O tym, iż Olek przyjedzie, wiedziała już cała wieś. Dziewczyny się stroiły, fryzury układały. A Ania sierotka, po co jej te dziewczęce sztuczki? Jaka jest, taka jest. A on właśnie w niej od razu się zakochał

twojacena.pl 19 godzin temu

O tym, iż Piotr przyjedzie do wsi, wszyscy wiedzieli już od dawna. Dziewczyny się szykowały, fryzury robiły, kiecki prasowały. A Hania, sierotka, po co jej takie dziewczyńskie sztuczki? Była jaka była. A on właśnie w niej się zakochał od pierwszego wejrzenia.

We wsi zazdrościły Hani takiego chłopaka zgarnęła! Jak się pojawił po raz pierwszy, wpadł w oko wszystkim pannom wysoki, barczysty, naprawdę przystojny. Na dodatek z miasta i wykształcony. Gdzieś za granicą studiował, rodzice bogaci.

A dziadek Kazimierz swego czasu był sołtysem, dzieci porządnie wychował, teraz na wnuki czeka, szykuje się i ich sukcesami się chwali.

O tym, iż Piotr przyjedzie, cała wieś mówiła tygodniami. Dziewczyny kombinowały jak zwrócić jego uwagę, fryzjerki miały ręce pełne roboty. A Hania, swoje, skromniutka z niej dziewczyna po prostu nie przywiązywała wagi do takich rzeczy. I to właśnie ją Piotr pokochał.

Dziewczyny się starały, ale bez skutku. Po urlopie Piotr zabrał Hanię do siebie. Dziadek Kazimierz na pożegnanie powiedział: Dziewczyna w życiu przeszła już swoje, nie krzywdź jej. Obiecał, iż tego nie zrobi.

W mieście życie zupełnie inne, ciągły pośpiech i zamieszanie. Hania bardzo liczyła, iż Piotr pozostanie dla niej czuły i troskliwy. Jeszcze planując ślub, opiekował się nią, ale po miesiącu miodowym wszystko zaczęło się zmieniać. Jakby się jej zaczął wstydzić. Teściowa, pani Grażyna, mówiła do niej przez zęby, z góry. W każdym jej słowie Hania wyczuwała, iż nie jest dla syna odpowiednią żoną.

Zupa nie taka, koszule nie tak wyprane, choćby podłoga źle umyta. Hania się przejmowała, bo w jednym mieszkaniu trudno o dystans. Pracy też znaleźć nie umiała, a Piotr i tak nie był temu przychylny:

Ile ty zarobisz z takim wykształceniem? Siedź w domu, lepiej będzie.

I siedziała. Kiedy zaszła w ciążę, Piotr wniebowzięty był. Wydawało się, iż wszystko się między nimi ułoży. Teściowa przestała się czepiać, zaczęła choćby syna upominać, żeby troszczył się o żonę. Ale potem przyszło nieszczęście Hania straciła dziecko. I było jeszcze gorzej.

Na nic się nie nadajesz, ani rozumu, ani zdrowia. Twarz ładna, ale co z tego? wzdychała teściowa. Piotr tylko pobłażliwie się uśmiechał, jakby nie chodziło o jego żonę.

Druga ciąża Piotra już nie cieszyła. Nie było już troski ani ciepła. Zaczęło go irytować, iż żona nie wygląda już tak jak kiedyś. Teściowa złościła się na syna, żeby żony nie ranił, iż dziecko powinno się rodzić w miłości.

Ale Hania czuła, iż miłość się wypaliła. Każde spało w osobnym pokoju, Piotr wracał późno z pracy, gdy ona już spała.

Nocami płakała, tęskniła do rodziny, ale nikogo nie miała, nie chciała dziecku fundować losu sieroty. Próbowała walczyć o rodzinę, nie pokazywała żalu. Nikt nie miał jej zawieźć do szpitala, Piotra tydzień w domu nie było. Sama wezwała karetkę. Urodziła i nie miała choćby dokąd wrócić. Pod szpitalem czekał samochód z balonami. Ucieszyła się, wybiegła, ale Piotra nie było. Była tam za to teściowa Grażyna i dziadek Kazimierz z kwiatami.

Dzięki, wnuczko, za prezent. Lepiej niż moja prawnuczka nie ma na świecie! ucieszył się dziadek. Teściowa niby oschła, ale widać było, iż nie może się nacieszyć maleństwem, aż się przy niej kręciła.

W domu stół zastawiony, teściowa upiekła ulubiony placek Hani.

Nigdy bym nie pomyślała, iż Piotr okaże się takim łajdakiem nie wytrzymała Grażyna. Zostawił cię samą z dzieckiem. Ale poradzimy sobie, nie pozwolimy was skrzywdzić. Przepiszę na ciebie mieszkanie, niech on sobie radzi. Nam ciasno będzie, a i tak mógłby przyprowadzić tu jeszcze niejedną żonę.

Jak ją nazwiemy? spytał dziadek Kazimierz. Może Marysią, jak twoja mama?

Hania się popłakała, dawno nie płakała tak szczerze. Teściowa ją pogłaskała:

Nie martw się, szczęście jeszcze do ciebie przyjdzie. Zobacz, jak pasuje ci macierzyństwo. A on idiota nie docenił.

Do wsi pojadę, tam nam będzie lepiej.

I słusznie poparł Kazimierz. Wychowamy wnuczkę razem.

***

Dwa lata po powrocie do wsi Hanię poprosił o rękę Andrzej, prosty, pracowity chłopak z sąsiedztwa. Gdyby nie przeżycia z Piotrem, Hania by choćby na niego nie spojrzała, ale teraz zmieniła się najważniejsze było serce i żeby nikt jej nie krzywdził.

Wyjdź za Andrzeja, nigdzie lepszego nie znajdziesz. Chłopak dobry, znasz go od dziecka. A co, jeżeli Piotr wróci?

Hania choćby nie pozwoliła dokończyć.

Nie wróci. I już go nie kocham.

I dobrze ucieszył się dziadek. Szykujemy wesele!

***

Na wesele przyjechała Grażyna.

Jak się odnosisz do Hani pouczała Andrzeja z niezadowoleniem dziś szła pieszo z pracy, a w domu porządek taki sobie, rajtuzki Marysi nieuprasowane

Kim pani jest? zirytował się Andrzej.

Teściowa.

Była poprawił Andrzej.

Już nie kłóćcie się roześmiała się Hania bo teściowa to tak naprawdę nigdy nie jest byłą.

Z przejęcia tak gadam tłumaczyła się Grażyna. Boję się tylko, iż nie pozwolicie mi spotykać się z wnuczką.

Proszę przyjeżdżać, kiedy pani zechce odpowiedział Andrzej ale rodzinę budujemy sami, po swojemu.

Hania z dumą spojrzała na Andrzeja: Ten mnie na pewno nie skrzywdzi pomyślała i uśmiechnęła się przez łzy.

Dziś wiem, iż szczęście nie zawsze przychodzi tak, jak sobie wymarzysz. Ważne, by nie bać się walczyć o swój spokój i nigdy nie godzić się na byle jaką miłość. Liczy się szacunek, serce i własny dom, gdzie nikt nie pozwoli ci płakać w samotności.

Idź do oryginalnego materiału