Jolanta Kwiatek wyszła z multipleksu przy Lwowskiej i od razu zapaliła papierosa, mimo iż rzuciła trzy miesiące temu. Obok niej szedł Rafał, jej szwagier, w tej samej kurtce co zawsze, tej z przetartym mankietem.
– No i jak, "Odyseja"? – spytał, otrzepując śnieg z butów przy wejściu do baru na dworcu.
– Dobry. Ale przesadzili z tą wolnością twórczą pod koniec.
– Z obsadą?
– Nie, z samą fabułą. Pod koniec kompletnie odjechali od pierwowzoru. W pewnym momencie ja już nie ogarniałam, co się dzieje.
– No to co się dzieje?
Zamówiła dwie herbaty, bo kawa o tej porze już jej szkodziła, i usiadła przy stoliku pod telewizorem, który akurat pokazywał prognozę pogody bez dźwięku.
– Ulisses wraca do Itaki po dwudziestu latach, tak? I zastaje w swoim domu tych zalotników.
– No, klasyka.
– Którzy mu ograbili cały majątek. Dom, ziemię, wszystko.
– Pamiętam, pamiętam.
– I teraz – urządza rzeź. Idzie po kolei i wyrzyna ich co do jednego.
– No to jeszcze zgodnie z oryginałem.
– Tylko iż wtedy dzieje się coś dziwnego. Sąd go osądza i skazuje za to, iż ich wymordował.
– No, w sumie logiczne.
– Ale połowa Itaki twierdzi, iż wcale nie logiczne, iż miał prawo, bo tamci włamali mu się do domu i okradli go z wszystkiego.
– Dobra, rozumiem, ale to była zemsta, zaplanowana, sam mówiłeś, iż szedł po kolei.
– Czekaj, bo to się dopiero rozkręca. Cała wyspa dzieli się na pół, a potem część polityków zaczyna to wykorzystywać, żeby przepchnąć przekaz, iż samosąd to sprawiedliwość.
– Kiepski pomysł.
– I jeden z tych polityków mówi, iż Ulissesa trzeba ułaskawić, tylko zapomniał, iż łaskę może dać wyłącznie ten cały bogaty homerycki koleś, więc robi się jeszcze niezła kompromitacja na poziomie instytucji.
Kelnerka postawiła herbaty, rozlewając trochę na spodek. Rafał zamieszał łyżeczką, chociaż cukru nie sypnął.
– Ile trwa ten finał?
– Cała wieczność. W każdym razie wszyscy mieszkańcy Itaki zaczynają się okopywać: jedni mówią, iż dobrze mu tak, niech siedzi, drudzy iż na jego miejscu zrobiliby to samo.
– A ty jako widz?
– No coś w tym filmie musi być, bo człowiek czuje się, jakby tam stał, i sam ma ochotę się opowiedzieć po jednej ze stron.
– To dobry film czy nie?
– Nie wiem. Straszny bałagan. Wychodzisz trochę przytłoczony.
– To akurat typowe dla Nolana.
– Ale poza tym wszystkim zostawia dziwne wrażenie.
– Jakie?
Zgasiła papierosa w popielniczce, choć jeszcze się palił, i odsunęła filiżankę na środek stołu.
– Że gdyby zamiast Ulissesa była Helena, tego całego larum nikt by nie zrobił.
– Dlaczego?
– Bo Helena jest czarna.
Przy stoliku z telewizorem milczący skończył się prognoz pogody, zaczęła się reklama banku, a Rafał tak i nie sorbnął ze swojej filiżanki — zastygła, zimna, między nimi dwoma.












