Kiedy wjeżdżasz na osiedle, od razu widać – mała budka, zapach świeżo wędzonego mięsa z grilla i szeroki uśmiech Renii za ladą. Tak od 9 maja wygląda jeden z najnowszych punktów na gastronomicznej mapie Nowej Huty. Przystanek Kebab ruszył pełną parą i gwałtownie zdobywa sobie sympatię lokalnych mieszkańców.
Spotykam Renatę kilka dni po otwarciu. Przy ladzie kręci się już sporo ludzi, a rozmowy lecą o wszystkim – o osiedlowych bumach, o tym co było wczoraj i co dzisiaj polecić na obiad. Nowohucianie lubią pogadać i Renia czuje się tu jak ryba w wodzie.
Jak się czujecie na Nowej Hucie po pierwszych dniach?
– Naprawdę dobrze – mówi z uśmiechem. – Ludzie są otwarci, ciekawi, życzliwi. Jeszcze mi się nie trafił niemiły klient. Czujemy ten lokalny patriotyzm. Każdy nowy musi sobie trochę zapracować na zaufanie, ale jak dasz dobre jedzenie i uśmiech – wracają.
Skąd w ogóle pomysł, żeby z Wieliczki ruszyć na Nową Hutę?
– Mamy restaurację w Kazimierzy Wielkiej, gdzie burgery sprzedają się rewelacyjnie. Stwierdziliśmy, iż Kraków też da radę. Dojeżdżamy codziennie, ale naprawdę warto. No i robimy to, co lubimy.
To w pełni rodzinny biznes?
– Tak, w stu procentach. Prowadzimy go razem z mężem Adrianem i moim bratem Grzesiem. Grześ jest głową orkiestry – ogarnia ze mną dosłownie wszystko. Pomagają rodzice. Moja mama z kolei robi zapiekanki. Kiedy jest rodzina, wszyscy ciągną w tym samym kierunku. Wiemy, iż nikt nam nie odpuści i będzie dbał o najwyższy poziom.
Renia podkreśla z przekonaniem:
– W rodzinie jest największa siła. Nie boimy się wyzwań. Dostosowujemy się na bieżąco do klientów – jak ktoś o coś poprosi, staramy się zrobić. To nam daje pewność, iż będzie dobrze.
Co macie w ofercie?
– Naszym absolutnym numerem jeden jest burger szarpany – puszysta bułka, soczyste szarpane mięso (wędzimy je sami w restauracji), cebula, konfitura z cebuli, wszystko zapiekane. Ludzie mówią, iż smakuje jak maczanka, tylko w burgerowej wersji – słodko-słony, mega soczysty i aromatyczny. Oprócz tego klasyczny kebab z kurczaka, zapiekanki i kilka innych pozycji. Na razie kebab tylko z kurczaka, pewnie za chwilę wprowadzimy wołowego chociaż miejsca tutaj nie za wiele. Wszystko od sprawdzonych dostawców – mięso z Wieliczki, pieczywo i dodatki z pewnych źródeł. Mąż Adrian jest głównym testerem. Jest bardzo wybredny, więc jak coś przejdzie jego testy, to naprawdę jest smaczne.
Plany na przyszłość?
– Chcemy się rozrastać. Jest już pomysł na kolejną budeczkę po drugiej stronie osiedla. Mamy moce przerobowe w rodzinie, więc damy radę. Na razie pracujemy bez wakacji – od 12 do 20, siedem dni w tygodniu. Ale z czasem, jak się ustabilizujemy, zatrudnimy zaufane osoby i złapiemy chwilę oddechu.
Co Was wyróżnia?
– Robimy to z sercem i z głową. Nie chcemy być kolejnym zwykłym kebabem. Burgery są naszą dumą, bo to nie masówka – własne wędzenie mięsa, dopracowane smaki. I przede wszystkim jesteśmy tu na miejscu. Ludzie to czują. Renia już zerka w stronę kolejnego klienta:– Łagodny czy ostry sosik?
Przystanek Kebab dopiero startuje, ale ma wszystko, co trzeba, żeby zostać stałym punktem na nowohuckiej mapie: smaczne, konkretne jedzenie, rodzinną atmosferę i prawdziwy kontakt z ludźmi. jeżeli lubicie dobrze zjeść i przy okazji pogadać – warto wpaść na osiedle Słoneczne 1.
Kiedy wjeżdżasz na osiedle, od razu widać – mała budka, zapach świeżo wędzonego mięsa z grilla i szeroki uśmiech Renii za ladą. Tak od 9 maja wygląda jeden z najnowszych punktów na gastronomicznej mapie Nowej Huty. Przystanek Kebab ruszył pełną parą i gwałtownie zdobywa sobie sympatię lokalnych mieszkańców.
