No dobrze! zawołał Szymek. Tak właśnie trzeba! Ostatnie słowo zawsze powinno należeć do mężczyzny.
O świcie do domu Majewskich zajechał z Warszawy dorosły wnuk, na którego ślubie niedawno byli. Przyjechał Szymek po ziemniaki, bo zawsze pomagał swoim ukochanym dziadkom w sadzeniu i wykopywaniu kartofli.
No, powiedz mi, Szymku, jak ci się żyje z twoją Bożenką? zapytała gwałtownie babcia, obracając się przy kaflowym piecu.
Różnie u nas bywa, babciu… odpowiedział niechętnie wnuk. Różnie…
Zaraz, zaraz napiął się dziadek Aleksander Jak to różnie? Co, już się kłócicie?
Na razie to raczej nie… Staramy się ustalić, kto jest gospodarzem w naszym domu przyznał Szymek.
O Jezu… westchnęła babcia, z rozbawieniem mieszając drewnianą łyżką zupę. Co tu ustalać, przecież to jasne.
No jasne! zaśmiał się też dziadek. Przecież od zawsze szefem w rodzinie jest żona.
No, no… dobiegło z pieca.
Dziadku, żartujesz chyba? zdziwił się Szymek, patrząc na niego spode łba.
Ani trochę nie żartuję uciął Aleksander. Jak mi nie wierzysz, zapytaj babcię. No dalej, Halino, powiedz, czyje jest u nas w domu ostatnie słowo?
A przestań gadać takie androny odparła łagodnie babcia.
Nie, powiedz! nalegał dziadek. Kto podejmuje decyzje, ty czy ja?
No… ja chyba…
Jak to możliwe? nie dowierzał wnuk. Nigdy tego nie zauważyłem. A według mnie to facet powinien być głową domu.
Daj spokój, Szymku znowu zaharczył dziadek. W prawdziwej rodzinie wygląda to zupełnie inaczej niż ci się wydaje. Teraz ci dwie historie opowiem sam zrozumiesz.
Historia
Zaczyna się… mruknęła z niezadowoleniem babcia. Teraz pewnie o motory opowie.
O motor? zdziwił się Szymek.
O ten, co rdzewieje w szopie przytaknął dziadek ochoczo. Ma ze sto lat. Wiesz, jak to się stało, iż go kupiłem? Babcia mnie zmusiła.
Babcia? Zmusiła?
Tak! Sama mi dała pieniądze. Ze swoich, odłożonych. Ale najpierw była inna historia.
Kiedyś dorobiłem się, akurat starczyło na motor z wózkiem. Mówię Halinie twojej babci chcę kupić motor z przyczepką. Będę na nim ziemniaki z pola przywoził. Kiedyś nam dali działki na kartofle pod Warszawą.
A babcia się uparła, mówi lepiej kupmy kolorowy telewizor, bo wtedy były bardzo drogie. Kartofle zawsze woziłeś rowerem, więc dalej możesz. Worek na ramę i jazda. No dobra, mówię, twoje słowo ostatnie. Kupiliśmy telewizor.
A motor? nie rozumiał Szymek.
Też kupiliśmy… westchnęła babcia. Ale dopiero później. Najpierw dziadek sobie plecy załatwił przy tych ziemniakach tak, iż ja musiałam sama wszystko zwozić. Prawie całość.
A kiedy w listopadzie sprzedaliśmy świniaka, dałam mu wszystkie złotówki i mówię jedź do powiatu po ten motor z wózkiem.
A następnej jesieni pojawiły się nowe pieniądze podjął dziadek. Mówię, postawimy nową saunę (bo starą, po rodzicach, dach przegnił i ściany też). Ale babcia znowu się sprzeciwiła po co sauna, kupmy nowe meble, żeby było jak u ludzi. No to znów: twoje słowo ostatnie. Kupiliśmy meble.
A wiosną sauna się zawaliła dokończyła babcia. Tyle śniegu napadało, iż dach nie wytrzymał… Od tego czasu stwierdziłam, iż jak dziadek powie, tak będzie.
No widzisz! krzyknął Szymek. Tak właśnie powinno być! Ostatnie słowo jest dla faceta!
Nie, Szymku, nie zrozumiałeś zachichotał dziadek Aleksander. Bo ja zawsze, zanim coś zrobić, mówię: chcę piec przebudować. Zgadzasz się? I potem jak ona powie, tak robię.
Więc ja od tamtej pory ciągle powtarzam jak uważasz, tak rób dodała babcia.
A więc, Szymku, w każdym przypadku ostatnie słowo należy do żony podsumował dziadek. Kumasz?
Szymek chwilę zamyślił się, potem nagle ryknął śmiechem. Jak się wysmiał, znowu spoważniał i twarz mu się rozjaśniła.
No, teraz już rozumiem, dziadku! Pojadę do domu i powiem: Dobrze, Bożenka, lećmy na wakacje do Egiptu, jak chcesz. A samochodu nie oddaję teraz do warsztatu. Automat szwankuje, trzeba wymieniać. Jak padnie trudno. Całą zimę będziemy do pracy jeździć autobusami. Wystarczy, iż wcześniej będziemy wstawać. Co za problem Dobrze mówię, dziadku?
Stuprocentowo dobrze! przytaknął dziadek z radością. Zobaczysz, za rok, dwa, każdy u was w domu znajdzie wspólny język.
A żona zawsze powinna być głową rodziny. Facet ma wtedy święty spokój. Wiem coś o tymSzymek popatrzył na dziadków i nagle poczuł, jak dom wypełnia ciepło, które znał z dzieciństwa zapach pieca, wilgotność świeżo zdjętych ziemniaków z piwnicy i ciche stukanie babcinych pantofli po kuchni.
Wiecie co? powiedział cicho, rozglądając się po kuchni. Chyba najważniejsze to żeby być razem, nawet, jak się nie zgadzamy. Bo jak się babcia z dziadkiem uparli przy jednym motorze i jednym telewizorze, to przynajmniej do dziś mają o czym opowiadać.
Dziadek mrugnął porozumiewawczo: No widzisz, Szymciu. Gdyby nie te nasze sprzeczki, to pewnie byłoby strasznie nudno.
Babcia roześmiała się perliście i machnęła ręką, jakby odganiała kuchenny dym, choć płomień właśnie tańczył radośnie w piecu: Najważniejsze to codziennie coś razem wybrać. Choćby miały to być tylko ziemniaki na obiad.
Szymek westchnął, szczęśliwy i lekki. No to ja wybiorę dzisiaj: babciu, zjem tych twoich ziemniaków z koperkiem, a potem zawiozę wam jeszcze jabłka z miasta. Żebyście mieli na szarlotkę. Jak chcecie.
Dziadek uniósł kubek z herbatą: I o to chodzi! Wybrałeś dobrze, chłopie. A szarlotka będzie na jutro przy dużym stole, dla tych, którzy zawsze wracają do domu.
Za oknem wiatr przestał szarpać gałęziami, a poranne słońce odbiło się złotym blaskiem na kaflowych drzwiczkach pieca jakby chciało na chwilę zatrzymać czas w tej kuchni, gdzie ostatnie słowo zawsze było miłością.












![12-letnia Nela nie miała objawów. Badania wykryły cukrzycę typu 1 [Zdjęcia]](https://www.wkatowicach.eu/assets/pics/aktualnosci/2026-05/DSC_4294.jpg)
