Jutro operacja, doktor potwierdził, iż pod pełną narkozą, trochę peniam, ale damy radę.
Dziś kolejny raz nowy klient, już się nie czuje tak niebezpiecznie;) a dlaczego się czułam przestraszona to długa historia, w sumie może i na bloga, albo i nie, jeszcze nie wiem, w każdym razie do rozważenia na potem.
Dziś nagle pogoda jak koniec maja, choc to koniec kwietnia, słońce, słońce, słońce, ja cały dzień tam i z powrotem, ale ukradziona chwilka w parku cudowna. Miałam trochę czasu, chciałam usiąść w słońcu i poprzeglądać notatki na łonie przyrody, bo czemu by nie. Ale cudem uniknęlam kompletnej wtopy, bo miałam mój terapeutyczny zegarek na rękę (ciemny, analogowy, duże, wyraźne cyfry), zagłębiłam się zatem w notatki, też analogowe, w zeszycie, przeglądałam uwagi z poprzednich sesji i pisalam przypominajki dla siebie, po chwili sprawdziłam godzinę i pomyślałam sobie, iż dziwne, wydawało mi się, iż mam niecałą godzinkę przerwy, a mam prawie dwie. Po dłuższej chwili chcialam coś sprawdzić na komputerze, otworzyłam, a tam godzina później, zrobiło mi się gorąco, zerwałam się i z powrotem do samochodu, na szczęście zdążyłam.Nie przestawiłam analogowego zegarka, o matkobosko. Wyobraźcie sobie – druga sesja, a terapeutka pomyliła godziny 😱🤠










