Wysłana do domu opieki
Przestań, Lidziu, choćby o tym nie myśl! Stanisława Sawicka z impetem odsunęła od siebie talerz z owsianką. Chcesz mnie oddać do domu starców?
Żeby tam mnie kłuli czym popadnie i poduszką przyduszali, jak będę za głośno krzyczeć?
Doczekasz się!
Lidia wzięła głęboki oddech, starając się nie patrzeć na trzęsące się dłonie swojej babci.
Babciu, to nie żaden dom państwowy. To prywatny dom opieki. Tam jest las obok, pielęgniarki są cały czas na miejscu.
Będzie okazja do towarzystwa, telewizor ogromny.
A tutaj siedzisz całe dnie sama, tata w pracy.
Znamy to towarzystwo zaskrzeczała staruszka, poprawiając się na poduszkach. Okradną do gołej nici, mieszkanie zabiorą, a mnie do rowu.
Przemkowi powiedz, iż żywej mnie z tej chaty nie wyniosą. Niech sam się mną opiekuje. On jest synem, czy nie?
Wychowałam go! Nie spałam po nocach, jak na szkarlatynę chorował. Teraz jego kolej.
Tata haruje na dwóch etatach, żeby móc ci leki kupić! Ma pięćdziesiąt trzy lata, ciśnienie mu skacze, przez te trzy lata ani do kina nie poszedł, nie mówiąc o urlopie!
Nic mu nie będzie odburknęła Stanisława, zaciskając usta. Jeszcze młody, poradzi sobie.
Ty się nie odzywaj, jajko nie mądrzejsze od kury. Idź i posprzątaj tę kaszę. Brudno tu przez was!
Lidia wyszła na korytarz i gwałtownie wypuściła powietrze. Jak z nią rozmawiać?!
Ojciec wrócił do domu o siódmej wieczorem. Nie zdjął od razu butów, usiadł na pufie w przedpokoju i przez chwilę patrzył w jeden punkt.
Tata, wszystko w porządku? Lidia podeszła, przejmując od niego ciężką torbę z zakupami.
Dobrze, Lidka. W magazynie zapieprz, zaraz rozliczenia roczne. Jak babcia?
Po staremu. Znowu awantura o dom opieki. Twierdzi, iż chcemy się jej pozbyć.
Tato, tak dalej nie można. Policzyłam rachunki za ten miesiąc na jedzenie zostaje nam trzy tysiące złotych.
A jeszcze za akademik muszę płacić i kupić podręczniki.
Jakoś się ułoży Przemek ciężko wstał, ściągnął buty. Mam dodatkową fuchę. Nocki na ochronie, co drugi dzień.
Chyba oszalałeś! Kiedy ty będziesz spać? Gdzieś padniesz ze zmęczenia!
Ojciec nie odpowiedział. Wszedł do kuchni, nalał wody do rondelka i postawił na gazie.
Jadła coś?
Połowę wylała na łóżko. Musiałam zmienić pościel.
Dobra. Idź się ucz, przygotuj się do sesji. Ja sam ją nakarmię i umyję.
Lidia patrzyła, jak tata kulejąc idzie do pokoju matki.
Było jej go żal jak nigdy. Widziała, jak z silnego, zawsze pogodnego mężczyzny jej ojciec zamienia się w cień.
Zniknęły żarty, zniknęła euforia z życia.
***
Tydzień później sytuacja się pogorszyła ojciec wrócił jeszcze później niż zwykle. Chwiał się na nogach. Lidia od razu się zaniepokoiła.
Tato? Źle ci?
Wszystko w porządku, Lidka. Zakręciło mi się w głowie w metrze. Ciężko się oddycha.
Usiądź. Zmierzę ci ciśnienie.
Ekran ciśnieniomierza pokazał 180 na 110. Lidia bez słowa podała mu tabletki.
Jutro nigdzie nie idziesz. Wołam lekarza.
Nie mogę skrzywił się tata. Jutro kontrola. Jak mnie nie będzie, odbiorą premię. No i podnieśli podatek za mieszkanie po mamie.
Sprzedaj je, tato! Lidia szepnęła, żeby babcia nie słyszała. Sprzedaj tę kawalerkę pod Warszawą.
Sześćset tysięcy złotych teraz dla nas to masa pieniędzy. Spłacimy długi, zatrudnimy profesjonalną opiekunkę.
