No i proszę! zawołał Szymek. Wszystko się zgadza! Ostatnie słowo zawsze powinno należeć do mężczyzny.
Dziś rano do domu Zawadzkich przyjechał wnuk z Warszawy, na którego weselu byli niedawno. Przyjechał Szymek po ziemniaki, bo zawsze pomagał ukochanym dziadkom Marii i Edwardowi te ziemniaki sadzić i wykopywać.
No to powiedz, Szymku, jak ci się żyje z twoją Halinką? zapytała babcia, mieszając w garnku na kuchni węglowej.
Różnie u nas, babciu odpowiedział niechętnie wnuk. Różnie bywa
Poczekaj, poczekaj wtrącił się dziadek Edward. Co znaczy różnie? Już się kłócicie, czy co?
Na razie raczej nie kłócimy się. Próbujemy ustalić, kto u nas w domu rządzi przyznał wnuk.
A daj już spokój westchnęła z rozbawieniem babcia. Tu nie ma nad czym się zastanawiać. To oczywiste.
No właśnie roześmiał się dziadek. Wiadomo, iż najważniejsza w rodzinie była i będzie żona.
Daj ty spokój z kuchni znowu rozległ się głos babci.
Dziadku, żartujesz chyba? Wnuk spojrzał na niego z niedowierzaniem. To naprawdę poważnie mówisz?
Ani trochę nie żartuję odparł Edward. Nie wierzysz, zapytaj swojej babci. Marysiu, powiedz czyje u nas w domu zawsze ostatnie słowo?
No skończ już te głupoty odpowiedziała życzliwie babcia.
Nie, powiedz szczerze nalegał dziadek. Kto podejmuje u nas ostateczne decyzje ty czy ja?
No ja
Jak to możliwe? nie mógł się nadziwić wnuk. Nigdy tu czegoś takiego nie widziałem. I w ogóle uważam, iż w domu gospodarzem powinien być facet.
Dajże spokój, Szymku znowu wybuchnął śmiechem dziadek. W prawdziwej rodzinie to wygląda zupełnie inaczej, niż ci się wydaje. Posłuchaj, opowiem ci parę historii i sam zrozumiesz.
Historia
Zaczyna się jęknęła babcia z lekkim niezadowoleniem. Pewnie zaraz będzie o motocyklu
O jakim motocyklu? zdziwił się wnuk.
O tym, co od lat rdzewieje w stodole pokiwał głową dziadek. Za chwilę skończy sto lat. Wiesz, jak babcia mnie zmusiła, żebym go kupił?
Babcia? Zmusiła?
Ano tak. Sama dała mi pieniądze. Z własnych oszczędności. Ale najpierw była inna historia
Dorabiałem sobie kiedyś, akurat miałem odłożone na motocykl z wózkiem. Mówię Marysi twojej babci, iż chcę go kupić. Z wózkiem, żeby można było z pola ziemniaki przewozić. Dawniej dostawaliśmy działki pod ziemniaki.
Twoja babcia zaparła się. Mówi: kupmy lepiej kolorowy telewizor, wtedy były strasznie drogie. Ziemniaki, mówi, i tak zawsze woziłeś rowerem, to woź dalej.
Worek na ramę i w drogę. No dobrze, mówię, twoje ostatnie słowo. Kupiliśmy telewizor.
A motocykl? zdziwił się wnuk.
Też kupiliśmy westchnęła babcia. Ale dużo później. Najpierw dziadek tak się nadwyrężył z tymi ziemniakami, iż sama musiałam je wozić większość sezonu.
Dopiero gdy jesienią sprzedaliśmy świnie i dostałam za to pieniądze, oddałam je dziadkowi i mówię: jedź do powiatu po ten motocykl z wózkiem.
A za rok znowu uzbierały się oszczędności podjął dziadek opowieść. Mówię: teraz trzeba zbudować nową saunę, bo stara po rodzicach ledwo się trzymała, dach zgnił, ściany też. Ale babcia znowu uparła się na nowe meble. Bo trzeba mieć jak ludzie. Dobra, mówię, twoje ostatnie słowo. Kupiliśmy meble.
A na wiosnę stara sauna runęła pod śniegiem dokończyła babcia. Dach nie wytrzymał. I po tej historii już zawsze mówiłam: jak Edward powie, tak będzie.
No i widzisz! Szymek aż podskoczył. Wiedziałem! Ostatnie słowo musi być po stronie mężczyzny!
Ależ nie, Szymku, nie zrozumiałeś roześmiał się dziadek. Zanim cokolwiek zrobię, najpierw podchodzę i pytam: chcę zrobić nowy piec zgoda? Potem wszystko zależy już od niej.
No to właśnie po takich wydarzeniach zawsze mówię: jak uważasz, tak rób.
Więc, Szymku, w każdej rodzinie ostatnie słowo powinna mieć żona podsumował dziadek. Złapiesz sens?
Szymek zamyślił się, potem wybuchnął śmiechem. A gdy się wyszumiał, znów wpadł w zadumę i nagle jego twarz się rozjaśniła:
Teraz to zrozumiałem, dziadku. Wrócę zaraz do domu i powiem: No dobrze, Halinko, jedźmy na wakacje do Turcji, jak chcesz. A samochodu na razie nie oddam do warsztatu, niech ten automat strzela kaprysy dalej.
Jak się popsuje trudno. Całą zimę będziemy jeździć do pracy autobusami, po prostu będziemy wcześniej wstawać. Nic wielkiego, damy radę Dobrze myślę, dziadku?
Doskonale kiwnął głową rozbawiony dziadek. Szymku, za rok, dwa, u was też wszystko się poukłada.
A w rodzinie żona powinna być najważniejsza. I facet wtedy ma spokój. Ja to dobrze wiemBabcia odwróciła się od kuchni, spojrzała z czułością na wnuka i nagle uśmiechnęła się psotnie.
I pamiętaj, Szymku Najważniejsze, żebyście się kochali, nie kto ma ostatnie słowo. U nas przez te wszystkie lata właśnie o to chodziło.
Dziadek chwycił Marię za rękę stare, spracowane dłonie, ale ciepłe i pewne.
Tak jest, babciu przytaknął z błyskiem w oczach. Bez tej twojej upartości życie byłoby o wiele nudniejsze.
Za oknem wiatr szarpał jabłoniami, zapowiadał deszcz. W kuchni pachniało zupą na żeberkach. Szymek poczuł, iż w tym domu w tych rozmowach, żartach i drobnych sprzeczkach kryje się prawdziwy smak rodziny. Przytulił babcię i dziadka, mocniej niż zwykle.
Wiecie co? powiedział cicho. Chyba zabiorę jeszcze trochę tych ziemniaków. Przydadzą się i na zupę, i na życie.
Zaśmiali się wszyscy troje, a babcia jeszcze długo machała mu z ganku, aż Szymek z workiem na ramieniu zniknął za zakrętem, niosąc ze sobą nie tylko ziemniaki, ale też kawałek ich rodzinnej mądrości.
Na świecie różnie bywa, ale u Zawadzkich jak zawsze ostatnie słowo znaczyło tylko tyle, iż naprawdę się kochają.