Spotykam Renatę kilka dni po otwarciu. Przy ladzie kręci się już sporo ludzi, a rozmowy lecą o wszystkim – o osiedlowych bumach, o tym co było wczoraj i co dzisiaj polecić na obiad. Nowohucianie lubią pogadać i Renia czuje się tu jak ryba w wodzie.
Jak się czujecie na Nowej Hucie po pierwszych dniach?
– Naprawdę dobrze – mówi z uśmiechem. – Ludzie są otwarci, ciekawi, życzliwi. Jeszcze mi się nie trafił niemiły klient. Czujemy ten lokalny patriotyzm. Każdy nowy musi sobie trochę zapracować na zaufanie, ale jak dasz dobre jedzenie i uśmiech – wracają.
Skąd w ogóle pomysł, żeby z Wieliczki ruszyć na Nową Hutę?
– Mamy restaurację w Kazimierzy Wielkiej, gdzie burgery sprzedają się rewelacyjnie. Stwierdziliśmy, iż Kraków też da radę. Dojeżdżamy codziennie z Wieliczki, ale naprawdę warto. Ja mam tu dziecko, chcę być bliżej i mieć sensowne zajęcie. No i robimy to, co lubimy.
To w pełni rodzinny biznes?
– Tak, w stu procentach. Prowadzimy go razem z mężem Adrianem i moim bratem Grzesiem. Grześ jest głową orkiestry – ogarnia ze mną dosłownie wszystko. Pomagają rodzice. Moja mama z kolei robi zapiekanki. Kiedy jest rodzina, wszyscy ciągną w tym samym kierunku. Wiemy, iż nikt nam nie odpuści i będzie dbał o najwyższy poziom.
Renia podkreśla z przekonaniem:
– W rodzinie jest największa siła. Nie boimy się wyzwań. Dostosowujemy się na bieżąco do klientów – jak ktoś o coś poprosi, staramy się zrobić. To nam daje pewność, iż będzie dobrze.
Co macie w ofercie?
– Naszym absolutnym numerem jeden jest burger szarpany – puszysta bułka, soczyste szarpane mięso (wędzimy je sami w restauracji), cebula, konfitura z cebuli, wszystko zapiekane. Ludzie mówią, iż smakuje jak maczanka, tylko w burgerowej wersji – słodko-słony, mega soczysty i aromatyczny.Oprócz tego klasyczny kebab z kurczaka, zapiekanki i kilka innych pozycji. Na razie kebab tylko z kurczaka, ale burgery mięsne też są. Wszystko od sprawdzonych dostawców – mięso z Wieliczki, pieczywo i dodatki z pewnych źródeł. Mąż Adrian jest głównym testerem. Jest bardzo wybredny, więc jak coś przejdzie jego testy, to naprawdę jest smaczne.
Plany na przyszłość?
– Chcemy się rozrastać. Jest już pomysł na kolejną budeczkę po drugiej stronie osiedla. Mamy moce przerobowe w rodzinie, więc damy radę. Na razie pracujemy bez wakacji – od 12 do 20, siedem dni w tygodniu. Ale z czasem, jak się ustabilizujemy, zatrudnimy zaufane osoby i złapiemy chwilę oddechu.
Co Was wyróżnia?
– Robimy to z sercem i z głową. Nie chcemy być kolejnym zwykłym kebabem. Burgery są naszą dumą, bo to nie masówka – własne wędzenie mięsa, dopracowane smaki. I przede wszystkim jesteśmy tu na miejscu. Ludzie to czują.Renia już zerka w stronę kolejnego klienta:– Łagodny czy ostry sosik?
Przystanek Kebab dopiero startuje, ale ma wszystko, co trzeba, żeby zostać stałym punktem na nowohuckiej mapie: smaczne, konkretne jedzenie, rodzinną atmosferę i prawdziwy kontakt z ludźmi. jeżeli lubicie dobrze zjeść i przy okazji pogadać – warto wpaść.
Albo podpatrzeć co nowego polecają i na stronie (7) Facebook
Smacznego, Nowa Huto!










Czytaj więcej:
- Ten sklep działa od 47 lat. “Tego się nie da włożyć do koszyka online”
- “Nie da się dobrej pizzy zrobić na tanich rzeczach”
- „Szpeje, czyli sztuka codziennego absurdu”
- Bure Wióry – rzeźbią drewno w ciszy
- Sprzęt kiedyś był trwały. Teraz to jednorazówki. Rowery z marketów to w większości katastrofa













