Oddaliśmy babcię do prywatnego domu opieki – „Nie oddasz mnie do przytułku, Aliska! Lepiej już umrze…

newskey24.com 12 godzin temu

Oddano do domu opieki

Daj mi z tym spokój, Wioletta, choćby nie myśl o tym! Antonina Władysławówna z rozmachem odsunęła od siebie talerz z owsianką. Do domu starców mnie chcesz oddać?

Żeby tam mnie wkłuwali czym popadnie i poduszką dusili, żebym nie krzyczała?

No, nie doczekasz się!

Wioletta głęboko odetchnęła, starając się nie patrzeć na trzęsące się dłonie babci.

Babciu, to żadna miejscówka państwowa. To prywatny dom opieki. Las dookoła, pielęgniarki całą dobę.

I towarzystwo będziesz tam miała, telewizor duży.

Tutaj cały dzień jesteś sama, kiedy tata jest w pracy.

Znamy my to towarzystwo zachrypiała staruszka, wygodnie poprawiając się na poduszkach. Ogołocą mnie do skarpet, mieszkanie zabiorą, a mnie do rowu.

Powiedz Zbyszkowi wprost: matka za życia z tego domu nie wyjdzie. Niech sam się mną zajmuje. Syn czy nie syn?

Wychowałam go, nocy nie przesypiałam, jak miał odrę. Teraz jego kolej.

Tata zapieprza na dwóch etatach, żeby ci leki kupować! Ma pięćdziesiąt trzy lata, ciśnienie mu szaleje, przez trzy lata do kina nie poszedł, a co dopiero na wakacje!

Nic nie szkodzi odpowiedziała Antonina Władysławówna, mocno zaciskając usta. Młody jest jeszcze, wytrzyma.

A ty się nie wtrącaj, jajko nie uczy kury. Idź, posprzątaj kaszę. Brudasy!

Wioletta wyszła na korytarz i głośno wypuściła powietrze. No jak z nią rozmawiać?!

Ojciec wrócił do mieszkania o siódmej wieczorem. Nie zdjął od razu butów, usiadł na taborecie w przedpokoju i przez parę minut tępo patrzył przed siebie.

Tato, jak się czujesz? wyszła do niego Wioletta, zabierając ciężką siatkę z zakupami.

Dobrze, Wioletko. Magazyn zawalony, rok się kończy, sprawozdania. Jak z babcią?

Jak zwykle. Znów afera o dom opieki. Mówi, iż chcemy się jej pozbyć.

Tato, tak nie może być. Przejrzałam rachunki za miesiąc na jedzenie zostaje nam trzy tysiące złotych.

A mi jeszcze trzeba zapłacić za akademik i kupić podręczniki.

Poradzimy sobie Zbyszek ciężko wstał, zdjął buty. Wziąłem dodatkową pracę. Nocki w ochronie, co drugi dzień.

Oszalałeś? Kiedy będziesz spał? Przecież padniesz gdzieś!

Zbyszek nie odpowiedział. Poszedł do kuchni, nalał wody do garnka i postawił na gaz.

Jadła coś?

Połowę wylała na łóżko. Prześcieradło zmieniłam.

Dobra. Idź się ucz, sesja niedługo. Sam ją teraz nakarmię i umyję.

Wioletta patrzyła, jak ojciec, kulejąc, idzie do pokoju matki.

Było jej go ogromnie żal. Widziała, jak z kiedyś krzepkiego, wesołego mężczyzny zamienia się w cień.

Zniknęły żarty, zniknął smak do życia.

***

Po tygodniu było jeszcze gorzej wrócił do domu później niż zwykle. Zataczał się. Wioletta aż pobladła.

Tato? Źle ci?

Dobrze, córciu. W metrze głowa mi się zakręciła. Duszno tam.

Siadaj. Zaraz zmierzymy ciśnienie.

Na ciśnieniomierzu wyskoczyło 180 na 110. Wioletta bez słowa podała leki.

Jutro nigdzie nie idziesz. Trzeba wezwać lekarza.

Nie mogę skrzywił się ojciec. Kontrola jutro. Jak mnie nie będzie, premię obetną. A podatki za mieszkanie mamy podniesione.

Sprzedaj je, tato! Wioletta przeszła do szeptu, żeby babcia nie słyszała. Sprzedaj tę kawalerkę pod Radomiem.

