Noworoczny cud pod polską choinką – czyli jak Piotr zapomniał o prezencie dla córki, tłumaczył się ż…

polregion.pl 4 godzin temu

Cud noworoczny

Piotrek, powiedz mi proszę, jak ty mogłeś zapomnieć?! Przecież rano kilka razy ci o tym przypominałam, choćby ci smsa wysłałam! Ania patrzyła na mnie z wyrzutem.

Stałem w progu kuchni ze spuszczoną głową i tylko bezradnie wzruszałem ramionami.

Sam nie wiem, jak to się stało, Aniu… Wyleciało mi z głowy i tyle próbowałem się tłumaczyć.

A telefon?

A telefonu nie wyciągałem z kieszeni, więc nie zobaczyłem twojej wiadomości

Ania zaczynała się gotować.

To nowy akumulator do auta pamiętałeś kupić, a iż córce prezent pod choinkę trzeba, to już zapomniałeś?

No zapomniałem Sklep motoryzacyjny był tylko do dwudziestej, więc poleciałem, zapominając o wszystkim innym. Przepraszam.

Czasami myślę, Piotrek, iż twoja stara ruina, która psuje się co miesiąc, ważniejsza jest dla ciebie niż Marysia Ania usiadła na stołku i westchnęła ciężko, zerkając na zegar.

Dochodziła jedenasta.

Późno, ciemno, nie da się już nic naprawić. I przez to było jeszcze gorzej na duchu.

Ania, przecież wiesz, iż nie bredzę! Marysię kocham i dobrze o tym wiesz. Po prostu tak wyszło Zapomniałem Każdemu się może zdarzyć.

Mnie się nie zdarza, Piotrek! Ania była bliska krzyku, ale mówiła tylko szeptem, żeby Marysia przypadkiem nie podsłuchała.

Chciałem ją przytulić, żeby zażegnać nadciągającą burzę, ale odsunęła się, obróciła plecami i…

… zaczęła nakładać sałatkę jarzynową do salaterki.

Pół dnia się bawiłam, żeby go ucieszyć, a on… On prezentu dla córki zapomniał!

Czułam, iż lepiej samej wszystko załatwiać marudziła cicho Ania. No ale nie, zaufałam tobie. Myślałam, iż jesteś odpowiedzialny.

Aniu, wiem, iż zawaliłem, ale jak się zastanowisz, to nic strasznego się nie stało mówiłem. Pomyśl, nie będzie prezentu pod choinką. Powiemy Marysi, że…

Co powiemy, kochany? Że tata się sklerozy nabawił w wieku 35 lat? Czy iż ważniejszy był dla niego akumulator niż córka?

Powiemy, iż Święty Mikołaj ma w tym roku mnóstwo roboty i nie dał rady przyjść. A ja jej jutro rano kupię prezent i uroczyście wręczę, niby od niego.

Gdzie ty to kupisz?! Większość sklepów jutro zamknięta, może tylko Żabka czy piekarnia będą otwarte. Ech, Piotrek…

Trudno było się Ani dziwić.

Kiedy urodziła się Marysia, w naszej rodzinie pojawiła się tradycja: w noc z 31 grudnia na 1 stycznia, zaraz po fajerwerkach, całą rodziną schodziliśmy do choinki i…

…znajdowaliśmy pod nią prezenty.

Najbardziej kochała to Marysia, która, jak większość dzieci w jej wieku, wierzyła jeszcze w Świętego Mikołaja, magię i… noworoczne cuda. Tak się cieszyła, gdy znajdowała pod drzewkiem to, o czym marzyła od dawna.

Tyle emocji miała, otwierając wstążeczkę i odkrywając zawartość pudełka.

Dziś też Marysia kilka razy zaglądała pod choinkę (może jednak prezent się gwałtownie pojawi?), opowiadała mamie, jak bardzo nie może doczekać się niespodzianki od Mikołaja.

Ciekawe, co mi w tym roku przyniesie? rozmyślała na głos. Fajnie by było dostać rower, taki jak ma Bartek z czwartego piętra. Ale jak będą rolki, to też super!

