Oddałem swoje nazwisko dzieciom mojej partnerki. Teraz muszę je utrzymywać, podczas gdy ona żyje szczęśliwie z ich biologicznym ojcem. Opowiem Wam, jak z „fajnego gościa” awansowałem na oficjalny bankomat dla dwójki dzieci, które odzywają się tylko, gdy potrzebują kasy na kino, ale ignorują mnie w Wigilię. Wszystko zaczęło się trzy lata temu. Poznałem Monikę – cudowną kobietę, rozwódkę z dwójką dzieci w wieku 8 i 10 lat. Zakochałem się po uszy. Kompletnie zauroczony. Słyszałem ciągle: „Dzieci Cię uwielbiają!” A ja – jak typowy naiwniak – wierzyłem. Oczywiście mnie lubiły – zabierałem je co weekend do ZOO, kina i na lody. Pewnego dnia Monika, w rozmowie z tych „przełomowych”, mówi: — Smutno mi, iż dzieci nie noszą nazwiska po ojcu. On nigdy ich nie uznał oficjalnie. A ja, błyszcząc głupotą życia (tak, sarkazm), odpowiadam: — Mogę je adoptować. I tak traktuję je jak własne. Znacie ten moment w filmach, gdy czas się zatrzymuje i głos z offu mówi: „Właśnie wtedy powinienem się zorientować, iż to pójdzie fatalnie”? U mnie nie było takiego głosu. Powinien być. Monika się popłakała ze szczęścia. Dzieci mnie uściskały. Poczułem się jak bohater. Głupi bohater, ale jednak. Przeszliśmy przez wszystko – notariusze, urzędy, sądy. Dzieci oficjalnie stały się Julia Nowak i Wiktor Nowak – z MOIM nazwiskiem. Byłem szczęśliwy. Monika była szczęśliwa. Zorganizowaliśmy choćby domową „ceremonię adopcyjną” z tortem. Sześć miesięcy później. SZEŚĆ. Monika mówi: — Musimy pogadać… Sama nie wiem, jak Ci to powiedzieć, ale… Tomek wrócił. — Jaki Tomek? — pytam, choć przeczuwałem. — Biologiczny ojciec dzieci. Zmienił się, dorósł. Chce odzyskać rodzinę. Zaniemówiłem. Dosłownie. — I co zamierzasz? — Dam mu szansę. Dla dobra dzieci, rozumiesz? Jasne, iż rozumiałem. Jakby mi ktoś neonem pokazał drzwi do wyjścia. — Monika, ja je ADOPTOWAŁEM. To moje dzieci według prawa. — Tak, tak… potem to załatwimy. Najważniejsze, żeby dzieci miały tatę. „Potem to załatwimy.” Jakby chodziło o rachunek za prąd. Poszedłem do prawnika. Prawie się zadławił kawą. — Podpisał Pan pełną adopcję? — Tak. — To teraz jest Pan ich ojcem. Ze wszystkim – alimenty, szkoła, zdrowie. Wszystko. — Ale nie jestem już z ich mamą… — To bez znaczenia. Prawo to prawo. Więc jestem: płacę alimenty Monice, która szczęśliwie mieszka z Tomkiem w MOIM mieszkaniu. Bo „dzieci potrzebują stabilności i nie mogą się przeprowadzać”. MOJE mieszkanie. Kupione przeze mnie. Ale musiałem odejść, „bo dzieciom by to zaszkodziło”. Największy paradoks? Tomek – tata widmo, który latami nie dał złamanego grosza – dziś zabiera dzieci na rowery, mecze i jest bohaterem rodziny. A ja dostaję co miesiąc maila od prawnika: „Przelew alimentów: X zł” Z dopiskiem „:-(”. Kompletnie nie pomaga. W zeszłym miesiącu Wiktor napisał: — Cześć, możesz przelać trochę więcej? Potrzebuję nowych butów do piłki. — A Tomek nie może Ci kupić? — On mówi, iż Ty jesteś moim prawdziwym tatą według prawa. On jest tylko „tatą z serca”. Tata z serca. Wygodne. Ja jestem tata z bankomatowej aplikacji. Adopcję prawie nie da się cofnąć. Sąd uznałby, iż jestem wyrodnym, który „rzekomo chce się pozbyć dzieci”. Znajomi już nie współczują. — Człowieku, kiedy wpadłeś na ten pomysł? — Byłem zakochany. — Zakochanie nie powinno wyłączać mózgu. Mają rację. Dziś, gdy widzę faceta przy cudzych dzieciach, mam ochotę krzyczeć: „NIE PODPISUJ! Bądź wujkiem, chłopakiem, kim chcesz – ALE NIE PODPISUJ!” Mama tylko powiedziała: „Miłość zrobiła z Ciebie frajera” i przytuliła. Jeszcze bardziej mnie zabolało. Wczoraj znowu: „Dodatkowy wydatek: artykuły szkolne – XXX zł” „Dodatkowy”. Jakby rok szkolny był zaskoczeniem. A Monika wrzuca zdjęcia „szczęśliwej rodziny”. Dzieci – z MOIM nazwiskiem – przy ojcu, który ich kiedyś zostawił. Kulminacja? Julia (ma 10 lat i oczywiście Instagram…) ma w bio: „Córka Moniki i Tomka ❤️” Moje nazwisko? Zero. Jestem anonimowym sponsorem ich życia. Tak oto – sam, uboższy o 2 tysiące miesięcznie, z dwójką „dzieci”, które kontaktują się wyłącznie po kasę, i z przekonaniem, iż zrobiłem z siebie kompletnego frajera przez miłość. Jedyny plus – kiedy ktoś zapyta „masz dzieci?”, mogę powiedzieć „tak” i opowiedzieć tę historię przy stole. Wszyscy się śmieją. Tylko ja płaczę – w środku. A Wy? Podpisaliście kiedyś coś „z miłości”, co Was potem srogo kosztowało… czy tylko ja jestem geniuszem, który zaoferował nazwisko i konto w pakiecie rodzinnym?

naszkraj.online 7 godzin temu
Oddałem swoje nazwisko jej dzieciom. Teraz jestem zobowiązany ich utrzymywać, podczas gdy ona żyje szczęśliwie z ich biologicznym ojcem. Pozwólcie, iż opowiem wam, jak z fajnego gościa stałem się oficjalnym bankomatem dla dwojga dzieci, które odzywają się tylko wtedy, gdy potrzebują pieniędzy na kino, a w Wigilię pozostają cicho jakby zapadły się pod ziemię. Wszystko […]
Idź do oryginalnego materiału