Adrian Wykrota: Zadam ci na rozgrzewkę takie pytanie: medium czy postmedium? A może fotografia albo postfotografia?
Lena Peplińska: To jest ciekawe, bo ten dopisek „post” jest zawsze jakąś kategoryzacją, która pozycjonuje całe zjawisko. Ja bym się jednak skłaniała ku pojęciu medium. Uważam, iż ramy teoretyczne, które zostały opracowane w ubiegłym wieku do rozumienia tego, czym są teorie mediów, przez cały czas się sprawdzają.

Lena Peplińska, fot. Adrian Wykrota
Kiedy przeczytamy te wszystkie teoretyczne teksty, z którymi obcuje się m.in. na studiach fotograficznych, to myślę, iż one wciąż mają w sobie świeżość. To jest zresztą bardzo ciekawe, jeżeli chodzi o myślenie o fotografii: mimo tego, iż mówimy o jej schyłku i kryzysie, to wydaje mi się, iż paradoksalnie wszystko przez cały czas kręci się wokół czystego obrazu.
Kiedyś interesowałam się bardziej pojęciami z zakresu postfotografii, ale teraz nie potrzebuję już myśleć o tym w kategoriach „fotografia” czy „postfotografia”. Myślę o tym po prostu jako o obrazie. Dobre ramy pojęciowe to takie, które pozwalają uwzględnić i przeszłość, i przyszłość, żebyśmy mogli zrozumieć to, z czym się dzisiaj mierzymy.
AW: Wydaje mi się, iż zahaczasz tutaj chociażby o teorie związane z „czarną skrzynką” Viléma Flussera i podobnymi podejściami filozoficznymi dotykającymi teorii mediów, które z perspektywy czasu są wciąż bardzo aktualne. A gdybyśmy mogli przejść do twoich osobistych zainteresowań – artystycznych i badawczych – to co cię w tej chwili zajmuje?
LP: Najbardziej interesuje mnie korzystanie ze sztuki wizualnej w celu mapowania rzeczywistości, ale z wykorzystaniem innych narzędzi niż to, na co pozwala nam standardowa percepcja. Poza tym, to specyficzne podejście do wizualności to dla mnie metoda na uzyskanie poczucia sprawczości. Ten duży temat pojawia się w twórczości mojego kolektywu artystycznego Xtreme Girl, ale i w ogóle w mojej osobistej praktyce. Gdy tworzę cykl lub piszę tekst, zawsze zadaję sobie pytania o pojęcia takie jak prawda, sprawczość i właśnie obraz.
Często wypływają u mnie też tematy związane z systemem politycznym i przepływem kapitału. Staram się jednak zawsze uwzględniać fakt, czym jest sztuka w kontekście technologii, internetu, „czarnych skrzynek”, algorytmizacji i prawdy.
AW: W jaki sposób można badać rutyny internetowe, późnokapitalistyczne paranoje czy teorie spiskowe?
LP: Myślę, iż to fascynujące zagadnienie, ponieważ przy praktykowaniu „badania internetu” zaciera się granica pomiędzy scrollowaniem a samym procesem. Oczywiście, chciałoby się to ująć w sztywne ramy: „w tym momencie wykonuję pracę badawczą, a teraz po prostu oglądam coś, co przykuło moją uwagę”, ale najbardziej organicznie działa to wtedy, kiedy traktujesz siebie jako system percepcji, do którego po prostu wpadają różne rzeczy. Wtedy weryfikujesz: Co jest dziwne? Co jest ciekawe? Co wybija się z tego, co zobaczyłam? Szukam dla tego kontekstów, by dowiedzieć się, czym to zjawisko jest, dlaczego się zmieniło i skąd się bierze.
À propos teorii spiskowych, myślę, iż ten temat bardzo drastycznie się zmienił w ciągu bardzo krótkiego czasu. Interesowało mnie to jeszcze na studiach fotograficznych. Wracając do myśli Viléma Flussera – zachodzi tu zjawisko, o którym pisał: konfrontujemy się z obrazem. Na powierzchni widzimy katastrofę, która jest przedstawiona dzięki ognia.