Sześćset tysięcy dla nas to ogromne pieniądze. Spłacimy długi, wynajmiemy porządną opiekunkę.

Ojciec westchnął:

Mama się nie zgadza…

Tato, ona tam od pięciu lat nie była! Po co jej to mieszkanie, skoro leży?

Nie zdążył odpowiedzieć za ścianą rozległ się gwałtowny stuk.

Antonina Władysławówna waliła kubkiem w szafkę, domagając się uwagi.

Zbyszek! Zbyszek, chodź tu! Z kim tam szemrzesz? Znowu mnie obgadujecie?! jej głos trafił przez ścianę.

Ojciec westchnął, połknął tabletkę z ręki córki i poszedł do matki.

***

Sześć lat temu ojciec miał kobietę. Jadwiga, cicha, serdeczna, wpadła z plackiem, planowali z tatą pojechać gdzieś nad jezioro na weekend.

Skończyło się, gdy babcia się położyła. Jadwiga próbowała pomagać, ale staruszka urządziła jej taki koszmar, iż w końcu odeszła.

Widzisz, przyszła na gotowe! Syna mojego ograbić chce! wrzeszczała na cały dom, udając zawał, gdy Zbyszek miał gdzieś wychodzić. Won mi stąd, wyganiajcie ją!

Ostatecznie Jadwiga odeszła, a ojciec choćby nie próbował jej zatrzymać.

Telefon zadzwonił, gdy Wioletta wieczorem szykowała się do egzaminu. Ojca nie było jeszcze w domu.

Halo?

To Pan Zbigniew? spytał męski głos.

Nie, jego córka. Co się stało?

Dziewczyno, dzwonię z kadr. Twój tata na zebraniu zasłabł. Wezwaliśmy karetkę, zabrali go do kliniki miejskiej. Zapisz adres.

Wioletta trzęsąc się zanotowała adres na marginesie notatek. Nim odłożyła słuchawkę, babcia już się domagała.

Wioletka! dobiegło z pokoju. Kto tam dzwonił? Gdzie Zbyszek? Niech mi herbatę przyniesie, pić mi się chce!

Weszła do pokoju. Babcia półleżała, obstawiona poduszkami, i mrużyła oczy niechętnie.

Tata w szpitalu rzuciła krótko Wioletta.

Jak w szpitalu? Antonina Władysławówna na moment zamarła, po czym dodała: No i widzisz! Krzyczał na mnie wczoraj, to go Pan Bóg ukarał.

Nikt mnie nie szanuje! Kto mnie teraz nakarmi? No już, wstawiaj wodę.

Wioletta wyszła, nie odzywając się.

***

Przez trzy dni rozdzierała się między szpitalem a domem.

U ojca rozpoznano przełom nadciśnieniowy z wycieńczeniem nerwowym.

Lekarze zakazali mu choćby wstawać.

Wioletka, jak mama? zapytał od razu, gdy przyszła.

Wszystko pod kontrolą, tato. Sąsiadka zagląda, pomaga. O siebie myśl, musisz leżeć minimum dwa tygodnie.

Dwa tygodnie… Zwolnią mnie… Pieniędzy nie będzie…

Śpij Wioletta poprawiła mu kołdrę. Zajmę się wszystkim. Obiecuję.

Czwartego dnia, gdy wróciła do domu, babcia przywitała ją oskarżeniami.

Gdzie ty łazisz? Brudna tu leżę, Zbyszek tam sobie odpoczywa, a ja tu ginię!

Wioletta zacisnęła pięści, mówiąc spokojnie:

Słuchaj uważnie, babciu. Tata jest w ciężkim stanie, może dostać udaru, jeżeli znów się tak zdenerwuje.

Przestań bredzić! prychnęła staruszka. Silny jest. Po ojcu odziedziczył. Dawaj, przekręć mnie, bok ścierpł.

Nie Wioletta usiadła na krawędzi krzesła. Nie przekręcę cię. Nie nakarmię też.

Antonina Władysławówna wytrzeszczyła oczy.

Co to za głupota? Zgłupiałaś dziewczyno?

To nie żarty. Nie mamy pieniędzy. Wcale. Tata nie pracuje, premii nie dostanie. Z twojej emerytury nie starcza choćby na pampersy i leki.

Kłamiesz! Zbyszek ma schowaną gotówkę!