Ania patrzyła z uśmiechem. Właśnie poprosiła mnie, żebym kupił córce rolki.

Zazwyczaj Ania sama wybierała prezent dla Marysi, ale dziś mnie nagle wezwali do pracy, więc postanowiła, iż skoro wracam, to wejdę po drodze do sklepu i sprawa załatwiona.

Przyjechałem po dwudziestej, a gdy zaczęliśmy szykować stół i Ania z uśmiechem spiskowca zapytała o prezent, nagle sobie przypomniałem, że… zapomniałem.

Aniu, nie psujmy sobie święta próbowałem ją objąć. Naprawdę nie specjalnie. Po prostu tak wyszło. Chcesz, pogadam z Marysią i wszystko jej wytłumaczę? Na pewno zrozumie.

Ania nic nie powiedziała. Szykowała dalej, a łzy cicho ciekły jej po policzkach. Jak można zapomnieć o prezencie dla dziecka?

Do ostatniej chwili myślała, iż gdzieś ten prezent ukryłem i tylko czekam, aż będzie pora położyć go pod choinką. A teraz już za późno wszystkie sklepy zamknięte

Pomóc ci jakoś? zapytałem nieśmiało, patrząc jak rozkłada talerze.

Dzięki. Pomogłeś już Nie trzeba powiedziała twardo.

W tej chwili do kuchni weszła rozradowana Marysia, która już obejrzała wszystkie noworoczne bajki.

Mamooo, tatooo! Do Nowego Roku zostało mniej niż dwie godziny! Zaraz Święty Mikołaj przyniesie prezent!

Ania zmroziła mnie wzrokiem.

Ale gwałtownie się odwróciła, żeby Marysia nic nie zauważyła nie chciała jej psuć święta.

Coś już jednak zadecydowała. Po prostu położy pod choinkę kopertę z pieniędzmi, a na kopercie napisze: Dla Marysi na rolki.

To nie to samo, co wymarzony prezent, ale lepsze niż nic.

Może jakoś się uda.

*****

Punkt jedenasta cała rodzina usiadła do wigilijnego stołu, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi.

Piotrek, kogoś zaprosiłeś? zdziwiła się Ania. Bo ja na pewno nikogo nie wołałam.

Nie, też nie. Może sąsiedzi? Pójdę sprawdzić, a wy nalejcie sobie soku powiedziałem i ruszyłem do drzwi.

Otwieram, a tu stoi przede mną brodaty facet w czerwonej podartej kurtce. Na Świętego Mikołaja nie wyglądał kompletnie, raczej na bezdomnego. I z wyglądu, i po zapachu (alkoholu w tym nie było).

Czego Pan chce? Adres się pomylił czy po pieniądze przyszedł? Od razu mówię, nie dam ani grosza. I tak na wino pójdzie.

Nie, nie, nie zbieram pieniędzy, nie potrzebuję odpowiedział wesoło obcy.

Nie potrzebuje? Serio? miałem ochotę się roześmiać.

Nie patrzyłem z góry na bezdomnych, wręcz przeciwnie, miałem dla nich współczucie. Ale to zabrzmiało absurdalnie…

No to czego Pan chce? wyszedłem na klatkę i przymknąłem drzwi, żeby zapach nie przeszedł do mieszkania.

Wie Pan co… Znalazłem tu w klatce schodowej kotka. Śliczny, zobaczy Pan. Może Wasz? Zgubiliście?

Uśmiechnąłem się pod nosem.

Widocznie wiedział, iż pieniędzy nie dostanie, to teraz będzie się próbował kota pozbyć

Przykro mi, pierwszy raz na oczy go widzę. W ogóle w domu nigdy żadnych zwierząt nie mieliśmy.

A może byście go jednak wzięli? jeżeli macie córkę, na pewno się ucieszy

No i zaraz mi go będzie wciskać, jeszcze zapłaty pewnie będzie chciał pomyślałem, kręcąc głową.

Nie, nie chcemy. Dziękuję.

