Noworoczny cud pod polską choinką – czyli jak Piotrek zapomniał o prezencie dla córeczki, Ania ugotowała kilogram sałatki jarzynowej, a niespodziewany kotek od bezdomnego Mieczysława sprawił, iż cała rodzina poczuła magię świąt (oraz co z tego wynikło w garażu i na warszawskim osiedlu)

newsempire24.com 1 dzień temu

Cud pod koniec roku

Staszek, czy możesz mi wytłumaczyć, jak mogłeś zapomnieć?! Przecież rano kilka razy ci przypominałam, a jeszcze SMSa wysłałam! Lena patrzyła na męża z wyrzutem.

Staszek stał w drzwiach kuchni z miną winowajcy, wzruszając ramionami.

Sam nie wiem, Lena zupełnie mi wyleciało z głowy, tłumaczył się.

A telefon?

Nie wyciągałem z kieszeni, nie widziałem twojej wiadomości

Lena zaczęła kipieć złością.

To nowego akumulatora do swojego grata nie zapomniałeś kupić, ale iż trzeba prezent pod choinkę dla naszej córki, to już z głowy wyleciało?

No tak Sklep z częściami tylko do dwudziestej otwarty, spieszyłem się, zapomniałem o wszystkim. Przepraszam.

Czasami, Staszek, mam wrażenie, iż twoja stara Syrena jest ci ważniejsza od Zuzanki, Lena osunęła się ciężko na stołek, rzucając spojrzenie na zegar.

Była pięć minut do jedenastej.

Późno, noc za oknem, nie da się już nic naprawić. Bezradność bolała jeszcze bardziej.

Lena, daj spokój, wiesz, iż kocham Zuzkę. To się po prostu stało zapomniałem komuż się nie zdarza?

Mnie się nie zdarza, Staszek! Lena chciała krzyknąć, ale powiedziała szeptem, by córka przypadkiem niczego nie usłyszała.

Mąż chciał objąć żonę, by ułagodzić nadciągającą burzę, ale ona się odsunęła i odwróciła plecami

a potem zaczęła przekładać sałatkę jarzynową do miski.

Pół dnia się męczyłam z tą sałatką, żeby mężowi zrobić przyjemność, a on a on zapomniał, iż trzeba kupić prezent dla córki!”

Wiedziałam, iż wszystko sama powinnam zrobić, dalej poszeptem narzekała Lena. Ale nie, zaufałam tobie, Staszek. Myślałam, iż jesteś odpowiedzialny.

Wiem, iż zawiniłem, ale jak spojrzeć nic tragicznego się nie stało, bronił się Staszek. Nie będzie prezentu pod choinką, trudno. Powiemy Zuzce, że

Co powiemy, kochany? Że tata ma już sklerozę w wieku 37 lat? Albo iż ważniejszy był dla niego akumulator?

Że Mikołaj miał w tym roku po prostu dużo do zrobienia i nie dał rady przynieść prezentu. Jutro rano kupię prezent, dam jej uroczyście. Tak jakby od Mikołaja.

A gdzie go kupisz?! Jutro wszystko zamknięte, może tylko Żabka czynna. Ach, Staszek

Nie było dziwne, iż Lena była zła.

Kiedy urodziła się Zuzia, pojawiła się w ich rodzinie szczególna tradycja: w sylwestrową noc po północnych dzwonach wszyscy zjawiali się przy choince i znajdowali prezent.

Najbardziej czekała na to Zuzka, która jak każde dziecko wierzyła w Mikołaja i świąteczne cuda. Była taka szczęśliwa, kiedy znajdowała pod drzewkiem coś o czym marzyła.

Oczy jej wtedy tak płonęły, gdy rozwiązywała wstążkę na małym pudełku.

Dziś też Zuzka już kilka razy zaglądała pod choinkę, opowiadając mamie, jak nie może się doczekać prezentu od Mikołaja.

Ciekawe, co w tym roku mi podaruje? zastanawiała się dziewczynka. Marzę o rowerze, jak ma Jasiek z klatki obok. Ale rolki też bym chciała.

Lena uśmiechała się do Zuzi. Właśnie o rolki poprosiła męża.

Z reguły to ona wybierała prezent, ale dziś Staszka ściągnęli nagle do pracy, więc uznała, iż bez sensu jechać, skoro mąż może wszystko kupić po drodze.

Staszek wrócił po ósmej, a kiedy parę godzin później Lena z tajemniczym uśmiechem zapytała o prezent, nagle przypomniał sobie, iż niczego nie kupił

Lena, nie psujmy sobie nastroju w taką noc, próbował jeszcze raz Staszek, chcąc pogodzić żonę. Naprawdę, nie specjalnie. Po prostu się stało. Chcesz, to ja sama z Zuzką pogadam i jej to jakoś wytłumaczę? Na pewno zrozumie.

