O tym, iż Olek miał przyjechać, wiedziała już cała wieś. Dziewczyny szykowały się, układały fryzury. A Ania – sierotka – po co jej takie dziewczęce sztuczki? Jaka jest, taka jest. I właśnie w niej Olek zakochał się od razu.

newsempire24.com 1 dzień temu

O tym, iż Michał przyjedzie, wiedziała już dawno cała wieś. Dziewczyny szykowały się, fryzury robiły, suknie prasowały. Ale Zosia, sierota, po co jej te dziewczęce podstępy? Jaka jest, taka jest. I tak właśnie od razu Michał się w niej zakochał.

W całej wsi zazdrościli Zosi takiego chłopaka sobie upatrzyła. Jak tylko się pojawił pierwszy raz w Wielkopolu, wszystkie dziewczyny od razu zmiękły. Postawny, wysoki, przystojny. A do tego z miasta i wykształcony. Uczył się gdzieś za granicą, rodzice bardzo bogaci.

Jego dziadek był kiedyś sołtysem, wszystkich swoich dzieci ludzi porobił, teraz tylko wnuków wyczekuje i ich sukcesami się chwali.

Wiadomość o przyjeździe Michała rozeszła się lotem błyskawicy. Dziewczyny plotkowały i zabiegały o uwagę, ale on tylko na Zosię patrzył. Ona nie wierzyła w swoje szczęście, przecież choćby nie miała na sobie nic nowego. A on jej serce wybrał.

Inne dziewczyny starały się na wszystkie sposoby zwrócić na siebie jego uwagę nic z tego. Po urlopie wziął Zosię ze sobą do miasta. Przed wyjazdem dziadek Władysław udzielił mu rady Dziewczyna wycierpiała już w życiu, nie krzywdź jej. Michał przyrzekł.

W mieście życie było zupełnie inne, hałaśliwe, pełne pośpiechu. Zosia miała nadzieję, iż Michał pozostanie taki czuły i troskliwy, jak był wcześniej. Póki przygotowywali się do ślubu, wszystko było dobrze razem troszczyli się o szczegóły, byli czuli.

Ale po miesiącu miodowym Michał się zmienił. Jakby się zaczął swojej młodej żony wstydzić. Teściowa bardzo ozięble z nią rozmawiała, patrzyła na nią z góry. W każdym wypowiedzianym słowie Zosia czuła, iż nie jest równa jej ukochanemu synowi.

Zupa według niej za słona, koszule nie tak wyprane, podłoga myta źle. Zosia się zamartwiała, ale co tu robić, skoro wszyscy mieszkali razem? Do pracy nie udało się jej dostać, a Michał zabronił:

Ile ty byś tam zarobiła po swojej szkole? Siedź już w domu.

Siedziała więc. Kiedy zaszła w ciążę, Michał oszalał ze szczęścia. Wydawało się, iż wszystko zaczyna się układać. Teściowa przestała narzekać, choćby syna upominała, żeby dbał o żonę. A potem przyszła tragedia. Zosia straciła dziecko. Wszystko stało się jeszcze gorsze.

No widzisz, do niczego się nie nadajesz, ani rozumu, ani zdrowia. Tylko buzia ładna, a co z tego wzdychała teściowa. Michał uśmiechał się wtedy pobłażliwie, jakby nie o jego żonie mówiono.

Druga ciąża już nie wywołała u męża radości. Nie było już czułości, troski pojawiło się tylko zirytowanie, iż figura się zmieniła. Matka napominała go, żeby nie ranił żony dziecko powinno rodzić się w miłości.

O jakiej miłości tu mówić, Zosia czuła, iż mąż zupełnie od niej odsunął się. Zaczęli spać w osobnych pokojach, on spieszył do pracy, wracał, kiedy już spała.

Noce Zosia przepłakiwała, ale co robić, rodziców już nie miała, a takiego losu nie chciała swojej córce. Starała się utrzymać rodzinę, nie okazywała żalu.

Nawet nikt nie miał jej zawieźć do szpitala, Michała nie było w domu od tygodnia. Sama zadzwoniła po karetkę. Urodziła, nie zadzwoniła do nikogo nie wiedziała przecież nawet, dokąd wracać. Na schodach czekał na nią samochód z balonami. Zosia się ucieszyła, wybiegła, a Michała nie ma. Stali teściowa i dziadek Władysław, odświętni, z kwiatami.

Dziękuję ci, wnuczko, za prezent. Lepszej prawnuczki na świecie nie ma cieszył się dziadek. Teściowa powściągliwa, ale widać było, iż małej nie może się naoglądać. Cały czas się nią zajmowała.

W domu stół nakryty, ciasto Zosi, jej ulubione, upieczone przez teściową.

Nie myślałam, iż Michał taki łobuz z niego wyrośnie nie wytrzymała z oceną pani Halina. Poszedł sobie, zostawił dziewczynę z dzieckiem. Ale nic, poradzimy sobie. Zobaczymy, ile wytrzyma bez nas. Nie pozwolimy cię skrzywdzić. Wypiszę go z mieszkania, niech mieszka gdzie chce. W końcu tu się robi tłoczno, jeszcze by nową żonę przyprowadził.

Jak ją nazwiemy? zapytał dziadek Władysław. Może Hania, tak jak twoja mama?

Zosia się rozpłakała, dawno nie pozwoliła sobie na łzy. Teściowa pogłaskała ją po głowie:

Nie martw się, będziesz jeszcze szczęśliwa. Widzisz, jak ci macierzyństwo pasuje. A on po prostu nie docenił.

Pojadę do wsi, tam nam będzie lepiej.

I bardzo dobrze zgodził się dziadek. Wychowamy razem wnuczkę.

***

Dwa lata po powrocie do Wielkopola oświadczył się jej Tomek, zwykły chłopak ze wsi. Kiedyś, jeszcze przed Michałem, Zosia choćby by nie spojrzała na takiego. Teraz jednak zmieniła się najważniejsze było, by był kochający i nikogo jej nie oddał.

Wyjdź za niego, gdzie ty lepszego znajdziesz? Dobry chłopak, znasz go od dziecka. A jakby Michał wrócił…

Zosia nie dała dokończyć.

Nie wróci. I ja już go nie kocham.

I bardzo dobrze ucieszył się dziadek. Będziemy się do wesela szykować.

***

Na wesele przyjechała pani Halina.

Jak ty do Zosi się odnosisz mówiła Tomkowi niezadowolonym tonem dziś wracała z pracy pieszo. I w domu bałagan, rajstopy Hani nieuprasowane.

Kim pani jest? zezłościł się pan młody.

Teściową.

Byłą poprawił Tomek.

Dajcie spokój z tymi kłótniami roześmiała się Zosia. Teściową na zawsze się zostaje.

To ze zmartwienia tłumaczyła się pani Halina. Boję się, iż nie pozwolicie mi widywać wnuczki.

Przyjeżdżaj, kiedy chcesz powiedział Tomek ale rodzinę będziemy budować sami, bez niczyjej pomocy.

Zosia z dumą spojrzała na Tomka Ten już mnie nikomu nie odda pomyślała i uśmiechnęła się.

Dziś już wiem jedno: szczęście nie zależy od bogactwa, miasta czy cudzych opinii. Najważniejsze to mieć przy sobie ludzi, którzy naprawdę kochają i nie pozwolą cię skrzywdzić.

Idź do oryginalnego materiału