Rozumiem zasmucił się brodacz. No nic, zaniosę go na śmietnik.

Odwrócił się już do wyjścia, chowając kociaka pod kurtkę, aż nagle mnie coś tknęło. Złapałem go za ramię.

Hej, co to ma znaczyć na śmietnik? Po co wyrzucać takiego malucha? Zostaw go w klatce.

A i tak go wypchną na dwór. A na śmietniku są kartony, schowa się i może coś do jedzenia znajdzie.

Nigdy nie byłem miłośnikiem zwierząt, ale teraz nagle, żal mnie ścisnął. Wyobraziłem sobie, jak ten kociak marznie i głoduje pod gołym niebem…

Może gdybym miał czas się zastanowić, to bym się jeszcze wahał. Ale nie było kiedy żona i córka siedziały przy stole, ten chciał już iść…

Dobra, dawaj go tutaj! wyciągnąłem kotka z jego rąk. Nie trzeba go wyrzucać.

Jak pan woli uśmiechnął się życzliwie nieznajomy i odszedł w stronę schodów.

*****

Wszedłem do mieszkania, a z kuchni wyglądała z niepokojem Ania z Marysią.

Czemu tak długo? Co się stało?

Nic, spokój uśmiechnąłem się, chowając kotka za plecami i modląc się, żeby nie zaczął miauczeć.

Bo jak Ania zobaczy, co przytaszczyłem, to chyba na dwór mnie wyrzuci. I nie wiadomo, czy tylko mnie.

Jasne było, iż zaraz to i tak wyjdzie na jaw, ale musiałem zyskać trochę czasu, by jakoś przygotować ją na niespodziankę i wymyślić, jak się sensownie wytłumaczyć: na ostatnią chwilę sprowadziłem do domu kota z ulicy, bez konsultacji z domownikami.

A kto przyszedł? zapytała podejrzliwie Ania. Ciekawe, co tym razem wymyślił chyba miała wypisane na twarzy.

A to nasz sąsiad, Wojtek, wiesz, z piątego piętra. Radził się, jaki akumulator do auta kupić.

A, no tak, specjalista od akumulatorów To myj ręce i chodź do stołu, Nowy Rok zaraz zacznie się.

Już idę! Pięć minutek.

Kiedy żona i córka wróciły do kuchni, zacząłem biegać z kotem po mieszkaniu. Na balkon nie zimno. Do łazienki ryzyko, iż ktoś wejdzie. Pokój córeczki i sypialnia odpada. Zostaje salon…

Piotrze, ile można czekać?! krzyknęła zniecierpliwiona Ania.

Już, już!

Rzuciłem kota do szafy na najniższą półkę, drzwi lekko uchylone, by miał powietrze. Po czym popędziłem do kuchni.

*****

Szczęśliwego nooowego roooooku! ryczało się na ulicy.

Pogratulowałem żonie i córce, tradycyjnie życzyłem zdrowia i szczęścia.

Gdy gadaliśmy, Marysia odstawiła sok na stół i pognała do salonu. Ania zauważyła to w ostatniej chwili i uświadomiła sobie, iż nie włożyła jeszcze koperty pod choinkę. Rzuciła mi groźne spojrzenie twoja wina!

Teraz sam tłumacz córce

Tymczasem Marysia ani trochę się nie zmartwiła. Przeciwnie, po chwili pisnęła z euforii tak głośno, iż choćby wystrzały na dworze tego nie zagłuszyły.

Mamo! Tato! Chodźcie szybko! Zobaczcie, co Święty Mikołaj mi przyniósł pod choinkę!

Przybiegliśmy z Anią i zamarliśmy w progu. Obok choinki stała Marysia, a pod drzewkiem leżał biały, puchaty kotek.

Tak bardzo marzyłam o kotku, i Święty Mikołaj mi go dał! niemal płakała z radości. Nazwę go Śnieżek.

Wzięła kotka w ramiona i tuliła mocno, a Ania odciągnęła mnie na bok.

Co to ma być? Skąd on? To twoja sprawka?