Nic nie zostało. Wszystko poszło na twoje badania w zeszłym miesiącu. Albo podpiszesz zgodę na sprzedaż kawalerki, albo jutro dzwonię do opieki społecznej i zabierą cię do państwowego domu starców. Za darmo.

Nie odważysz się! krzyknęła babcia. Matka twojego ojca! Ja tu władza!

Władza nad czym? Wykańczasz własnego syna. Nie obchodzi cię, iż może nie wyjść ze szpitala. Byśle miałaby miękko i cieplej pod kołdrą.

Dziś dzwoniłam do tego domu opieki, o którym rozmawiałyśmy. Zwolniło się miejsce, pieniądze ze sprzedaży mieszkania pójdą na opiekę. Tam jest bardzo dobrze.

Nigdzie nie pojadę! babcia zaczęła się krztusić.

To głoduj. Nie mam pieniędzy na twoje jedzenie. Jutro idę do pracy, wrócę późno. Butelka wody stoi na szafce. Myśl.

Wioletta wyszła i zamknęła drzwi. Trzęsła się cała. Nigdy nie była twarda, ale wiedziała: jeżeli tej sytuacji nie przełamie, straci ojca.

A babcia… Babcia przeżyje ich wszystkich, jeżeli dalej będzie wysysać z nich życie.

Noc minęła w ciszy. Wioletta nie wchodziła do pokoju, choć słyszała, jak babcia ją woła, płacze i złorzeczy. Weszła dopiero rano.

Daj mi się napić… wychrypiała staruszka.

Wioletta podała jej kubek do ust.

No i co? Podpisujemy? Notariusz przyjedzie o dwunastej.

Sępy… wyszeptała już cicho babcia, bez dawnej złości. Wszystko chcecie mi zabrać… No dobrze. Napisz te swoje papiery.

Tylko powiedz Zbyszkowi… niech odwiedza.

Będzie przyjeżdżał. Jak wyjdzie ze szpitala. I ja, obiecuję, też przyjadę.

***
Zbyszek siedział na ławce w parku wokół domu opieki. Wyglądał teraz dobrze przybrał na wadze, twarz była rumiana.

Obok, na wózku, siedziała jego matka czysta, w nowym, ciepłym szalu, skupiona na gryzieniu jabłka.

Zbyszek? zawołała.

Tak, mamo?

No, dzwoniłeś już do Jadwigi? Pogodziliście się?

Zbyszek spojrzał na nią lekko zaskoczony.

Dzwoniłem. Ma przyjechać w sobotę.

No i dobrze staruszka obejrzała się za klomb z kwiatami. Niech przyjedzie. Tu mamy taką pielęgniarkę, Lenka, straszna gbura, cały czas coś mi wytyka.

Niech twoja Jadwiga zobaczy, jak tu mnie traktują.

Ty uważaj, Zbyszek, nie krzywdź jej! Niedobrze, jak mężczyzna doprowadza kobietę do łez.

Twój ojciec…

Zbyszek uśmiechnął się i ścisnął matki dłoń. Po alei biegła w ich stronę Wioletta, machała ręką i szeroko się uśmiechała.

Tato! Babciu! zawołała z daleka. Dostałam stypendium! W pracy podwyżka!

Zbyszek wstał, rozłożył ramiona. Antonina Władysławówna patrzyła na nich, mrużąc oczy.

Wciąż uważała, iż niesprawiedliwie wyrzucono ją z mieszkania, ale już nic nie mówiła.

Kiedy podeszła opiekunka i zaproponowała ciepło masaż, staruszka tylko dumnie skinęła głową.

Idziemy, kochana. Tylko uważaj, jestem filigranowa kobieta. Ostatnio wasz masażysta tak mi nogę ścisnął…

Powiedz mu, żeby delikatniej! Bo jak niedźwiedź, naprawdę…

Pielęgniarka odjechała wózek, Wioletta objęła ojca, i długo stali, patrząc na wysokie sosny.

Pierwszy raz od lat byli naprawdę szczęśliwi.

***

Antonina Władysławówna doczekała prawnuka Wioletta skończyła studia, wyszła za mąż za porządnego człowieka, urodził się chłopiec.

Zbyszek ożenił się z Jadwigą, drugą synową staruszka przyjęła, stosunki między nimi były zaufane, choćby serdeczne Jadwiga zapomniała już uszczypliwości sprzed lat.

Odeszła babcia cicho, we śnie, nie chowając urazy ani do wnuczki, ani do syna…

Idź do oryginalnego materiału