Oburzenie, bo Słowacy ukrócili tanie paliwo dla Polaków. "Chamstwo nie z tej ziemi"

natemat.pl 3 godzin temu
Mniej więcej od początku marca Polacy mieli okupować stacje paliw na Słowacji. Mieli brać kanistry i wykupywać tani olej napędowy do tego stopnia, iż "wysuszyli" stacje benzynowe na północy kraju. Jak wiadomo, to się już skończyło, bo premier Słowacji ogłosił ograniczenia dla cudzoziemców. Ale jakie emocje to zostawiło w przygranicznych rejonach, to zupełnie inna historia. – To tupet ogromny zrobić takie ograniczenie dla Polaków. Przecież oni wszystko kupują u nas! – burzy się mieszkanka gminy Bukowina Tatrzańska.


Słowacja przez dużą część marca była niemal paliwowym eldorado dla Polaków. Przy naszych cenach różnica była ogromna. Nie ma się co dziwić, iż wielu rodaków z Podhala, czy Małopolski, którzy mieli najbliżej, chciało z tego skorzystać.

– Tankowaliśmy na Słowacji w niedzielę. U nas olej napędowy kosztował ok. 8,30–9 zł za litr, a tam zapłaciliśmy trochę ponad 1,50 euro za litr, czyli ponad 6 zł. To praktycznie 2 zł na litrze – reaguje młoda kobieta z Bukowiny Tatrzańskiej, gdy pytam, czy słowackie ceny też ją skusiły. Zaznacza jednak, iż nie pojechała tam celowo. Po prostu była z rodziną na Słowacji, tankowali przy okazji.

– Na stacji było dużo Polaków, ale wielkich kolejek nie widziałam – mówi.

– A ja w niedzielę płaciłem 6,90 zł za diesela. Kolejek w ogóle nie było. Najtańsze paliwo, jakie widziałem na Słowacji kosztowało 1,52 euro za litr – dorzuca właściciel przygranicznej firmy przewozowej. On też kupił paliwo przy okazji, gdy był na Słowacji prywatnie.

"Sporo moich znajomych tankowało na Słowacji. Wiem, iż jechali z kanistrami, robili zapasy"


To był ostatni dzień przed tym, gdy słowackie stacje benzynowe miały rozpocząć egzekwowanie nowego prawa. Czyli ograniczanie sprzedaży paliwa dla cudzoziemców – w tym Polaków – którzy wcześniej rzucili się na ich stacje i wykupywali tańszy olej napędowy.

O tym, iż Polacy mieli opanować słowackie stacje benzynowe, dużo się ostatnio mówiło. W połowie marca Onet donosił, iż polskie firmy transportowe wysyłają na Słowację sznury ciężarówek. Mają większe baki, więc im opłaca się jeszcze bardziej. Z tego powodu na jednej ze stacji na Orawie już wtedy zabrakło diesla.

Jednak na pewno nie wszyscy mieszkańcy tych regionów rzucili się na słowackie stacje. Z naszych rozmów zupełnie nie wynika, jakoby z Polski miały odbywać się wielkie i masowe wycieczki paliwowe na Słowację, choć oczywiście takich, którzy korzystali z niższych cen, nie brakowało.

– Tankowałem na Słowacji, ale gdy byłem tam przejazdem. Polaków na stacji było sporo. Słyszałem też, iż moi koledzy taksówkarze robili zapasy. Jakie? Na przykład 40 litrów. Dwa kanistry po 20 litrów – mówi nam szef korporacji taksówkowej.

Inny kierowca: – Ja nie tankowałem na Słowacji, ale sporo moich znajomych tak. Wiem, iż jechali z kanistrami, robili zapasy. Z Zakopanego do najbliższej stacji na Słowacji jest 35 km. Nie opłaca się, żeby jeździć tam co chwila.

Kolejny: – Gdy byłem na Słowacji, widziałem, iż ceny na stacjach paliw są dużo niższe niż u nas. Sam chciałem zatankować, ale była taka kolejka, iż zrezygnowałem, bo trochę się spieszyłem. Zastanawiałem się, czy potem nie pojechać, ale teraz wprowadzili ograniczenia. Nie zdążyłem. Trochę szkoda.

Dużo osób mówi jednak, iż nie tankowało, nie tankuje i nie zamierza tankować u naszych południowych sąsiadów.

Premier Słowacji: Dziesiątki stacji benzynowych w północnej Słowacji dosłownie wyschły


W każdym razie słowacki rząd uznał, iż ma dość i od 23 marca wprowadził na Słowacji zmiany. – Doszło do sytuacji, w której dziesiątki stacji benzynowych w północnej Słowacji dosłownie wyschły, ponieważ cena jest niższa niż w Polsce. Dla Polaków opłacało się i przez cały czas opłaca przyjechać na Słowację w celach turystycznych i zaopatrzyć się w paliwo – ogłosił premier Robert Fico.



Co się zmienia? – Samochód można normalnie zatankować, ale od dzisiaj do kanistrów już pani nie wleje paliwa. Większej ilości już nie można kupić. I jest droższe dla cudzoziemców – tłumaczą w uproszczeniu nasi rozmówcy.

Zgodnie z rozporządzeniem Ministerstwa Finansów dla zagranicznych pojazdów ustalono nową cenę oleju napędowego – 1,826 euro za litr. To średnia arytmetyczna cen diesla w Polsce, Czechach i Austrii. Rozporządzenie ma obowiązywać przez 30 dni.

