba umieć wybaczać oraz szanować rodziców. Swojego synka nazwali Mirosław żeby w rodzinie był pokój.

Oto nasze nowonarodzone szczęście z Włodkiem.

Czasem los wszystko poplącze, by potem dać Ci lekcję iż warto pozwolić sobie na drugą szansę i nigdy nie zamykać serca na miłość.

Idź do oryginalnego materiału