montaż Adrian Wykrota
Utożsamiamy tę katastrofę z ogniem, ale prawda na jej temat to dopiero proces, który zachodzi pod spodem. To, iż spala się budynek, iż jest problem z infrastrukturą, iż ludzie tracą mieszkania, iż trzeba władować pieniądze w odbudowę, a potem ich nie ma.
Z teoriami spiskowymi to krok naprzód. Flusser pisał o tym w ubiegłym wieku, a teraz jesteśmy otoczeni technologiami, które nieustannie konfrontują nas z obrazem. To po prostu następstwo tego „spłaszczenia” i idolatrii w stosunku do obrazu. Mamy tę magię „czarnej skrzynki” w postaci fotografii, algorytmu, komputera. Ona nie zawsze jest czytelna, gdy się z nią konfrontujemy, ponieważ tak właśnie działa interfejs: ma nam upraszczać kontakt z technologią, ale zarazem redukuje ją do swojej własnej ideologii.
AW: Zgadzasz się więc ze stwierdzeniem, iż to nie my robimy zdjęcia dzięki aparatu, tylko to aparat wykonuje zdjęcie z wykorzystaniem nas?
LP: Myślę, iż to jest współpraca. Funkcjonując w polu sztuki wizualnej i myśląc o podmiocie artystycznym, dobrze jest wiedzieć, jak te różne rzeczy na siebie wpływają. Uważam jednak, iż artyści są też wektorami, które ukierunkowują i pozwalają na splecenie się tych parametrów.
Oczywiście to, jaki mamy aparat, wpływa na to, jak zdjęcie zostanie wykonane. Ale na końcu stoi osoba, która ma swój zmysł percepcji i określone doświadczenie. Dlatego dla mnie jest to splot – pewnego rodzaju kooperacja z technologią.
AW: Czyli dobrze rozumiem, iż rolą osób artystycznych jest teraz bycie przekaźnikiem? Pomiędzy technologią a tymi ważnymi rzeczami, o których chcą opowiadać, aby prezentować je w sposób przystępny dla publiczności?
LP: Tak, należy robić to w sposób ciekawy, wciągający czy choćby tajemniczy. Na studiach często zadajemy sobie pytanie o balans: czy ważniejsza jest intuicja, czy konceptualność i metodyczność? U nas, w poznańskiej szkole [UAP], to wciąż żywy temat i można trafić na wykładowców o bardzo różnym podejściu.
Sama zaczęłam zwracać się ku czemuś innemu, co jest chyba uwarunkowane szerszym ruchem. Dowiadując się, czym jest sztuczna inteligencja (AI), zaczynamy czuć silną potrzebę analogowości, „użycia swoich rąk”. Znacznie bardziej cenię teraz ten intuicyjny komponent. Uważam, iż tajemniczość, niedopowiedzenie i pewna niezrozumiałość w tym byciu przekaźnikiem jest bardzo ciekawa. Czasami trafiamy na silnie edukacyjny charakter niektórych prac. I choć to nic złego, nie ma wymogu, żeby sztuka zawsze taka była.
AW:. Czy można by w takim razie wysnuć stwierdzenie, iż osoba artystyczna poniekąd sama staje się rzeczonym interfejsem?
LP: W pewien sposób tak. To bardzo dobre porównanie, nigdy o tym nie myślałam w ten sposób! Jest taki kontrowersyjny teoretyk, Benjamin Bratton, który napisał bardzo istotną książkę o tzw. stosie – nowej koncepcji mapy, która składa się z warstw. Bratton pisze o tym, iż interfejs redukuje świat do swojej ideologii.
Myślę, iż artyści w pewien sposób działają identycznie. Różnica polega na tym, iż sztuka tworzy mikroświat. Nie musisz w niego wchodzić, a jeżeli się na to decydujesz, robisz to z własnej woli, z pełną świadomością, gotowy na to, by w ten świat wejść.
AW: Wspomniałaś o AI, więc na myśl od razu przychodzi mi obraz generowany cyfrowo. Myślisz, iż taki obraz staje się powoli symbolem naszej nowej rzeczywistości? Z jednej strony mówisz o powrocie do namacalnych, organicznych rzeczy robionych rękami. Z drugiej, w świecie przepełnionym obrazami to wszystko zaczyna się mieszać.
