Oddajcie klucze do naszej działki, zamieszkajcie tam na święta – małżeństwo pozwoliło przyjaciołom p…

polregion.pl 1 tydzień temu

Daj nam klucze do waszej działki, potrzebujemy się tam schronić na trochę
małżeństwo pozwoliło przyjaciołom zamieszkać na ich własności, nie przemyślawszy konsekwencji.

U Pawła zachorowała matka, więc on i jego żona, Marlena, zostali na sylwestra w Krakowie. Nowy Rok spędzili cicho, rodzinnie, w towarzystwie chorej pani Teresy. Para ich bliskich przyjaciół, Aldona i Mikołaj, była rozczarowana, bo Marlena i Paweł w ostatniej chwili odwołali wspólny wyjazd do domku na Mazurach, a obiecali tak bardzo. Ale nikt nie mógł przewidzieć, iż matka Pawła rozchoruje się właśnie w święta.

Marlena czuła się winna tej sytuacji. Gdy Aldona zadzwoniła do niej drugiego stycznia, żaląc się, iż spędzili sylwestra we troje w ciasnym mieszkaniu w Katowicach, Marlena poczuła jeszcze większe poczucie winy.

Musiałam słuchać narzekań teściowej. Przyszła do nas 31-go, bo u niej w bloku awaria ogrzewania! I mówi, iż zostaje aż do końca świąt, dopóki spółdzielnia naprawi rury. Ja już nie mam siły, rozwiodę się z Mikołajem przez jego matkę, przysięgam! lamentowała Aldona.

Przykro mi, ja z panią Teresą mam dobre relacje, ale bardzo źle znosi chorobę poskarżyła się Marlena. jeżeli mogłabym ci jakoś pomóc, zrobiłabym to z przyjemnością.

A wiesz, Lena… możesz mi pomóc w głosie Aldony zabrzmiała nadzieja.

Jak?

Daj nam klucze do waszej działki. Mikołaj i ja uciekniemy chociaż na kilka dni od teściowej. Niech siedzi sama, może wreszcie przestanie się czepiać!

Marlena się zawahała. Z jednej strony, współczuła przyjaciółce, z drugiej nie wiedziała, co powie na to Paweł. Domek na Mazurach był ich wspólny, ale formalnie należał do niego.

Muszę najpierw spytać Pawła.

Jasne, rozumiem. Ale obiecuję, iż będziemy ostrożni, nie zniszczymy nic.

Tam pewnie droga zasypana śniegiem… Nie wiem czy dojedziecie, traktora nie zamawialiśmy dodała Marlena.

Mamy SUV-a! Damy radę!

Kocioł grzewczy też dawno nie był sprawdzany… Dobrze by było tam pojechać przed wpuszczeniem gości…

Lena, nie bój się, Mikołaj przez lata pracował przy takich kotłach. Jak coś będzie nie tak, on wszystko naprawi.

Aldona przekonywała tak skutecznie, iż Marlena zaczęła się łamać.

Obiecała zadzwonić po naradzie z Pawłem. Wieczorem wyłożyła mu całą sytuację.

Jesteś pewna, iż to dobry pomysł?

Sama nie wiem, Paweł. Aldona mocno przeżywa tę sprawę. Nie wiem, jak oni wytrzymują z jego matką pod jednym dachem. Słyszałam, iż teściowa nie do zniesienia, ich małżeństwo wisi na włosku.

Przemyśleli sprawę i uznali, iż jeżeli od nich zależy spokój Aldony i Mikołaja, trzeba im pomóc.

Damy klucze. Ale niech sami sobie radzą. My się nie wtrącamy uciął Paweł.

Aldona zachwycona, natychmiast ruszyła z Mikołajem w drogę. Jechali ponad trzy godziny w śnieżycy. Ten zakątek na Mazurach odcięty był od świata, a droga zasypana tak, iż SUV choćby nie wytrzymał. Musieli zadzwonić do Krakowa.