Lena nie odpowiedziała. Układała naczynia łzy spływając po policzkach. “Jak można było zapomnieć o prezencie dla dziecka?

Do ostatniej chwili miała nadzieję, iż Staszek schował gdzieś paczkę, tylko czeka na odpowiedni moment. Ale przecież wszystko już zamknięte

Pomóc ci w czymś? spytał niepewnie Staszek, patrząc, jak Lena rozstawia talerze.

Dziękuję już pomogłeś.

W tym momencie do kuchni wbiegła szczęśliwa Zuzka, po obejrzeniu wszystkich świątecznych bajek:

Mamo, tato! Do Sylwestra niecałe dwie godziny! Mikołaj już niedługo przyniesie mi prezent!

Lena spojrzała na męża z goryczą.

Szybko jednak odwróciła wzrok, by nie zepsuć Zuzi święta.

Poza tym wymyśliła już rozwiązanie położy pod choinkę kopertę z pieniędzmi, a na niej napisze: Na rolki dla Zuzi.

To nie to samo, ale lepsze niż nic.

Może wszystko się dobrze skończy.

*****

Gdy wybiła jedenasta, cała rodzina siadła do stołu, a wtedy rozległo się pukanie do drzwi.

Staszek, kogo zaprosiłeś? zdziwiła się Lena. Ja nikogo nie zapraszałam.

Ja też nie. Może sąsiedzi? Idę sprawdzić, wy rozlejcie sok, zaraz wracam, odpowiedział.

Gdy otworzył drzwi, zastał na progu brodatego mężczyznę w czerwonej, podartej kurtce, zdecydowanie nie podobnego do Mikołaja, bardziej do bezdomnego. I zapach, i wygląd mówiły same za siebie.

Czego pan chce? Pomylił pan mieszkania czy po pieniądze przyszedł? Uprzedzam, nie dam ani grosza, wszystko i tak na wódkę pójdzie.

Nie, nie chcę pieniędzy, naprawdę nie jestem w potrzebie, uśmiechnął się nieznajomy.

Nie w potrzebie? On poważnie? Staszek ledwo powstrzymał śmiech.

Nie patrzył nigdy na bezdomnych z góry, ale ta deklaracja rozbawiła go do łez.

To czego pan chce? Staszek wyszedł na klatkę, zamykając drzwi, żeby zapach nie wpadł do mieszkania.

Znalazłem kotka na klatce. Może wasz? Może zaginął? spod kurtki wyciągnął puszystego malucha.

Staszek parsknął w duchu.

Pewnie zrozumiał, iż na pieniądze nie ma szans, to teraz próbuje wcisnąć komuś kota.

Przykro mi, pierwszy raz go widzę. I nigdy u nas nie było zwierząt.

Ale może zechcecie? jeżeli macie córkę, na pewno się ucieszy.

A nie mówiłem, pomyślał Staszek.

Nie chcemy, dziękuję.

Rozumiem, smutno burknął brodacz. No nic, pójdę go wyrzucić na śmietnik.

Już odchodził, chowając kociaka pod kurtkę, gdy Staszek złapał go za ramię.

Proszę pana co to znaczy na śmietnik?! Po co wyrzucać takiego malucha? Zostaw go tu na klatce.

Ale i tak wyrzucą na mróz. Na śmietniku są choć kartony i jedzenie czasem znajdzie

Staszek nie przepadał za zwierzętami, ale coś w nim drgnęło na myśl o kociaku w samotności, przez całą noc, na mrozie i głodnym

Nie namyślając się dłużej:

Dawaj pan tu tego kota! wyciągnął ręce. Nie wolno zwierzątka na śmietnik.

Jak pan chce, odparł z pogodnym uśmiechem nieznajomy i odszedł.

*****

Gdy wracał do mieszkania, Lena i Zuzka wychylały się już z kuchni podekscytowane.

Co tak długo?! Stało się coś?

Wszystko w porządku, Staszek uśmiechnął się szeroko, chowając kota za plecami, modląc się, by nie zamiałczał.

Gdyby Lena zobaczyła, kogo wnosi, wyrzuciłaby go razem z kotem. Musiał wymyślić, jak to wszystko wytłumaczyć dlaczego, na godzinę przed Nowym Rokiem, zabrał z ulicy kociaka.

Kto był? Lena patrzyła podejrzliwie.

A ten, no sąsiad Tomek, z trzeciego piętra. Poradzić się chciał, jaki akumulator wybrać do Poloneza.

Aaa, bo tobie ufa z tymi gratami. Idź, umyj ręce i siadaj, zaraz północ.

Jasne, już idę!

Gdy dziewczyny wróciły do kuchni, Staszek gorączkowo rozglądał się po mieszkaniu. Balkon nie, zimno. Łazienka ryzykowne. Pokój Zuzi i sypialnia odpadają. Zostaje salon

Staszek, ile można czekać?! Lena poirytowana zawołała.

