Znajdziesz swoje szczęście. Nie ma co się spieszyć. Co ma być, będzie.
U mnie, u Anny, odkąd pamiętam, była dziwna, stara tradycja. Co rok, jeszcze przed Sylwestrem, chodziłem z córką do wróżki. Mieszkając w Warszawie, nie było trudno znaleźć nową wróżkę ciągle to ktoś polecał jakąś nową.
Ania była już dorosłą dziewczyną i wciąż samotną. Jakkolwiek się starała, żeby poznać uczciwego i porządnego chłopaka, nic z tego nie wychodziło. Okazało się, iż wszystkich porządnych dawno już rozgarnęli
W tym roku spotkasz swój los! oznajmiła wróżka z czarnymi oczami, patrząc w błyszczący kryształ.
Ale gdzie? Gdzie go spotkam? niecierpliwiła się Ania. Co roku mi powtarzają to samo. Lata mijają, a ja swojego szczęścia nie spotkałam.
Kazali mi do pani przyjść, mówią, iż pani jest najlepszą wróżką w mieście. Żądam dokładnej odpowiedzi! Inaczej tak panią zareklamuję, iż nikt do pani nie przyjdzie! zagroziła.
Wróżka przewróciła oczami i westchnęła. Wiedziała, iż się Ania tak łatwo nie odczepi, jak jej nie skłamie, to pewnie do wieczora tu posiedzi.
W pociągu go spotkasz! powiedziała z zamkniętymi oczami. Widzę go wysoki blondyn, bardzo przystojny. Jak z bajki
Ojej! ucieszyła się Ania. A w jakim pociągu, i kiedy?
Przed Sylwestrem, wiesz Jedź na dworzec, serce ci podpowie, w którą stronę kupić bilet
Dziękuję! szczęśliwa Anna uśmiechnęła się szeroko.
Wychodząc od wróżki, zamówiła gwałtownie taksówkę i pojechała na dworzec główny Warszawy. Podchodząc do okienka, zapał trochę jej minął. Patrzyła na rozkład jazdy, kompletnie nie wiedząc, dokąd kupić bilet.
Słucham! zirytował się kasjer, wyrywając Annę z zamyślenia.
Kraków na trzydziestego pierwszego grudnia. Miejsce w kuszetce powiedziała cicho Ania.
Już wyobrażała sobie, jak siedzi w ciepłym przedziale, pije herbatę i nagle drzwi się otwierają wchodzi ten jedyny, jej wyśniony narzeczony
Po przyjeździe do domu gwałtownie spakowała najpotrzebniejsze rzeczy, bo późnym wieczorem miała już pociąg do Krakowa.
Nie myślała o tym, co będzie robić w Sylwestrową noc w obcym mieście. Liczyło się tylko to, by wróżba się spełniła jak najszybciej.
To takie smutne, czuć się nikomu niepotrzebnym. W świąteczne dni szczególnie ją to bolało. Wszyscy ludzie chodzili rodzinami, przygotowywali się do kolacji, kupowali sobie prezenty. Wszyscy, oprócz niej
Po kilku godzinach Anna siedziała już w przedziale z kubkiem gorącej herbaty, jak sobie wyobrażała. Zostało tylko poczekać, aż do środka wejdzie jej książę.
Dobry wieczór! powiedziała staruszka, wnosząc ciężką walizkę do przedziału. Gdzie jest drugie miejsce?
Tutaj odpowiedziała zdezorientowana Anna, wskazując półkę naprzeciwko. Przepraszam pani na pewno nie pomyliła wagonu?
Nie, kochanie, dobrze trafiłam uśmiechnęła się babcia i usiadła z ulgą na wolnej półce.
Przepraszam, ja jednak wysiądę, powiedziała nagle Anna. W końcu dotarło do niej, iż zrobiła wielką głupotę. Proszę mi pozwolić wyjść! Zmieniłam zdanie!
Poczekaj, tylko schowam torbę, powiedziała starsza pani, nie rozumiejąc całej sytuacji.
No cóż pociąg ruszył westchnęła Anna. I co teraz?
A czemu nagle chcesz wysiąść? Coś zapomniałaś? spytała kobieta.