Co robić? spanikowała Aldona.

Wracajcie. Trzeciego stycznia nikt wam nie odśnieży. Wszyscy mają wolne powiedziała Marlena.

Nie, tyle czasu jechaliśmy! Mówiłaś, iż Paweł zna tu traktorzystę z tej dużej wsi obok!

Tak, on odśnieża drogę…

Zadzwońcie do niego, proszę! Proszę, niech Paweł zadzwoni, z nieznanych numerów nikt nie odbiera!

I Paweł, chociaż z oporami, zadzwonił do traktorzysty, przekonał go, by przyjechał w ciągu godziny.

W tym czasie Aldona dzwoniła do Marleny co piętnaście minut, pogłębiając napięcie. Marlena tłumaczyła się przed mężem, ale był coraz bardziej zirytowany.

Traktorzysta słowa dotrzymał, odśnieżył drogę do domu. Ale bramkę musieli już odkopać sami. Mikołaj wziął się za łopatę i przekopał do wejścia.

W domu było chłodno, bo grzejniki ledwo grzały. Kocioł grzewczy jak się okazało, był stary i nieznany Mikołajowi. Kolejne dwie godziny Paweł na telefonie tłumaczył mu, jak odpalić urządzenie.

Nigdy takiego kotła nie widziałem… pewnie z PRL-u narzekał Mikołaj.

Ważne, żeby działał, bo ja mam dość problemów odparł Paweł.

Ale Aldona nie dawała spokoju: od pytania, gdzie trzymane są patelnie, po zarzut, iż dom mimo wszystko jest zbyt zimny.

Kiedy nastała noc, Marlena i Paweł wyłączyli telefony, żeby chociaż trochę odpocząć.

Rano dziesiątki nieodebranych połączeń. Co się tam wydarzyło?

Marlena oddzwoniła.

Gdzie byliście?! krzyknęła Aldona.

My spaliśmy.

Miała miejsce awaria. W saunie czuć było dym. O mało nie spłonęliśmy!

O Boże…

A kto takie piece robi?! Trzeba było powiedzieć, iż macie zablokowaną rurę! Dobrze, iż Mikołaj szybki w głowie, bo byśmy się podusili.

Przepraszam. Nie myślałam, iż pójdziecie do sauny pierwszego wieczoru…

Co z tego? Jesteśmy gośćmi, korzystamy ze wszystkiego. Sauna nieczynna? Trzeba było uprzedzić! Przebijaliśmy się przez zaspy, żeby tam wejść!

Korzystajcie spokojnie, tylko ostrożnie Marlena była wykończona.

Jeszcze nie znaleźliśmy grilla.

Stary się zepsuł, został wyrzucony.

I nikt nie powiedział? A gdzie mamy smażyć kiełbaski?! Aldona była wyraźnie niezadowolona.

Nie wiem, Aldona. Z głowy mi wszystko wypadło przez ostatnie dni. Sami decydujcie o grillu, tylko nie spalcie domu.

Rozłączyła się, mocno zirytowana.

I co tym razem? spytał Paweł.

Kolejna awantura westchnęła Marlena, opowiadając mężowi o nowych żądaniach.

Mikołaj zna ten piec, nie ma pretensji. A grill… nie nasze zmartwienie. Jak by chcieli warzyć bigos, to byśmy musieli garnek kupować? Chcą kiełbaski, niech idą do wioski. Tam kupią jednorazowego grilla. Wystarczy na kilka dni.

To Marlena przekazała Aldonie przy kolejnym telefonie.

Jasne, rozumiem. Pojedziemy do wioski, przecież droga już odśnieżona.

Po tej rozmowie Aldona przestała dzwonić. Chyba jednak zrozumiała, iż Marlena to nie opiekunka.

Dziwnie cicho zauważył Paweł następnego dnia. Może sprawdzić, co u nich?

