Noworoczny cud: Rita zostaje sama na święta, by opiekować się kwiatami i żółwiem przyjaciółki, gdy P…

polregion.pl 1 dzień temu

Dziennik 31 grudnia

Dzisiaj przyszłam do mieszkania mojej przyjaciółki Malwiny, by podlać jej kwiaty i nakarmić jej żółwia. Malwina wraz z mężem pojechali w góry, odpocząć w Zakopanem. Dała mi klucz do mieszkania i powierzyła to zadanie wiedząc, iż jestem najbardziej odpowiedzialna z grona naszych znajomych.

Gdy przekroczyłam próg mieszkania i weszłam do przedpokoju, osłupiałam. Wszędzie było włączone światło, choinka mieniła się lampkami, a z telewizora sączyła się głośna muzyka. Z łazienki natomiast dobiegały jakieś dźwięki. Otworzyłam drzwi do łazienki, a ręce same opadły z zaskoczenia.

No cóż Święta spędzam w samotności. adekwatnie nie w szlachetnej samotności, a raczej w przygnębiającej.

Malwina wyjechała już pięć dni temu. To właśnie jej powierzyłam obowiązek, a adekwatnie ona mi podlewanie roślin i karmienie żółwika.

Mieszkałyśmy w jednym bloku, ale w różnych klatkach.

Zgodziłam się jej pomóc. Wtedy jeszcze nie miałam pojęcia, co mnie czeka.

Na tydzień przed Sylwestrem, mój chłopak, Tomek, z którym byłam dwa lata, przy kolacji oznajmił, iż zakochał się w innej! A ta inna jest już w czwartym miesiącu ciąży! Jako odpowiedzialny facet postanowił się z nią ożenić tak domagała się ona, jej mama i babcia. Tomek nie miał zamiaru się sprzeciwiać.

A co ze mną? spytałam zdezorientowana.

Tomek spokojnie zjadł kolację do końca, wytarł usta serwetką i odpowiedział:

Ty? Nie przejmuj się. Umówmy się, nie jestem dla ciebie aż taką stratą. Od dawna nie było już między nami uczucia, tylko przyzwyczajenie. Powinnaś mi być wdzięczna, iż oswobadzam cię ode mnie. Pomożesz mi spakować rzeczy? Nie? Trudno, zrobię to sam.

I zaczął się pakować

Cztery dni przepłakałam bez wychodzenia z domu. Dopiero potem przyszła do mnie Ola. Okazało się podczas rozmowy, iż przez te wszystkie dni nie jadłam nic, tylko piłam kawę

Ola, ja i Tomek mieliśmy spędzać sylwestra razem stolik w restauracji rezerwowany od dawna. Teraz Tomek przyjdzie już z żoną, tą nową. W żadnym razie nie chciałam świętować z rodzicami od razu zaczęliby mnie żałować. Moja mama nigdy go nie lubiła

31 grudnia znowu czekałam na cud. Jak co roku Wiem, iż rozum mówi, iż cuda nie istnieją, ale przecież wszyscy po cichu marzą i wypowiadają życzenia w sylwestrową noc.

Dzień powoli przechodził w wieczór nic się nie działo. Przypomniałam sobie, iż nie oddałam Tomkowi prezentu, który mu przygotowałam. Teraz mam piękny, puszysty sweter z błękitnej, miękkiej wełny. Kupiłam go tuż przed rozstaniem. Był dość drogi, chyba z trzysta złotych Przymierzyłam go za szeroki na ramionach Pewnie i na Tomka byłby za duży pomyślałam i odstawiłam go z powrotem do torby prezentowej.

Późnym wieczorem umalowałam oczy i przyrzekłam sobie nie płakać. Wyszłam na miasto. Wierzę bowiem, iż jak spędzi się Sylwestra, taki będzie cały następny rok. Lepiej przespacerować się po Krakowie podczas świątecznej nocy, niż zaszyć się w mieszkaniu w samotności.

Do północy zostało półtorej godziny. Miałam nadzieję, iż gwałtownie zleci i wrócę do siebie.

Padał deszcz, było ponuro i pusto. Weszłam do Żabki po coś do picia. Wsuwając rękę do kieszeni poczułam kartkę lista Malwiny przed wyjazdem. Po kwiatach, drugim punktem było karmienie żółwia dwa razy w tygodniu. Zamarłam. No tak, choćby o tym zapomniałam! Co Malwina by mi zrobiła, gdyby żółwiowi coś się stało?! Koniec z tym Nowym Rokiem!

