Samotna matka, smutna i wyobcowana, stała sama przy stole weselnym, stała się celem drwin, gdy podszedł do niej szef podziemia i szepnął: Udawaj, iż jesteś moją żoną i zatańcz ze mną.
Śmiech wokół nich zagłuszał muzykę.
Bogna siedziała w rogu sali w Warszawie, ręce splecione nerwowo w pośladkach, wzrok przyczepiony do niechlubnej szklanki szampana, której blask nie dotykał jej ust. Jej kwiecista suknia pożyczona, nieco wyblakła ledwo maskowała zmęczenie w oczach. Po drugiej stronie sali pary kołysały się pod złotymi żyrandolami, a szepty otaczały ich stół niczym łowcy w locie.
To samotna matka, co nie? drwiła druhna z pogardą. Mąż ją zostawił. Nic dziwnego, iż jest sama zaśmiała się inna dama.
Bogna wciągnęła powietrze, obiecując sobie, iż nie zapłacze nie dziś, nie na weselu swojej siostry. ale gdy ujrzała ojca i córkę tańczących w rogu, coś w niej pękło. Pomyślała o małym Mateuszu, który spał w domu pod opieką niani. Przypomniała sobie wszystkie noce, w które udawała, iż wszystko jest w porządku.
Nagle zza jej pleców dobiegł spokojny, niski głos: Zatańcz ze mną.
Odwróciła się i stanęła twarzą w twarz z mężczyzną w bezbłędnym czarnym garniturze. Szerokie ramiona, ciemne oczy i aura, która przytłaczała całą salę. Rozpoznała go od razu Władysław Wilk Nowak, znany w kręgach jako potężny boss mafijnego podziemia, choć w plotkach określany był jako właściciel firmy budowlanej z Łodzi.
Ja nie znam cię wymamrotała.
To udawajmy więc odpowiedział cicho, wyciągając rękę. Udawaj, iż jesteś moją żoną. Tylko na jeden taniec.
Goście zamilkli, gdy Bogna wahała się, palce drżąc, wymykając się z pewnego uścisku. Zaskoczenie przeszło po sali, gdy Wilk poprowadził ją na środek parkietu. Zespół zmienił melodię, a powolny, nastrojowy utwór wypełnił powietrze.
Podczas wspólnego kroku dostrzegła coś dziwnego: szepczące krytyki ucichły. Nikt już nie odważył się szeptać. Po raz pierwszy po latach Bogna nie czuła się niewidzialna. Czuła się dostrzeżona. Chroniona.
Gdy Wilk pochylił się, głosami ledwie powyżej szeptu, wypowiedział słowa, które miały wszystko odmienić:
Nie patrz wstecz. Tylko się uśmiechnij.
Muzyka przycichła, ale sala pozostała w ciszy. Wszystkie spojrzenia spoczęły na nich: tajemniczym mężczyźnie i samotnej matce, która nagle wyglądała jak królowa. Dłoń Wilka spoczęła lekko na jej talii, a oczy przeszywały tłum z precyzją drapieżnika.
Kiedy utwór dobiegł końca, odciągnął ją poza okrąg taneczny. Świetnie sobie radziłaś mruknął.
Bogna mrugnęła. Co właśnie się stało?
Powiedzmy po prostu, odparł Wilk z półuśmiechem, iż potrzebowaliśmy odwrócenia uwagi.
Usiedli przy stole w rogu, serce Bogny waliło jak młot. On nalał jej drink, każdy ruch był spokojny i wyważony. Ci ludzie już ci nie będą przeszkadzać rzekł, spoglądając na szemrzącą salę. Boją się tego, czego nie rozumieją.
Obserwował ją: szczękę, bliznę przy uchu, sposób, w jaki jednocześnie wydaje się niebezpieczny i łagodny. Nie miałeś mi pomóc.
Nie robiłem tego dla ciebie wyznał cicho. Ktoś w tej sali chciał mnie ośmieszyć. Ty pomogłaś mi odwrócić role.