Aldona nie odebrała, ale napisała SMS-a: Jest OK.

Małżeństwo uznało, iż po prostu na kilka dni zapomni o przyjaciołach i o domku.

Na koniec ferii Teresa poczuła się lepiej.

Może pojedziesz odebrać klucze? Przy okazji zobaczysz domek, czy wszystko w porządku zaproponowała Marlena.

Dobry pomysł. Jutro rano jadę i wracam wieczorem. Sprawdzę też saunę.

Paweł pojechał. Marlena została z teściową.

Poinformowała Aldonę, iż mąż jutro zajrzy do nich. Wydawało się, iż wszystko pójdzie gładko. Jak wielkie było jej zaskoczenie, kiedy Paweł wrócił w fatalnym nastroju i nie chciał mówić o szczegółach.

Następnego dnia Aldona zadzwoniła.

Możesz wpaść do nas? zapytała, mieszkali przecież ulicę dalej.

Czy teściowa dała wam spokój? upewniła się Marlena.

Na szczęście tak, spółdzielnia naprawiła wszystko, wróciła do siebie.

Ok, będę za godzinę.

Nie powiedziała Pawłowi, gdzie idzie. Nie chciała go drażnić tą sprawą, ale musiała wiedzieć, skąd ten jego gniew.

Aldona poprosiła ją do kuchni. Bez słowa podała kartkę.

Co to?

Spis kosztów, jakie ponieśliśmy na twojej działce.

Marlena rzuciła okiem: usługi traktorzysty, elektryczna łopata, grill jednorazowy, węgiel, podpałka, siatka do grilla, trzy żarówki i zestaw olejków eterycznych do sauny.

To wszystko kupiliśmy, będąc u was.

I po co mi to pokazujesz? zdziwiła się Marlena.

Zostawiamy te rzeczy wam, więc logiczne, żebyście pokryli połowę kosztów.

Żartujesz? Marlena prychnęła.

Nie. Gdybyście mieli grill, nie musielibyśmy kupować. Gdyby była łopata elektryczną ominełoby nas. Gdyby traktorzysta odśnieżył wcześniej, nie musielibyśmy czekać dwie godziny, marnując paliwo. choćby szamponu w saunie nie było! Musiałam wszystko kupować.

Aldona, przesadzasz trochę. To nie hotel, nie musimy zapewniać szamponu i suszarki. Grill i łopatę kupiliście sami, więc zabierzcie je, nam niepotrzebne. Olejki, węgiel, siatka też wasze. Za odśnieżanie nie będę płacić, jechaliście na własne ryzyko.

Ale wy też będziecie jeździć po tej drodze…

Zanim pojedziemy, znów zasypie. I tak drogi odśnieżają za darmo, tylko w święta to problem, dlatego musieliście zapłacić. To wasz wydatek. Żarówki rzeczywiście się przydadzą, więc dam wam za nie pieniądze powiedziała Marlena, przelała sto złotych na konto Aldony i wyszła bez słowa. Nie odbierała już telefonów ani wiadomości.

Żeby wszystko było uczciwie, razem z Pawłem pojechali kilka dni później na działkę, spakowali rzeczy Aldony i Mikołaja i wysłali im je kurierem.

Teresa wróciła do zdrowia, a Marlena i Paweł znów mogli jeździć na działkę w weekendy. Aldona i Mikołaj stracili ten przywilej. Po tym incydencie przyjaźń wygasła, a Marlena i Paweł już nikomu nie powierzali swojego domku, wprawiając dawnych znajomych w zdumienie i frustrację.

Staraliśmy się pomóc… a oni? wzdychała Aldona, dzwoniąc po raz kolejny do Marleny. Nowa łopata elektryczna nie była jej potrzebna, ale żeby ją zwrócić, potrzebowała paragonu. A ten został na działce u przyjaciół…

Idź do oryginalnego materiału