Wybiegłam z zakupami, ruszyłam podlać rośliny i nakarmić żółwia.

Gdy przekręciłam klucz w zamku, weszłam do środka i zaniemówiłam. Cały salon rozświetlony, choinka żywa od światełek, telewizor gra na cały regulator. A z łazienki szum i śpiew.

Otwieram a tam obcy mężczyzna, ogoli się, śpiewając Hej sokoły.

Przez sekundę pomyślałam, iż to włamywacz. Ale po co miałby się golić?

Kim pan jest?! zapytałam stanowczo.

Mężczyzna rozejrzał się, przetarł twarz ręcznikiem i uśmiechnął się szeroko:

Spokojnie, jestem kuzynem Malwiny, nazywam się Michał. Na co dzień pracuję we Wrocławiu, przyjechałem na konferencję. Miałem wracać do rodziny, ale nie udało się. Skontaktowałem się z Malwiną, pożyczyła mi klucz. Mam nadzieję, iż mi wybaczysz ten widok uśmiechnął się ciepło.

Żółwia pan widział? zapytałam nieoczekiwanie.

Jasne, choćby go nakarmiłem. Poszedł sobie w tamtą stronę wskazał kąt za kanapą.

Założył koszulę i powiedział:

A może Sylwestra spędzimy razem? Do północy już tylko dziesięć minut!

Nagle ocknęłam się, wybiegłam z mieszkania, a Michał wyszedł za mną i zawołał:

Hej! Co ja takiego zrobiłem?! Dokąd biegniesz?!

Pobiegłam do siebie po torbę z prezentem, wróciłam do Malwiny mieszkania drzwi wciąż były otwarte, a zegarek wybijał dwunastą.

Michał podał mi kieliszek prosecco, a ja wręczyłam mu paczkę.

Dla pana, na nowy rok! uśmiechnęłam się.

Otworzył prezent wewnątrz był puszysty, błękitny sweter. Przymierzył był idealny, choćby w ramionach.

Wiele miałem niespodzianek na Sylwestra, ale ta jest chyba najlepsza powiedział Michał.

Pomyślałam wtedy, iż moje dwa sylwestrowe niespodzianki to: rozstanie z Tomkiem i poznanie Michała. Nic nie powiedziałam, tylko się uśmiechnęłam.

Kolejnego Sylwestra świętowaliśmy już wspólnie: Michał, ja i nasza mała córeczka w jego domuNa zewnątrz eksplodowały pierwsze fajerwerki. Przez chwilę staliśmy w oknie, śmiejąc się głośno, jakbyśmy znali się od zawsze. W kąciku salonu żółw z zainteresowaniem patrzył na światełka odbijające się na podłodze.

Do nowego początku powiedział Michał, lekko stukając swoim kieliszkiem w mój.

Moje oczy nagle zaszkliły się łzami, ale tym razem nie ze smutku. Może to przez te świąteczne światła, może przez dwie lampki prosecco, a może po prostu z wdzięczności, iż nie wszystko musi kończyć się samotnością. Spojrzałam na Michała i pomyślałam, iż jeżeli cokolwiek powinno się wydarzyć w sylwestrową noc, to właśnie przyjaźń, uśmiech i poczucie, iż jeszcze wszystko jest możliwe.

W końcu nie takie cuda spotykają ludzi w Nowy Rok.

Po północy zatańczyliśmy do przeboju z telewizora, żółw powoli kręcił się obok, a miejsce po Tomku tam, gdzie kiedyś stała jego walizka zajęła teraz torba już pusta, ale za to wypełniona obietnicą nowego rozdziału.

I choć przez chwilę miałam wrażenie, iż świat dookoła zwalnia i pozwala mi zacząć jeszcze raz, z czystą kartą, odważyłam się pierwszy raz od dawna wypowiedzieć życzenie: by nigdy więcej nie zapominać o sobie, o kwiatach, żółwiach i o niespodziankach, jakie szykuje życie.

Przytulona do Michała, patrzyłam na rozświetlone niebo, myśląc: tym razem dobrze się zaczyna.

Idź do oryginalnego materiału