NOWO NARODZONE SZCZĘŚCIE — Proszę pana, przestań pan za mną chodzić krok w krok! Przecież mówiłam, …

twojacena.pl 2 dni temu

Proszę pana, przestań mnie śledzić! Mówiłam już, iż jestem w żałobie po mężu. Proszę mnie nie nachodzić! Zaczynam się pana bać! podniosłam głos niemal do krzyku.

Pamiętam… Ale mam wrażenie, iż tę żałobę przeżywa pani także po samej sobie. Przepraszam nie ustępował mój… adorator.

Odpoczywam właśnie w sanatorium. Marzę o ciszy i śpiewie ptaków, a nie o zalotach natrętnych mężczyzn. Mój mąż, Paweł, zmarł nagle, zaledwie kilka miesięcy temu. Potrzebuję czasu, by się pozbierać, zrozumieć, jak ogromną poniosłam stratę.

Z Pawłem zaczęliśmy remont mieszkania, odkładaliśmy każdą złotówkę, odmawialiśmy sobie wszystkiego… I nagle nadszedł ten dzień Paweł źle się poczuł, pogotowie było bezradne. Dwa zawały serca okazały się zbyt wiele. Zostałam bez męża, bez odnowionego mieszkania, za to z dwoma dorastającymi synami. Nie miałam pojęcia, jak przetrwać tę stratę.

W pracy przyznano mi skierowanie do sanatorium. Upierałam się, nie miałam ochoty choćby wychodzić z domu. Koleżanki jednak nalegały:

Nie jesteś pierwszą wdową ani ostatnią. Masz dzieci, musisz żyć! Jedź, Gabrielo, odpocznij, poukładaj myśli.

Pojechałam więc, z ciężkim sercem. Minęło czterdzieści dni od śmierci Pawła, a ból wcale nie malał.

W sanatorium przydzielili mi pokój z pogodną, młodziutką Anią. Zawsze roześmiana, zarażała optymizmem, co na początku tylko mnie denerwowało. Nie chciałam dzielić się swoim cierpieniem, zwłaszcza z młódką, której życie dopiero przed sobą. Ciągle kręcił się koło niej rezydent ten, co to wszystkich zabawia. Zresztą, w sanatoriach zawsze pełno wolnych, rozwiedzionych albo nieszczęśliwych wdowców. Nie ze mną takie numery… Ostrzegałam Anię przed tym zabawiaczem pewnie już żonaty, może po kilka razy.

Ania śmiała się tylko:

Oj, pani Gabrysiu, niech się pani nie martwi! Wiem, z kim mam do czynienia ja to stary wróbel…

I ten wróbel wieczorami latał na randki, a ja przez tydzień nie wychodziłam z pokoju. Czytałam książkę choćby nie wiem jaką patrzyłam w telewizor, nie dostrzegając niczego.

Pewnego ranka obudziłam się jednak w lepszym nastroju. Za oknem słońce, las, ptaki… Pójdę na spacer do lasu, posłucham śpiewu ptaków, pooddycham świeżym powietrzem. I właśnie wtedy spotkałam nieznajomego.

W stołówce już go widywałam. Zupełnie mi się nie podobał niski, z łysiną, za bardzo śmiały w spojrzeniu. Był ode mnie niższy o głowę, co wywoływało we mnie niechęć. Jednak schludny, ogolony do gołej skóry, ubrany nienagannie z każdego koloru. Przed każdym kolacją kłaniał mi się przesadnie grzecznie. Z uprzejmości kiwałam głową. Aż któregoś dnia dosiadł się nagle do mojego stolika.

Nudzi się pani, pani Gabrielo? zapytał aksamitnym, głębokim głosem.

Nie odpowiedziałam z rezerwą.

Niech pani nie kłamie. Smutek ma pani wypisany na twarzy. Może mogę coś pomóc? kontynuował natrętnie.

Zgadł pan. Smucę się po zmarłym mężu. Będzie jeszcze coś? Wytarłam dłonie serwetką i wstałam z zamiarem zakończenia rozmowy.

Przepraszam, nie wiedziałem. Bardzo mi przykro. Ale… czy pozwoli pani się przedstawić? Jestem Władysław.

Widać było, iż Władek panicznie się boi, iż mnie straci.

Gabriela. Powiedziałam przez zaciśnięte zęby, po czym oddaliłam się w pośpiechu.

Od tego czasu Władysław wieczorami siadał przy moim stoliku i przynosił malutki bukiet dzwonków. Te kwiatki tu rosły wszędzie. Nie powiem to było miłe. Ale o relacji między nami choćby nie myślałam.

Władek był niezłomny. Zaczął mi towarzyszyć podczas spacerów. choćby buty wybierałam bez obcasów, by nie akcentować różnicy wzrostu. Jemu jednak to nie przeszkadzało ani łysina, ani niski wzrost. Przypuszczałam, iż kobiety przyciąga do siebie barwą swojego głosu. Nigdy nie słyszałam podobnie kuszącego tonu. Cóż, chyba sama wpadłam w tę pajęczynę.

Chodziliśmy już razem na wieczorne tańce, jeździliśmy do centrum po owoce… Mój adorator kilkakrotnie próbował zaprosić mnie na herbatę do siebie do pokoju. Byłam jednak twarda jak skała.

W końcu przyszedł wieczór przed wyjazdem.

Gabrysiu, jutro odjazd. Może zajrzysz jeszcze wieczorem na herbatę do mnie? zaproponował nieśmiało Władysław.

Zastanowię się odpowiedziałam wymijająco.

Ostatniego wieczoru w sanatorium postanowiłam go nie urazić, poszłam. Wiedziałam, czym się to skończy.