Już idę, kochanie!

Na gwałtownie wsadził kota do dolnej szafki, lekko uchylając drzwiczki dla powietrza, i pobiegł do kuchni.

*****

Szczęśliwego Nowego Roku! krzyczeli sąsiedzi za oknem.

Staszek złożył życzenia żonie i córce, tradycyjnie życząc zdrowia i szczęścia.

Zuzka odstawiła szklankę i pognała do salonu. Lena przypomniała sobie, iż nie włożyła koperty pod choinkę spojrzała z irytacją na męża.

Teraz ty tłumacz dziecku!

Ale Zuzka zamiast się zasmucić, zaczęła wołać z euforii tak głośno, iż choćby fajerwerki nie zagłuszyły jej głosu.

Mamo! Tato! Chodźcie szybko! Patrzcie, co Mikołaj zostawił pod choinką!

Staszek z Leną wbiegli do salonu i oniemieli. Przy choince stała Zuzka, trzymając w ramionach puszystego, białego kotka.

Od dawna marzyłam o takim! Nazwę go Śnieżek! dziewczynka tuliła maleństwo ze łzami w oczach.

Lena pociągnęła męża na bok.

To twoja sprawka? Skąd on się wziął?

Lena, obiecaj, nie gniewaj się. Już wyjaśniam bronił się Staszek.

Gniewać? Spójrz, jak Zuzka jest szczęśliwa! Mogłeś tylko powiedzieć, iż szykujesz niespodziankę Lena objęła go i pocałowała w policzek.

Staszek tylko patrzył zdziwiony, iż tak mu się upiekło.

Prawda jest taka: w Sylwestra dzieją się prawdziwe cuda. Dziecko szczęśliwe, żona zadowolona A wszystko przez to białe kocie

Nagle przypomniał sobie o brodatym.

Lena słuchaj, pozostało sprawa

Staszek coś jej wyszeptał do ucha, a ona popatrzyła zdziwiona i skinęła głową.

*****

No to, Heniek, brodacz poklepał towarzysza po plecach. Wszystkie kociaki znalazły ciepłe domy. Można wracać do piwnicy, póki jej nie zamknęli na noc.

Udało się, Wiesiek. Z tym śmietnikiem to był jednak dobry pomysł, uśmiechał się drugi.

Myślisz? Bałem się, iż mnie ktoś przegoni za takie gadanie.

Ryzyko było. Ale tylko ktoś, kto rzeczywiście się przejmie losem zwierzęcia, nie pozwoli go wyrzucić i weźmie do domu.

No właśnie

Siedzieli na ławce przy bloku, gdzie dziś udało im się ulokować cztery kotki znalezione w piwnicy.

Tłum ludzi dookoła, ale nikt ich nie wyganiał, wręcz niektórzy życzyli im zdrowia i szczęścia. Oni odwdzięczali się tym samym.

Nagle drzwi klatki się otwarły i na dwór wybiegł Staszek. Rozglądał się, aż wypatrzył ich na ławce, pomachał i pobiegł w ich stronę.

A co mu? Zmienił zdanie, kota chce z powrotem? zdziwił się Wiesiek, poznając Staszka.

To ten? Nieprzewidziane

Szczęśliwego Nowego Roku, panowie! uśmiechnął się Staszek, podając wielką torbę. Z żoną zrobiliśmy wam paczkę noworoczną.

Dzięki, nie spodziewaliśmy się, uśmiechnięci Heniek i Wiesiek spojrzeli na siebie.

A to jeszcze ode mnie, Staszek wręczył butelkę szampana. Żeby nie było na sucho.

Wiesiek, to teraz świętujemy po ludzku. Jednak cuda się zdarzają, Heniek aż potarł ręce z podekscytowaniem.

Staszek już miał iść, ale nagle się zatrzymał.

A gdzie będziecie świętować, jeżeli można wiedzieć?

Ano, hen niedaleko, w piwnicy. Ciepło, sucho, na kartonach można spać.

A wiecie co? Chodźcie lepiej ze mną.

Po pięciu minutach byli przy garażu. Staszek otworzył drzwi.

Rozgośćcie się. Jest tu stara kanapa, grzejnik, stół i naczynia. Zostawię auto na podwórku, będzie wam wygodniej. Tylko proszę, nie urządzajcie libacji

Nie no, tylko symbolicznie, zapewnił Wiesiek.

Wiem. Jutro przyjdę Może uda mi się wam pomóc i znaleźć lepsze miejsce?

Niespodziewane, mruknął Heniek.

Tak to już bywa westchnął Wiesiek.

Taka właśnie noc. Prawdziwie sylwestrowa i cudowna.

Idź do oryginalnego materiału