Anna zignorowała pytanie i odwróciła się w stronę okna. Wiedziała, iż staruszka nie jest winna temu, co się dzieje. Sama sobie to wszystko na głowę sprowadziła.
Tymczasem Zofia, bo tak przedstawiła się starsza pani, wyjęła z torby jeszcze ciepłe domowe pierogi i poczęstowała Annę.
Od córki wracam, w odwiedziny byłam tłumaczyła Ani. Teraz śpieszę do siebie, bo syn z narzeczoną przyjadą na Nowy Rok. Razem będziemy świętować.
Szczęście pani ma a ja pewnie Sylwestra na dworcu w Krakowie spędzę smutno powiedziała Anna.
Rozmawiały tak, słowo za słowem, aż Anna zwierzyła się Zofii ze swojej przygody z wróżką.
Oj, dziecinko! Po co chodzisz do tych oszustek? zganiła ją Zofia. Znajdziesz swoje szczęście, nie trzeba się spieszyć. Każda rzecz w swoim czasie.
Następnego ranka Anna wysiadła na peronie w Krakowie, pierwszy raz w życiu będąc w tym mieście. Pomogła Zofii z bagażem, a potem zamarła, nie wiedząc co dalej.
Dziękuję, Aniu! Szczęśliwego Nowego Roku! podziękowała Zofia.
Wzajemnie, odpowiedziała smutno Anna.
Zofia spojrzała na nią, zastanawiając się, jak dodać dziewczynie ducha. Wiedziała, iż perspektywa Sylwestra na dworcu raczej nie jest dobrym początkiem roku.
Aniu, pojedź ze mną! zaproponowała nagle. Udekorujemy choinkę, przygotujemy coś na kolację
Ale głupio mi zawahała się Anna.
A nie głupio siedzieć na dworcu? uśmiechnęła się Zofia. Jedziemy, nie ma dyskusji!
Anna zdecydowała się skorzystać z zaproszenia. Zofia miała rację, na zewnątrz śnieżyca szalała, nie było choćby sensu czekać na dworcu.
Michał z Martą już w domu, powiedziała z uśmiechem Zofia.
Michał, wysoki chłopak o jasnych włosach, zobaczył przez okno, jak matka podjeżdża taksówką. Wybiegł po nią, by pomóc jej nieść ciężką torbę.
Michał, witaj, kochanie. Ale nie jestem sama, mam gościa. To córka mojej dobrej znajomej, Anna, rzekła Zofia, mrugając do Ani.
Super! ucieszył się Michał. Zapraszam, Aniu!
Anna spojrzała na przystojnego blondyna i się zarumieniła. To był zupełnie taki jak wyobrażała sobie w pociągu. Czyżby los znowu płatał jej figle?
A gdzie Marta? spytała matka.
Mamo, Marty nie ma i nie będzie. Proszę, nie rozmawiajmy o tym, dobrze? posmutniał Michał.
No dobrze zawahała się Zofia.
Wieczorem siedzieli razem przy stole, żegnając stary rok.
Aniu, na długo do nas? żartował Michał, nakładając jej sałatkę.
Jutro rano wracam, powiedziała smutno Anna.
Nie chciała opuszczać tak gwałtownie tego ciepłego domu. Miała wrażenie, iż zna Zofię i Michała całe życie.
Nie rozumiem, czemu się tak spieszyć? oburzyła się Zofia. Aniu, zostań jeszcze trochę!
No jasne, Aniu, zostań! Po południu możemy iść na lodowisko, nie wyjeżdżaj tak szybko, prosił Michał.
Przekonaliście mnie, uśmiechnęła się Anna. Zostaję z przyjemnością.
Kolejnego Sylwestra świętowaliśmy już we czwórkę Zofia, Michał, Anna i mały Tomek
Czy wierzycie w cuda noworoczne?
Dziś już wiem, iż pośpiech niczego nie przyspiesza. Najpiękniejsze rzeczy potrafią się wydarzyć, gdy najmniej się tego spodziewamy. Moja lekcja: warto zaufać życiu i ludziom i dać sobie szansę, kiedy czasem los popchnie nas w nieznane.