Ojciec westchnął:
Mama nie wyraża zgody
Tato, od pięciu lat tam nie była! Po co jej to mieszkanie, skoro leży przykuta do łóżka?
Nie zdążył odpowiedzieć z pokoju za ścianą rozległo się głośne stukanie.
Stanisława waliła kubkiem o szafkę, domagając się uwagi.
Przemek! Przemek, chodź no tu! Z kim tam szepczesz? Znowu mnie obgadujecie?! rozległ się jej rozedrgany głos.
Przemek westchnął, połknął podaną przez córkę tabletkę i poszedł do matki.
***
Jeszcze sześć lat temu ojciec miał kobietę. Elżbieta, ciepła, spokojna, przynosiła im ciasta, planowali z tatą spędzić weekend w pensjonacie pod miastem.
Wszystko skończyło się, gdy babcia przestała chodzić. Elżbieta próbowała pomagać, ale starucha urządziła jej taki piekielny żywot, iż ta po prostu wytrzymać nie mogła.
Po coś przyszła na wszystko gotowe! Syna mego ograbić zamierza! ryczała na cały dom, udając ataki serca, gdy tylko Przemek planował spotkanie. Wypędźcie ją stąd! Won!
W końcu Elżbieta odeszła, a ojciec nie próbował jej zatrzymać.
Lidia uczyła się do egzaminu, gdy zadzwonił telefon stacjonarny. Ojca jeszcze nie było w domu.
Halo?
Czy to Przemek Sawicki? zapytał męski głos.
Nie, to jego córka. Co się stało?
Pani, to z kadr. Ojciec dziś podczas zebrania zemdlał. Wezwaliśmy karetkę, zabrali go do miejskiego szpitala. Proszę zapisać adres.
Lidia drżącą ręką zanotowała adres na marginesie notatek. Gdy tylko odłożyła słuchawkę, babcia zaczęła domagać się uwagi.
Lideczka! dobiegło z pokoju. Kto dzwonił? Przemek gdzie? Niech mi herbatę przyniesie, pić chcę!
Lidia weszła do pokoju. Babcia półleżała wśród poduszek i z niezadowoleniem marszczyła twarz.
Tata w szpitalu rzuciła tylko.
W szpitalu?! Stanisława zatrzymała się w pół ruchu, po czym dodała: No widzisz, przez was! Wczoraj na mnie krzyczał, to teraz Bóg go ukarał.
W ogóle o mnie nie dbacie! Kto mnie teraz będzie karmić? Wstawaj, zagotuj wodę.
Lidia wyszła bez słowa.
***
Trzy dni Lidia rozdzielała się pomiędzy szpitalem, a domem.
U ojca stwierdzono przełom nadciśnieniowy na tle skrajnego wyczerpania nerwowego.
Lekarze zakazali mu choćby wstawać z łóżka.
Lidka, jak mama? zapytał od razu, gdy pojawiła się w sali.
Wszystko w porządku, tato. Sąsiadka zagląda, pomaga. Ty o sobie pomyśl. Masz leżeć przynajmniej dwa tygodnie.
Dwa tygodnie… Zwolnią mnie… Pieniędz…
Śpij poprawiła mu kołdrę. Wszystkim się zajmę. Obiecuję.
Na czwarty dzień, gdy wróciła do domu, babcia przywitała ją gradem pretensji.
Gdzie się pałętasz? Zasrana leżę, Przemek się opala, a ja tu gniję!
Lidia zacisnęła pięści i spokojnym tonem powiedziała:
Posłuchaj, babciu. Tata jest w ciężkim stanie, grozi mu wylew, jeżeli się jeszcze raz tak zdenerwuje.
Nie gadaj głupot! prychnęła staruszka. Silny jest, po ojcu! No, przewróć mnie na bok, boli już!
Nie Lidia usiadła na brzegu krzesła. Nie przewrócę cię i nie nakarmię.
Stanisława wpatrzyła się w nią szeroko otwartymi oczami.
Co to za nowa moda? Zwariowałaś, dziewucho?
Nie. Nie mamy pieniędzy. W ogóle. Tata nie pracuje, premii nie dostanie. Twoja emerytura nie wystarcza choćby na pampersy i leki.
Kłamiesz! Przemek ma na pewno schowaną kasę!