LP: Tak, jest to nieuniknione, iż jesteśmy przesyceni obrazami. Wiele osób to odrzuca, ale wiele też w ten świat wchodzi i z nim gra – jak chociażby na profilach mediów społecznościowych Białego Domu, co tworzy dosyć interesującą i przerażającą rzeczywistość.
Mam poczucie, iż wciąż szukamy odpowiedzi na to, czym te obrazy tak naprawdę są. Mają w sobie tę irytującą, wręcz „slopowatą” jakość, chociaż…
AW: Nie zawsze, prawda?
LP: Prawda. Praca z AI nie jest już błędem czy czymś oburzającym. Zadajemy sobie naturalne pytania i naturalnym odruchem jest przyjmowanie z ciekawością tego, czym to zjawisko jest.
Czy AI to symbol naszych czasów? Trochę na pewno, ale nie tylko to. Są różne rzeczy, które przez cały czas współistnieją. Z jednej strony mamy obraz typu slop [kiepskiej jakości], z drugiej tym, do czego doprowadził nas algorytm, jest np. totalna saturacja / epatowanie twarzą.
To nośny temat – mamy na przykład internetowych twórców i streamerów, jak Klawikular, którzy promują ideologię idealnego wyglądu, dążenia do wyliczonych, narzuconych standardów. Algorytm preferuje twarze i przez to przemienia to, jak my się prezentujemy i jak podchodzimy do reprezentacji człowieka.
Rządzi nami też komponent viralowości. Ten cyfrowy slop jest obecny wokół nas, i to w bardziej zaskakujących momentach, niż nam się wydaje i niż chcielibyśmy wierzyć. Zjawisko specyficznych halucynacji cyfrowych to również szalenie interesująca rzecz.
AW: Wracając do pracy, którą wykonujesz: jakie są twoje główne zadania w zespole Działu Sztuk Wizualnych Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury?
LP: Mamy bardzo szerokie spektrum zadań i chyba naturalnie podzieliliśmy się w zespole rolami. Z jednej strony to praca czysto pragmatyczna: komunikacja, tworzenie grafik, organizacja, wypełnianie tabelek i pisanie maili. Z drugiej, nieuniknioną i dużą częścią mojej pracy jest merytoryczne opracowywanie programu naszego działu.
Bardzo to lubię, to zadanie sprawia mi ogromną satysfakcję. Pracy w tym zakresie jest sporo, ponieważ działamy głównie w oparciu o zasoby lokalne, wielkopolskie. Praca z takimi ograniczeniami bywa bardzo uziemiająca, ale też interesująca. Sama przy okazji dużo się uczę o tym, co znaczy działać na płaszczyźnie lokalnej i czym w ogóle jest region.
AW: Wymyśliłaś i prowadzisz też bardzo interesujący cykl spotkań: „Obraz, wizje, algorytm”. Opowiesz o nim?
LP: Pojęciem wyjściowym były tu „obrazy przyszłości”. Co ciekawe, wzięło się to z lekkiego przejęzyczenia. W zeszłym roku prowadziliśmy cykl „Obrazy przeszłości” i wtedy ktoś z naszego zespołu przesłyszał się i powiedział „A co teraz? Obrazy przyszłości?”. Stwierdziliśmy, iż to świetny pomysł! Ostatecznie zmieniłam nazwę, bo poczułam, iż „przyszłość” mogłaby zbytnio ograniczać pole tematyczne.
AW: Czy to są obrazy przyszłości, teraźniejszości, czy po prostu obrazy w kontekście stricte technologicznym?
LP: W cyklu nie pracujemy z archiwum, jak w przypadku przeszłości, ale konkretnie z nową technologią. Chciałam bardzo otworzyć przestrzeń do partycypacji w czymś, co jest moim głównym obszarem zainteresowań, a jednocześnie kategorią specyficzną – mającą swoich zwolenników, ale potrafiącą nieco onieśmielać.
AW: Jakie tematy poruszacie w ramach cyklu?
LP: Pierwsze spotkanie kręciło się wokół tematu technomonarchii. Odbyło się z artystką i badaczką Kat Zavadą oraz kuratorką Sarą Szostak, które w warszawskim CSW Zamek Ujazdowski zrobiły wystawę „Ambasada”. Spekulowałyśmy podczas spotkania na temat państwa przyszłości, a dokładniej cyfrowej monarchii.