Aniu, tylko się nie złość, dobra? Zaraz ci wszystkim opowiem…

Złościć się? A na co? popatrzyła na córkę. Zobacz, jaka szczęśliwa. Ale wiesz… mogłeś mi powiedzieć, iż szykujesz niespodziankę. A tak, niepotrzebnie na ciebie nakrzyczałam Ania przytuliła mnie i dała całusa w policzek.

A ja tylko stałem z osłupiałą miną, nie mogąc uwierzyć, iż tak się wywinąłem z tej opresji.

Mówią, iż w Sylwestra zdarzają się cuda. Córka szczęśliwa, żona zadowolona. I wszystko przez jednego, białego kotka i…

Nagle przypomniałem sobie o bezdomnym.

Aniu… wiesz, muszę ci coś powiedzieć…

Coś jej wyszeptałem, a ona spojrzała na mnie zdziwiona i skinęła głową.

*****

No to Edek brodacz poklepał drugiego mężczyznę, który siedział obok na ławce wszystkie kociaki znalazły dom. Możemy wracać do naszej piwnicy, zanim zamkną na noc.

Tak, Stefan. Świetny pomysł z tym śmietnikiem uśmiechnął się drugi.

Myślisz? Trochę się bałem, iż ktoś mnie przepędzi.

Ryzyko było. Ale kto naprawdę nie jest obojętny na los kota, nie pozwoli go wyrzucić.

No tak…

Kociaki poszły w dobre ręce, będzie im dobrze. Świetnie to wymyśliłeś.

Dwóch bezdomnych siedziało na ławce niedaleko bloku, w którym zostawili dziś cztery małe kociaki, znalezione w tej właśnie piwnicy.

Na ulicach było sporo ludzi, ale nikt ich nie przeganiał, jak to bywało. Niektórzy choćby życzyli im zdrowia i szczęścia, a oni się odwdzięczali.

Wtedy drzwi klatki otworzyły się z hukiem, wybiegł Piotrek. Rozglądał się, dojrzał ich, zamachał ręką i podbiegł.

Po co on leci? Chce kota oddać? zdziwił się Stefan, rozpoznając mnie jako tego, który wziął ostatniego kotka.

To ten? Niespodzianka

Szczęśliwego Nowego Roku, panowie! uśmiechnąłem się, podając duży worek. Z żoną zrobiliśmy wam noworoczną paczkę, żebyście też mieli świąteczny stół.

Dziękujemy. Nie spodziewaliśmy się uśmiechnęli się Edek i Stefan.

A ode mnie dodatkowo wręczyłem Stefanowi butelkę szampana żeby nie było na sucho, jak to mówią.

No to Stefan, jednak będzie i nam po ludzku świętować. Istne cuda ucieszył się Edek.

Już miałem wracać, ale się zatrzymałem.

A gdzie planujecie świętować, jeżeli można spytać?

No cóż Stefan się roześmiał niedaleko, w piwnicy. Ciepło tam i sucho, a spać można na kartonach.

A może… chodźcie ze mną!

Po pięciu minutach szliśmy już we trójkę do mojego garażu. Otworzyłem bramę i zaprosiłem ich do środka.

Rozgośćcie się. Tu jest rozkładana kanapa, można włączyć grzejnik. Stół, talerze. Na pewno wygodniej, niż w piwnicy. Auto wyniosę na podwórko, żeby było więcej miejsca.

Zmieścimy się przecież tak czy siak zaczęli protestować.

Ależ nie. Niech stoi na dworze, nic się jej nie stanie. I nie przesadzajcie tylko z trunkami, dobra?

Nie ma obaw, tylko symbolicznie, z okazji święta zapewnił Stefan.

To dobrze. Wam wierzę. A jutro zajrzę, pogadamy. Może uda się i wam jakoś pomóc, żebyście też znaleźli dom.

Nieoczekiwane mruknął Edek.

To prawda… westchnął Stefan.

Taka to była noc. Prawdziwie noworoczna. I cudowna.

Idź do oryginalnego materiału