Poza tym zmienia się jeszcze to:


Tankowanie jest możliwe tylko do baku i jednego kanistra o maksymalnej pojemności 10 litrów.

Jeden pojazd może zatankować paliwo za maksymalnie 400 euro.

Automatyczne stacje, gdzie nie da się kontrolować egzekwowania tych zasad, zostają tymczasowo zamknięte.


Chcieliśmy zapytać o to mieszkańców przygranicznych terenów, ale rozmowy potoczyły się w zupełnie niespodziewanym kierunku. gwałtownie okazało się, iż na niektórych nowe słowackie prawo podziałało jak płachta na byka.

"Słowacy przyjeżdżają na jarmark w Nowym Targu, okupują Biedronkę"


– Gdy usłyszałam w radiu, iż robią nam ograniczenie do 400 euro, to mi się krew wzburzyła. Ja u nas czasem przez drogę nie mogę przejść, bo tak Słowacy jadą do nas na zakupy. Przyjeżdżają na jarmark w Nowym Targu, okupują Biedronkę, nie mają żadnych ograniczeń. Ich samochody są tak obładowane, iż ledwo jadą z powrotem. To tupet ogromny zrobić takie ograniczenie dla Polaków, gdy oni wszystko kupują u nas! – burzy się na to mieszkanka gminy Bukowina Tatrzańska.

Nie tylko ona ma takie przemyślenia. Tanie paliwo na Słowacji i reakcja słowackich władz u wielu na Podhalu wywołała podobne myśli.

– Słowacy chyba zdenerwowali się na Polaków, iż wykupują im paliwo. Ale nie mają co się tak denerwować. Słowacy też przyjeżdżają do nas na zakupy, bo w Polsce jest dla nich taniej. I widać ich tu wszędzie – reaguje kolejny z mieszkańców Podhala.

Mieszkanka z okolic Białki Tatrzańskiej: – Jak przyjdzie czwartek, to tak jadą, iż z posesji czasem wyjechać nie można. Masowo jadą na jarmark w Nowym Targu. W piątek i sobotę oblegana jest Biedronka. Wszystko kupują, całe kosze wiozą. W piątek po południu nie ma po co tam jechać, takie są tłumy. Masa słowackich aut stoi na parkingu.

Nie jest tajemnicą, iż dla Słowaków w Polsce jest tanio. Do Biedronki w Białce Tatrzańskiej Słowacy z tej okolicy mają najbliżej od granicy.

– W czwartek i sobotę mamy dni targowe. W te dni nie da się przejść przez drogę. Słowacy wywożą wszystko, co się da, bez żadnych ograniczeń. Podstawowe produkty, ale również meble ogrodowe, materiały budowlane. Wykupują mięso i wędliny. My najczęściej jeździmy dalej, do Nowego Targu. W Białce nie ma po co się zatrzymywać. Gdy w Biedronce są mięsa w promocji, to sekunda i już jest po towarze. Na Słowakach opierają się też przygraniczne masarnie – wylicza kolejna osoba z tej gminy.

Nie może uwierzyć, iż słowacki rząd zrobił coś takiego: – Słowacy też kupowali u nas paliwo. Od ubiegłego roku mają choćby karty stałego klienta Biedronki, więc mają tak samo zniżki, jak my i tym bardziej do nas przyjeżdżają. Wykupują wszystko, a nam ich rząd ogranicza paliwo? To jest chamstwo nie z tej ziemi.

Ale jak sama dodaje ze śmiechem: – Polak zawsze chce zarobić. Przecież nie będziemy nikogo wyganiać. Absolutnie nie o to chodzi.

Sama zna parę osób, które jeździły po paliwo na Słowację, ale jak mówi – to głównie firmy trudniące się transportem większej liczy osób. – Wiem, iż jeździli tankować busami. Dla nich złotówka taniej, to dużo. Ale myślę, iż cyrku z robieniem zapasów na pewno u nas nie było – dodaje.

"Nie tankowaliśmy na Słowacji. Nie opłaca mi się. Szkoda czasu"


Faktycznie, mnóstwo osób z branży transportowej, przewozowej, turystycznej czy handlowej z przygranicznych rejonów, których pytamy o słowackie paliwo, twierdzi, iż nigdy na Słowacji nie tankowały.

– Ja mam 23 km/35km/30 km do granicy. Nie opłaca mi się jeździć, żeby zaoszczędzić złotówkę – słyszę co chwila.

– Proszę pani, my mamy 2 km do polskiej stacji benzynowej. Nikt nie będzie jeździł po paliwo za granicę, choćby jeżeli kosztuje złotówkę mniej. Nie mam na to czasu – reaguje jedna z osób, która mieszka blisko granicy.

Właściciel formy transportowej: – Nie, proszę pani. Nie tankowaliśmy na Słowacji. Dojazd tam to nie jest 5 km. Z Zakopanego najbliższa stacja paliw to ok. 35 km. Oczywiście, prawdopodobnie zdarzało się, iż niektórzy tankowali galonami. Ale ja nie znam nikogo, kto jeździłby tam celowo, żeby zaoszczędzić 3 złote na litrze i wydać 30 zł na paliwo. Raczej ktoś kupował paliwo po drodze, gdy był już na Słowacji.

Słowackie reakcje również są mieszane. W komentarzach internetowych nasi sąsiedzi nie reagują tak wrogo, jak rząd. "To normalne, każdy korzysta z tańszego paliwa", "To nie wina Polaków", "Rząd trochę przesada" – tak reagowali zwykli ludzie.

Idź do oryginalnego materiału