Nie ma żadnej kasy. Wszystko poszło na twoje badania w ubiegłym miesiącu. Mamy wybór: podpisujesz papiery na sprzedaż mieszkania pod Warszawą, albo jutro dzwonię do opieki społecznej i biorą cię do bezpłatnego państwowego domu opieki.
Nie odważysz się! wrzasnęła Stanisława. Jestem jego matką! Ja tu rządzę!
Rządzisz czym? Powoli zabijasz własnego syna. choćby cię nie obchodzi, czy wyjdzie ze szpitala. Byle kawałek mięsa był lepszy, a kołdra grubsza.
Dzwoniłam tam, do tego domu opieki, co o nim rozmawiałyśmy. Jest miejsce, pieniądze po sprzedaży twojego mieszkania pójdą na opłaty. Naprawdę tam dbają o ludzi.
Nie pojadę! zakrztusiła się Stanisława.
To głoduj. Nie mam na ciebie pieniędzy. Jutro idę na extra zmianę, wrócę późno. Woda jest na stoliku. Przemyśl to.
Lidia wyszła i zamknęła drzwi. Trzęsła się cała. Nigdy nie bywała surowa, ale wiedziała już, iż jeżeli teraz nie postawi granic, straci ojca.
A babcia… babcia przeżyje wszystkich, jeżeli jej pozwolicie dalej żerować na waszym życiu.
Noc minęła w ciszy. Lidia nie wchodziła do pokoju, choć słyszała, jak babcia raz ją prosi, raz przeklina, raz płacze. Przyszła rano.
Daj wody… zachrypiała staruszka.
Lidia przysunęła jej kubek do ust.
Podpisujemy? Notariusz przyjedzie o dwunastej.
Łajdaki… wyszeptała już bez złości. Wszystko chcecie zabrać… Dobrze. Piszesz papiery.
Tylko Przemkowi powiedz… żeby odwiedzał.
Będzie odwiedzał. Jak zacznie chodzić. I ja też będę przyjeżdżać. Obiecuję.
***
Przemek siedział na ławce w parku domu opieki. Wyglądał zdrowo nabrał ciała, twarz nabrała rumieńców.
Obok, na wózku, siedziała jego mama czysta, w nowej, ciepłej chustce, powoli gryzła jabłko.
Przemek? Przemek zawołała.
Co, mamo?
Dzwoniłeś… Do Eli? Pogodziłeś się z nią?
Przemek spojrzał zaskoczony.
Dzwoniłem. Obiecała wpaść w sobotę.
No i dobrze staruszka odwróciła się w stronę klombu. Tu mamy taką pielęgniarkę, Lenka, niemiła, ciągle zwraca mi uwagę.
Niech twoja Ela zobaczy, jak się ze mną obchodzą. Ty, Przemek, nie krzywdź jej już! Źle to, jak mężczyzna kobietę do łez doprowadza.
Tak twój tata
Przemek uśmiechnął się i chwycił matkę za rękę. Aleją, biegnąc, zbliżała się Lidia, machała ręką, radośnie się uśmiechając.
Tato! Babciu! zawołała już z daleka. Dostałam stypendium! I w pracy dostałam podwyżkę!
Przemek podniósł się i rozłożył ręce. Stanisława śledziła ich mrużąc oczy.
Nadal uważała, iż niesprawiedliwie wypędzono ją z domu, ale już nie narzekała głośno.
Kiedy podeszła opiekunka i zaproponowała masaż, staruszka tylko dumnie skinęła głową.
Chodźmy, kochana. Tylko powiedz mu jeszcze, żeby delikatniejszy był. Wczoraj prawie mi nogę zmiażdżył…
Powiedz, iż ma uważać. Jak niedźwiedź, naprawdę
Gdy odprowadzono ją na zabieg, Lidia objęła ojca i długo razem patrzyli na wysokie sosny.
Po raz pierwszy od lat cała trójka była naprawdę szczęśliwa.
***
Stanisława Sawicka zdążyła jeszcze poznać prawnuka Lidia skończyła studia, wyszła za mąż za poczciwego człowieka, urodziła syna.
Przemek ożenił się z Elżbietą, którą Stanisława zaakceptowała relacje między nimi stały się ciepłe i serdeczne, Ela zapomniała o przykrościach na początku znajomości.
Staruszka odeszła spokojnie, we śnie, nie chowając urazy ani do wnuczki, ani do syna.
