No i co? – ktoś zapyta. Hmm… co?… hmm… to skomplikowane, ale spróbuję. Oczywiście, iż od końca.
Stało się zrządzeniem niemożliwych przypadków, powiązaniem w jakimś skutkowym ciągu, iż obejrzałam koniec z bardzo małej odległości. Obejrzałam cały trzydniowy festiwal, ale teraz będzie o końcówce. Opowiem, bo chcę, bo nie każdy może tam zajrzeć i pogmerać w szwach.
Na raz się nie zabraliśmy, decyzją większości zostałam, żeby przypilnować dobytku, kiedy pozostali robili pierwszą rundkę z pola namiotowego do znajdującego się na parkingu samochodu, a to wcale blisko nie było. Pomyślałam sobie, co mogłoby pójść nie tak? Poklikam w telefonie, posiedzę na krzesełku, mam wodę, mam czas, mam dobrą pogodę… czyli nie mam zastrzeżeń. Rozsiadłam się.
A adekwatnie to powinnam się cofnąć jeszcze bardziej. Komunikat brzmiał, iż do dwunastej należy opuścić pole namiotowe, o piętnastej to już zupełnie nie ma o czym mówić, będą jakieś inne… „niespodzianki”. Przeszłam się z rana po sklepach, rozbieranych, rozkładanych, rozmontowywanych. Chciałam zjeść coś ciepłego no i udało się o jedenastej czterdzieści załapałam się jako ostatni klient na frytki. Potem składaliśmy jeden namiot, drugi namiot… ale w międzyczasie przestało być miło. Jakiś patrol niedelikatnie otwierając trzeci namiot rozwalił suwak (co zauważyliśmy potem). Sprawdzał czy ktoś w nim nie śpi. Potem ten patrol poszedł do namiotu obok, a tam jakiś wywrotowiec jeszcze raczył się piwem i od tych patrolujących poszła w jego stronę wiązanka „wyper..j” „nie rozumiesz ku..wa”. No i co? Pijaczek ledwo stojący na nogach zaczął zwijać jakiś turystyczny namiot, zostawiając ten główny… po wielkich perypetiach zabrał go w końcu pod pachę i coś buntowniczo wykrzykując udał się w kierunku wyjścia. Moi tymczasem zniknęli z tymi tobołami, które udało się załadować.
Najpierw po polu przeszedł kolejny patrol, potem przyjechała ekipa na kładach i robiła wiązankową wyprowadzkę jakimś ociągającym się mieszkańcom innego namiotu. Nie byli mili, byli aroganccy, byli z tego świata przed którym wiele osób choć na te trzy dni się tutaj schroniło. Potem przyszły dwie młode kobiety jedna z wózkiem, druga z telefonem. choćby filmik nakręciły, jak to jedna z nich mówiła „a oto nasz szabrowóz”. Zerknęłam na pojazd. Było na nim kilka tobołków. Na oko materac, śpiwór i może mniejszy namiot. Dziewczyny obeszły namiot pijaczka i stwierdziły, iż „ten to tylko piwo pił”. Za dziewczynami przeszła spora grupka innych ludzi, w tym bardzo młody chłopak, który z pozostałości po porzuconych namiotach wygrzebał okulary przeciwsłoneczne bez jednej szybki… „o dzięki” – wydał z siebie jęk zawodu. Przeszukiwali to śmietnisko, chwalili się zdobyczami, oglądali pozostawione przez kogoś buty. No nic, siedzę dalej. To był ten czas kiedy wszyscy naokoło się pozwijali już i zostałam sama w okolicy. Panowie policjanci stanęli przy płocie. Rozstawili się na odległość może dwóch metrów od siebie i takim szpalerem zamierzali przeczesywać pole namiotowe. Na szczęście moi współtowarzysze zdążyli dotrzeć i zabrać resztę klamotów na wózek transportowy.
Ubikacje pozamykano, najprawdopodobniej już o dwunastej. Wokół pozostało pobojowisko i jakiś taki niesmak po tych przekleństwach w „kierunku ludzi”, rozrywający tak skwapliwie przez trzy dni budowany mały raj.
No i cóż mogę więcej? Może lepiej trochę o adekwatnym Pol`and`Rocku? To był mój pierwszy raz. Było bardzo interesująco, momentami zaskakująco, głośno przez cały czas, bezpiecznie i przyjaźnie. Jest tam jakaś magia, czy to tylko wakacje, sezon urlopowy, czy może coś więcej? Nie wiem, ale wróciłam po nim jakaś inna. Coś się we mnie odbudowało, po ostatnich zniszczeniach. Poczułam, iż nie muszę być w kant prasowana, iż mi dobrze z powiedzeniem „ żyj i pozwól żyć innym”. Zupełnie nie potrafię wytłumaczyć tego fenomenu, ale zrobił we mnie robotę. Po powrocie do domu, przez kilkanaście dni się zbierałam. Za każdym razem kiedy zamykałam oczy znów tam byłam, były namioty, muzyka, luz… Nikt mnie nie oceniał, nikt nie szukał szpili, żeby mi wsadzić najlepiej w oko, nikt nie powiedział głupiego słowa, nikt nie namawiał do „używek”. Jestem wdzięczna za to, iż byłam tam, z ludźmi z którymi byłam, i za wszystko co widziałam i co słyszałam.
Przesyłam taki mały, dłuższy film na koniec tego wpisu. Było bardzo zimno, ręce mi kostniały, i naprawdę się cieszę, iż wytrzymałam i nagrałam to „pożegnanie”. Ono jest trochę jak słowa, które może ludzie powinni usłyszeć od kogoś innego niż od Owsiaka, ale nie zawsze jest taki ktoś, kto to człowiekowi powie, więc dobrze jest, iż przynajmniej są ludzie, jak Owsiak, którzy biorą „zastępstwo”.







![Dolny Śląsk: Tajemnicza kolia z 42 zębów. Archeolodzy odkryli ją w kurhanie sprzed około 5 tys. lat [+FOTO]](https://kresy.pl/wp-content/uploads/2026/08/UMS.jpg)