Stół pięknie nakryty, same smakołyki. Musiał pożyczyć zastawę z jadalni pomyślałam z uśmiechem. Władek galanteryjnie zaprosił mnie do stołu, pojawił się też szampan.

Zaczniemy, Gabrysiu? Sam nie wiem, jak jutro się rozstać… Zostaw mi swój adres. Na pewno cię odwiedzę powiedział z jakimś smutkiem.

Zapomnisz o mnie następnego dnia. Znam was, facetów. To w ogóle za co pijemy, Władku? byłam już gotowa na wszystko.

No jak to? Za miłość, Gabrysiu, za miłość! podniósł kieliszek Władysław.

Rano obudziliśmy się objęci. Boże, po co się tak długo wzbraniałam? Tyle straciłam! Zakochałam się jak nastolatka, a dziś muszę pakować walizki i wracać do domu.

Pożegnałam współlokatorkę Anię siedziała na łóżku i płakała.

Co się stało, Aniu? zapytałam troskliwie.

Jestem w ciąży, pani Gabrysiu. Nie wiem do końca, z którym… łkała przez łzy.

To ten twój zabawiacz coś narozrabiał?

Nie wiem. Poznałam jeszcze jednego… z sąsiedniego ośrodka. On żonaty. Wypaplała wróbel.

Aniu, dzwoń do rodziców. Niech przyjadą i pomogą. A jak mogli cię puścić samą? Pójdziemy razem do dyrektora sanatorium pouczyłam ją.

Wybiegła zapłakana z pokoju. Ech, dziewczyno, jeszcze się natrudzisz z tymi zalotnikami.

Ja zaczęłam się pakować. Nie chciało mi się wracać. Przez te dwadzieścia cztery dni wszystko stało się takie znajome zwłaszcza Władek…

Podjechał autobus. Władek przyszedł mnie pożegnać z kolejnym bukietem dzwonków. Popłakałam się, czule go objęłam. To już koniec naszego krótkiego romansu. Serce ściskało. Gdyby tylko powiedział słowo, rzuciłabym się za nim…

Mieszkaliśmy z Władkiem w różnych miastach. Pozostawała tylko korespondencja. Pewnego dnia przyszło do mnie… list od żony Władka. Napisała, iż wie o wszystkim, ale i tak nic z tego nie wyjdzie. „Mam trzydzieści lat, a pani czterdzieści”. Nie odpisałam. Po co?

Pół roku później zjawił się sam Władysław. Moich synów Tomka i Wojtka zdziwiła niespodziewana wizyta, ale byli grzeczni i nie zadawali pytań.

Władek? Przejazdem czy… jak? zapytałam z udawanym chłodem (w środku miałam nadzieję: Zostań na zawsze).

No… czy możesz mnie nie wygonić, Gabrysiu? wymamrotał nieśmiało Władysław.

Chłopcy poszli do siebie do pokoju.

Wejdź… po co przyjechałeś? List żony przeczytałam…

Wybacz, Gabrysiu. Pisałem do ciebie, ale żona znalazła list. Rozwiedliśmy się. To moja wina, przyznaję się. Proszę, daj mi szansę.

Władku, nie wiedziałam, iż byłeś żonaty. Nigdy by nic nie było. A teraz co dalej? zastanawiałam się.

Gabrielo, wyjdź za mnie zaproponował niespodziewanie.

Sama nie wiem… Mam dzieci. Jak oni cię przyjmą? Tak od razu, nie potrafię… wahałam się, ale w środku cieszyłam się z propozycji.

Dzieci są cudowne. Sam mam córkę, dziesięcioletnią Zosię zaskoczył Władek.

Córkę? Zostawiłeś ją tam? zdziwiłam się.

Gdzie tam, Gabrysiu! Zabiorę Zosię do siebie. Jej mama pije, więc u nas będzie lepiej. Będziemy szczęśliwą rodziną oświadczył mój narzeczony.

Władek, stop. Ja choćby nie znam twojej córki, a ty mnie już matką ogłaszasz. Muszę to sobie poukładać. Zapytam chłopców, co myślą. A teraz chodź, dam ci coś zjeść, narzeczony z ogonem uśmiechnęłam się.

Szczęśliwej rodziny od razu nie było. Kłóciliśmy się, były ciche dni, rozłąki… Każdy miał swój charakter, niełatwo czasem ustąpić.

Czas leci nieubłaganie.

Mój starszy syn Tomek i Zosia, córka Władka, pobrali się. Z czasem zaczęli mieć do nas pretensje, rozpamiętywać dawne żale. „Niepotrzebnie burzyliście nasze rodziny. Po co mama ponownie wychodziła za mąż, a tata zostawił żonę?” W końcu wyprowadzili się na własne.

Ja z Władkiem tylko się patrzyliśmy na siebie i… kochaliśmy wciąż tak samo.

Minął rok. Syn i synowa nie odwiedzali nas, Zosia dzwoniła do Władka tylko z okazji urodzin.

Dopiero po trzech latach zaprosili nas do siebie. Pojechaliśmy z lekkim niepokojem.

Okazało się, iż mają synka. Nasz wspólny wnuk! Szczęściu nie było końca. Przy stole Zosia i Tomek przeprosili nas. Już wiemy, w życiu wszystko się zdarza trzeba umieć wybaczać, szanować rodziców; dali nam życie. Dali synkowi na imię Mirosław żeby zawsze był pokój w rodzinie.

Tak oto z Władkiem doczekaliśmy się naszego nowo narodzonego szczęścia…

Idź do oryginalnego materiału