**Dziennik, 30grudnia 2023**
Od dawna mam w rodzinie nieco dziwną tradycję. Każdego roku, tuż przed Sylwestrem, idę do wróżki. Mieszkam w wielkiej Warszawie, więc nie brakuje tu osob po fachu.
Jestem samotna. Choć próbuję poznać przystojnego, szlachetnego mężczyznę, los zawsze mnie omija. Wydaje się, iż wszyscy ekscyci zostali już rozdzieleni
W tym roku spotkasz swoją przeznaczenie! ogłosiła z powagą ciemnowzska wróżka, spoglądając w lśniący kryształ.
Gdzie? Gdzie go spotkam? dopytałam niecierpliwie. Co roku słyszę te same słowa, a lata mijają, a ja wciąż nie widziałam swojego losu.
Zostałam skierowana do niej jako najpotężniejsza w swojej dziedzinie. Musisz podać mi dokładne miejsce! Inaczej rozgłaszam twoją niekompetencję, zażądałam, nie ukrywając złości.
Wróżka przymrużyła oczy pod brwiami. Zdała sobie sprawę, iż mam do czynienia z kimś, kto nie zamierza odpuszczać. Wiedziała, iż jeżeli teraz nie skłamie, zostanę przy niej aż do wieczora, blokując kolej osób chcących poznać własny los.
Spotkasz go w pociągu! wyszeptała, zamykając oczy. Widzę go już: wysoki blondyn, przystojny niczym z bajki
Ojej! zaniemówiłam się ze szczęścia. W którym pociągu i kiedy dokładnie?
Tuż przed Nowym Rokiem! kontynuowała z uśmiechem. Jedź na dworzec. Serce podpowie ci, w jakim kierunku się udać.
Dziękuję! uśmiechnęłam się szeroko.
Wysiadłam z mieszkania wróżki i taksówką pośpieszyłam na Dworzec Centralny. Przy kasie kolejowej nieco przygasła we mnie ekscytacja; patrzyłam rozkojarzona w rozkładzie, nie rozumiejąc, który kurs wybrać.
Proszę! rzucił zdenerwowany głos kasjera, wyrywając mnie z zamyślenia.
Warszawa trzydziestego grudnia, przedział sypialny wymamrotałam.
W wyobraźni już siedziałam w przytulnym przedziale, popijałam herbatę, gdy nagle otworzyły się drzwi i wszedł on mój narzeczony
Po powrocie do domu zabrałam się za pakowanie najpotrzebniejszych rzeczy; mój pociąg odjeżdżał późnym wieczorem.
Nie myślałam o konsekwencjach podróży, o tym, co robić w noc sylwestrową w obcym mieście. Chciałam tylko, by wróżkowe przepowiednie spełniły się jak najszybciej. Było mi strasznie źle czuć się niepotrzebną, zwłaszcza w świąteczne dni, kiedy wszyscy spędzają je w rodzinnym gronie, wymieniają prezenty. Wszyscy oprócz mnie
Kilka godzin później siedziałam w przedziale z szklanką herbaty. Wszystko było tak, jak wymarzyłam. Teraz wystarczyło tylko poczekać, aż do mojego przedziału wejdzie książę.
Dzień dobry! przywitała się starsza pani, podrzucając wielką walizkę do przedziału. Gdzie jest drugie miejsce?
Tu niepewnie wskazałam półkę naprzeciw. Czy na pewno ten wagon?
Tak, kochana, nie pomyliłam się uśmiechnęła się i usiadła na wolnym siedzeniu.
Przepraszam, proszę pozwolić przejść mruknęłam. W końcu zrozumiałam, iż popełniam głupstwo. Dajcie mi wyjść! Zmieniłam zdanie!
Poczekaj, schowam torbę odparła, nie pojęła sytuacji.
No i pociąg ruszył westchnęła z ciężkim oddechem. Co teraz?
Dlaczego nagle chcesz wysiąść? Zapomniałaś czegoś? zapytała kobietę.
Zignorowałam pytanie i spojrzałam w okno. Wiedziałam, iż ta starsza pani nie jest winna niczego, to ja sprowadziłam na siebie kłopoty.
W międzyczasie pani Zofia wyjęła z torby domowe pierogi i zaczęła je podawać swojej towarzyszce.
Jechałam w odwiedziny do córki wyjaśniła Polonie. Teraz jedzie mnie do domu, syn z narzeczoną przyjadą w gości. Będziemy razem witać Nowy Rok.
Szczęśliwego nowego roku a ja pewnie spotkam go na dworcu westchnęła smutno Pola.
Powoli zaczęła opowiadać starszej pani całą prawdę o swoich przygodach.
Głupia jesteś! Po co biegasz do tych szarlatanów? odparła pani. Znajdziesz swój los w swoim czasie. Nie spiesz się. Wszystko ma swój rytm
Następnego dnia stanęłam na peronie nieznanego miasta. Pomogłam pani Zofii wyjść z wagonu i stanęłam, nie wiedząc, co dalej robić.
Dziękuję, Polono! Szczęśliwego Nowego! podziękowała Zofia.
Również dziękuję odpowiedziałam smutno.
Kobieta spojrzała na mnie, nie wiedząc, jak pocieszyć zagubioną. Rozumiała, iż spędzenie Sylwestra na dworcu nie jest najlepszym początkiem roku.
Polono, jedźmy do mnie! zaproponowała nagle. Udekorujemy choinkę, postawimy wigilijny stół
To niekomfortowo zadręczyłam się.
A na dworcu wygodnie? uśmiechnęła się staruszka. Jedźmy. To nie podlega dyskusji!
Przyjęłam zaproszenie. Zofia miała rację za oknem szalała zamieć, nie było sensu krążyć po dworcu.
Szczęśliwy Szymon i Lidia już są w domu pochwaliła się.
Szymon zobaczył, jak mama podjeżdża taksówką. Stał przy windzie, porywając ciężką torbę z jej rąk.
Szymon, kochanie, a to nie tylko ja, ale i gość przywitała się Zofia, mrugając do mnie. To córka mojej starej przyjaciółki, Polonia.
Wspaniale! odpowiedział chłopak. Proszę, wejdźcie.
Spojrzałam na wysokiego, przystojnego blondyna i zarumieniłam się. To właśnie jego obraz widziałam w pociągu. Los chyba znów postanowił mnie droczyć.
Gdzie jest Lidia? zapytała matka.
Mamo, Lidia nie ma i już nigdy nie będzie. Nie chcę o tym rozmawiać. Dobrze? zmrużył oczy Szymon.
Dobrze westchnęła Zofia.
Wieczorem wszyscy zebrali się przy stole, by pożegnać Stary Rok.
Polono, zostaniesz z nami na dłużej? uśmiechnął się Szymon, podając mi sałatkę.
Nie, rano wyjadę wypowiedziałam z pewnym smutkiem.
Nie chciałam tak gwałtownie opuszczać przytulnego domu. Miałam wrażenie, iż znam Zofię i Szymona od zawsze.
Nie rozumiesz, po co się tak spieszyć? zapytała starsza pani. Polono, poczekaj jeszcze chwilę.
Naprawdę, Polono, zostań. Mamy piękne lodowisko, jutro wieczorem możemy pojeździć. Nie wyjeżdżaj tak gwałtownie namówił Szymon.
Przekonałaś mnie uśmiechnęłam się. Z przyjemnością zostanę.
Nowy Rok powitaliśmy czwórką: Zofia Aleksandrownna, Szymon, ja i mały Artur
A wy wierzcie w noworoczne cuda?