fot. Tobiasz Jankowiak, spotkanie z cyklu pn.: „Obraz, wizje, algorytm”
Analizowałyśmy polaryzację, w której żyjemy: z jednej strony mamy cyfrowość, która kojarzy nam się z decentralizacją, a z drugiej – państwo ustrukturyzowane jako monarchia cyfrowa, co jest powrotem do zamierzchłych, pionowych ram władzy. Rozmawiałyśmy, czym to jest i czy się tego boimy, czy może podchodzimy do tego z ciekawością.
Drugie spotkanie, które przed nami, będzie dotyczyło autorstwa w kontekście sztucznej inteligencji. Naszymi gośćmi będzie duet artystyczno-badawczy Noviki (Katarzyna Nestorowicz i Marcin Nowicki). Spotkanie zatytułowaliśmy „Autorstwo w stanie negocjacji”. Będziemy rozmawiać o tym, jak AI i algorytmizacja przekształcają nasze rozumienie tego, co znaczy być autorem czy artystką. Porozmawiamy o inicjatywie zaproszonego duetu, platformie Future Fragments, zrzeszającej osoby zainteresowane praktykami na przecięciu sztuk wizualnych, technologii i badań, a także o ich publikacji „I’ll Be Your Mirror”.
AW: Kiedy odbędzie się to wydarzenie?
LP: Zapraszamy 29 maja o godzinie 18:00 do Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury na ul. Prusa 3 w Poznaniu.
AW: To, o czym rozmawiamy, to bardzo istotny temat. Dużo dało mi do myślenia stwierdzenie o cyfrowych monarchiach. Odbieram to w ten sposób, iż większość zasobów i kapitału światowego jest dziś gromadzona przez garstkę osób dorabiających się m.in. na technologii. Schemat funkcjonowania monarchii jest tu idealnym odniesieniem: ktoś ma ogromną władzę (wynikającą ze stopnia posiadania) i zarządza całą resztą, dokładnie tak jak chce… To ważne, ale i trudne zagadnienie. Jakie masz pomysły albo raczej marzenia, by więcej osób zainteresowało się tematem i uświadomiło sobie działanie takich mechanizmów?
LP: Ostatnio zaczęłam silniej reflektować nad trudnym słownictwem i akademicką nomenklaturą stosowaną w rozmowach o technologii. To działa gatekeepingowo i bywa mocno zamykające. Znalazłam dla siebie taką metodę: staram się zachowywać balans i stopniowo wprowadzać rzeczy, które czynią przekaz przystępniejszym. W mojej prywatnej praktyce zwróciłam się ku bardziej poetyckim rozwiązaniom artystycznym. Nowa praca mojego kolektywu Xtreme Girl nie jest już ciężkim wideoesejem, ale ma swoją dziwną, senną fabułę.
Ale wiesz, co jest niezwykle ciekawym i skutecznym narzędziem, które pozwala ludziom to wszystko zrozumieć? Memy! One mają w sobie ten genialny komponent: syntezują trudną myśl, są viralowe i zabawne. Przyciągają uwagę.

Grafika zapowiadająca kolejne wydarzenie z cyklu pn.: „Obraz, wizje, algorytm.
To supersatysfakcjonujący moment, gdy nawiązujesz do jakiegoś mema i we właściwym środowisku nagle buduje się poczucie wspólnego zrozumienia sytuacji. Śmiejemy się, widząc np. Zuckerberga czy Elona Muska w jakimś absurdalnym kontekście. Przez to te trudne zagadnienia stają się łatwiejsze do strawienia i można je jakoś sensownie spozycjonować w swojej głowie.
Zawsze trzeba uwzględniać, iż to są tematy w jakimś stopniu niszowe, musimy o nich jednak rozmawiać. I po to właśnie są te spotkania, które organizujemy.
Obraz/wizje/algorytm 002: AUTORSTWO W STANIE NEGOCJACJI
29.05.2026, g. 18:00
WBPiCAK ul. Prusa 3, Poznań
Rozmowa z Novikami (Katarzyna Nestorowicz, Marcin Nowicki)
prowadząca: Lena Peplińska










