24 maja 2024, piątek
Dziś od rana byłam pełna emocji z jednej strony cieszyłam się, z drugiej trochę się denerwowałam. Przez cały ranek krzątałam się w kuchni, aż w końcu z dumą postawiłam na pięknie przygotowanym stole dużą półmiskę z pieczoną kaczką. Już za chwilę miały przyjechać moje dzieci obaj synowie z żonami.
Ostatnio najmłodszy zdecydował się na ślub, który był bardzo skromny. Teraz młodzi chyba po prostu tak wolą… Ja sama ślubowałam z mężem tylko w urzędzie, ale wtedy czasy były inne. choćby na obrączki starczyło nam dopiero po roku, wtedy to były dwa cieniutkie złote krążki. Chciałam, żeby nasze dzieci przeżyły wyjątkowy dzień, ale wybrali inaczej trudno. Może to nowoczesność.
Chwała Bogu, trafił mu się porządna dziewczyna, chociaż, nie ukrywam, jest w niej coś, co mnie trochę niepokoi… Moja synowa, Malwina, zadbana do przesady! Odkąd się pojawiła, zauważyłam w niej wielkie zacięcie do dbania o siebie fryzjerzy, masaże, zabiegi kosmetyczne, paznokcie zawsze bez zarzutu, a to wszystko przecież kosztuje sporo pieniędzy. A przecież rodzina powinna u niej być na pierwszym miejscu, tak myślę.
Mam wrażenie, iż u Malwiny wszystkie te zabiegi stoją ponad potrzebami domowymi. No bo jak to czy kiedy pojawią się dzieci, to zamiast kupić synowi buty, pójdzie na zabieg? Sama zawsze myślałam o sobie na końcu kolejki. Po tym jak zostałam wdową, choć synowie byli już dorośli, to wciąż potrzebowali mojego wsparcia finansowego.
Na rozmyślania nie miałam więcej czasu, bo właśnie zadzwonił domofon. Przyszli. Malwina, jak zwykle, pojawiła się w salonie jak gwiazda choćby nie musiała mieć dużo makijażu, bo kosmetolog zadbał o jej skórę, a do tego modne ubranie i idealny manicure.
Malwinko, ależ pięknie wyglądasz! powiedziałam szczerze, choć gdzieś w głosie zabrzmiała lekka nuta niezadowolenia. Ten kostium to chyba nowy?
Tak, kupiłam wczoraj, bo w pracy dali ekstra premię uśmiechnęła się.
Ale wiesz, iż taką premię warto odłożyć, na przykład na czarną godzinę? Wtrąciłam, tak jak mnie życie nauczyło. Każdą ekstra złotówkę, trzynastkę, dorobione po godzinach pieniądze chowaj na wszelki wypadek!
Malwina nic nie odpowiedziała, tylko spojrzała na mnie z cichym zrozumieniem. Lubiła mnie, wiedziałam o tym, doceniała prostotę i fakt, iż zawsze stawiałam rodzinę na pierwszym miejscu. Ale sądziła pewnie, iż czarne godziny same się wywołuje, myśląc o nich zawczasu.
Wieczór minął miło, choć parę razy subtelnie poruszałam temat oszczędzania. Czułam wyraźnie, iż Malwina rozumie, o co mi chodzi, choćby jeżeli nie do końca się zgadza.
W drodze powrotnej do domu Malwina zapytała Gienka:
A twoja mama robi coś dla siebie? Tak z własnej przyjemności?
Hmm… zamyślił się syn No, gotuje, stół pięknie zawsze nakryje, czasem do sąsiadek zajrzy, coś w telewizji obejrzy… A dlaczego pytasz?
Bo mam wrażenie, iż nic przyjemnego w życiu nie zaznała! Aż się prosi, żeby zabrać ją do kina, do teatru, czy chociaż do restauracji…
Mama nie lubi takich rzeczy, nie przesadzaj.
Malwina zamilkła. W myślach pewnie porównywała mnie do swojej mamy, która choć nie było jej lekko zawsze pozwalała sobie na nową fryzurę, sukienkę czy karnet do teatru miejskiego.
Postanowiła, iż coś z tym zrobi. Po paru dniach zadzwoniła i namawiała mnie na wspólne wyjście na spacer, kawę, a przy okazji do salonu urody. Sama wybierała się do kosmetyczki i przekonywała, żebym też wybrała coś dla siebie.
Oj, Malwinko, nie ma co marnować pieniędzy opierałam się. Poczekam na ciebie albo pospaceruję. Po co wydawać na takie rzeczy?
No przynajmniej spróbujmy manikiuru i masażu dłoni, to naprawdę przyjemne, pół godzinki i po sprawie!
Zgodziłam się w końcu z trudem. Malwina zadzwoniła tam wcześniej, wszystko załatwiła i uprzedziła obsługę.
W dniu wizyty prowadziła mnie niemalże pod rękę, powtarzając, iż wszystko jest już zaplanowane.
To tylko na chwilę, prawda? I… ile mam zapłacić? dopytywałam nieśmiało.
Obsługa zajęła się mną doskonale, aż zapomniałam o upływie czasu. Kawka, herbatka ziołowa, przemiłe rozmowy wyjście do salonu okazało się miłą odmianą. Czułam się jak nowo narodzona.
Ależ mi zrobiono przyjemność! opowiadałam Malwinie po wyjściu z salonu. Tyle dobrego, a pewnie kosztowało fortunę.
Ale Malwina mrugnęła do recepcjonistki, która od razu dorzuciła z uśmiechem:
Akurat dziś mamy promocję, jeżeli przyprowadzisz koleżankę wszystko za darmo!
Śmiałyśmy się w drodze do kawiarni. Gdy usiadłyśmy przy stoliku i popijałyśmy cappuccino, zapytała:
A może czasem skusimy się razem na taki babski wypad? Dla stałych klientek zawsze są zniżki!
Wiesz, bardzo mi się podobało przyznałam. Nie sądziłam, iż to taka przyjemność. Szkoda, iż wcześniej nie próbowałam.
Teraz jest okazja. Możemy razem, dla towarzystwa.
I tak się zaczęło. Z Malwiną, powoli, od święta, pozwoliłam sobie na odrobinę luksusu. Dzięki jej delikatności przybyło mi w szafie kilka nowych rzeczy ceny zawsze podawała znacznie niższe niż faktycznie były.
Zachęciła Gienka, by zaprosił mnie do restauracji. Potem wybraliśmy się razem do kina, a na Boże Narodzenie dostałam od Malwiny karnet do teatru, o którym marzyłam od dawna.
Sąsiadki mówiły, iż odmłodniałam patrzyły z uznaniem.
To młodzi ciągną za sobą! odpowiadałam z uśmiechem.
I faktycznie, mam wrażenie, iż teraz, na emeryturze, jako mama dwóch dorosłych synów, odkryłam nową młodość.