Bogna zmarszczyła brwi. Czyli byłam tylko przykrywką?
Może odrzekł, a jego wyraz twarzy złagodniał. Ale nie spodziewałem się, iż spojrzysz na mnie tak, jakbyś patrzyła na człowieka.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, podeszli dwaj mężczyźni w ciemnych garniturach, szepcząc po włosku. Twarz Wilka zmieniła się. Wstał gwałtownie. Zostań tutaj rozkazał autorytatywnie.
Jednak ciekawość zwyciężyła Bognę. Wyszła za drzwi, jej kroki delikatnie odbijały się echem po marmurowej podłodze.
Obok kamerdynera zobaczyła Wilka rozmawiającego z nieznajomym, którego ręka ukrywała pistolet pod kurtką. Słowa były ostre, napięte. Nieznajomy odjechał samochodem, a Wilk odwrócił się, patrząc na nią z niezadowoleniem.
Nie powinno cię to tu doprowadzić rzekł, podchodząc. Nie miałem takiego zamiaru… przerwał Jesteś odważna albo głupia.
Jego wzrok utkwił w niej. Teraz, gdy mnie zobaczyłaś, nie znikniesz z mojego życia, Bogno.
Nocny wiatr niósł zapach róż i lęk.
Po raz pierwszy Bogna pojąła, iż wpadła w coś znacznie większego niż ona sama.
Dwa dni później Wilk zapukał do drzwi ich małego mieszkania. Mateusz budował wieże z klocków LEGO w salonie, podniósł wzrok i zapytał: Mamo, to ten facet z wesela?
Wilk uśmiechnął się delikatnie. Taki jest.
Bogna zamarła, nie wiedząc, czy go wpuścić. Nie powinieneś być tutaj.
Wiem rzekł, zbliżając się. Ale nie lubię zostawiać niedokończonych spraw.
Rozejrzał się po pomalowanej tapecie, po używanych meblach, po ciszy w jej oczach. Zbyt długo walczyłaś sama dodał. Nie musisz już.
Bogna skrzyżowała ramiona. choćby mnie nie znasz.
Wiem, co to być ocenianym przez innych powiedział wolno. Być złym bohaterem w cudzej opowieści.
Cisza wypełniła niewielki pokój. Mateusz wyłonił się z za kanapy z małym samochodzikiem. Wilk ukląkł. Piękne koła powiedział. Chłopiec uśmiechnął się rzadko, szczerze, topiąc serce Bogny.
Dni przechodziły w tygodnie, a Wilk przychodził częściej. Czasem przynosił zakupy, innym razem naprawiał zepsuty zamek w drzwiach. Czasem po prostu stał w kuchni, gdy Bogna czytała mu opowieści przed snem.
Plotki krążyły wokół niego o władzy, niebezpieczeństwie, krwi ale nic nie liczyło, gdy był w jej kuchni, pomagając Mateuszowi z zadaniami. Nie był tym, o którym szeptał świat. Był po prostu Wilkiem.
Pewnej nocy, gdy deszcz lał jak wiadro, Bogna w końcu zapytała: Dlaczego ja?
Spojrzał na nią spokojną, intensywną twarzą. Bo gdy wszyscy odwrócili wzrok, ty nie zrobisz tego.
Nie wiedziała, czy kiedykolwiek będzie mogła mu całkowicie zaufać, ale po raz pierwszy od lat nie bała się przyszłości. Kobieta, którą kiedyś wyśmiewano i litościowo współczuli, odzyskała siłę nie z baśni, ale z czegoś surowego, nieidealnego i żywego.
Stojąc przy oknie, patrząc na deszcz, Wilk szepnął: Może w końcu nie była to taka zła myśl, by udawać.
Bogna uśmiechnęła się. Może nie.
Co byś zrobił, gdyby mężczyzna taki jak Wilk poprosił cię, byś na jedną noc udawała jego żonę? Powiesz tak czy odejdziesz? Podziel się w komentarzu, ciekawi mnie twoja odpowiedź.
