Nikt się nie spodziewał Nasz tata z Małgosią wyjechał kiedyś “za chlebem” i zaginął, gdy ja byłem …

polregion.pl 2 godzin temu

Nie spodziewaliśmy się

Nasz ojciec, z Agatką, zniknął, kiedy byłem w piątej klasie, a siostra w pierwszej. Wyjechał niby za chlebem gdzieś pod Poznań albo Białystok, ślad po nim zaginął. Wcześniej wybywał na miesiąc czy trzy, po czym jakby nigdy nic wracał z plikiem złotówek i torbą prezentów. Z mamą nigdy nie byli po ślubie, ojciec był wolnym ptakiem jeździł, gdzie go poniosło. Wracał, kiedy i jak chciał, ale zawsze stawał w progu obdarowany i obładowany. Mama to znosiła, bo kochała go jak szalona.

Włodziu, wróć szybciej, proszę cię błagała go.
Daj spokój, nie dramatyzuj. Wracam, będzie niespodzianka mrugał, całował i zaraz znikał za rogiem.

Gdy go nie było, pilnował nas jego brat, wujek Krzysiek. Myślę, iż mama mu się podobała, ale nigdy słowem nie dał po sobie poznać. Nie zapraszał na randki ani kwiatów nie kupował, ale zawsze można było na niego liczyć.

No i jak tam, Teśka? pytał wujek, wpadając do mieszkania. Co u małych gagatków?
Huuuraa, wujek Krzysiek! wrzeszczałem, rzucając się mu na szyję.
Cześć, Damian mówił, klepiąc mnie po plecach.

W sumie, gdyby był moim ojcem, wcale bym nie narzekał. W weekendy wujek zabierał nas na spacery po krakowskich plantach i mama miała chwilę dla siebie. Czasem chodziła z nami, a czasem wolała poplotkować przez telefon i pomyśleć o swoim ciężkim kobiecym losie.

Jak trochę podrosłem, Krzysiek przyniósł i zamontował w korytarzu drabinkę gimnastyczną. Ojca nie było już ponad pół roku. Przykręcałem mu śruby, Agatka patrzyła, jak sprawnie wujek montuje drążek, linę i kółka.

Wujku, a czemu ty się nie ożenisz? Takiego złotą rączkę każda by porwała! rzuciła Agatka, wypowiadając się z mądrością Babci, którą podłapała z rozmów mamy z koleżankami.

Nie znalazłem jeszcze tej odpowiedniej, Agatko. Jak znajdę, to się ożenię spokojnie odpowiadał.

A nie chciałbyś dzieci własnych?
Agatka rozłożyła ręce i spojrzała – serio i z przekąsem.

Wujek odłożył klucz, zamyślił się i mówi poważnie:
Na razie mam was i wystarczy. Co, chcesz mnie już wyprawiać z domu? uśmiechnął się pod wąsem.

Agatka nie była głupia:
Ja? Broń Boże, wujku Krzysiu, zawsze cię chętnie widzę!

Wieczorem pytam siostrę:
Po co go tak odpytywałaś? Jeszcze się poobraża i przestanie zaglądać!
A tata zawsze przywozi prezenty Może już niedługo wróci rozmarzyła się Agatka.
Eh, naiwna! Kupił cię za lalkę? Wiesz, ile ta drabinka kosztowała? Paręset złotych!
A co mi po drabince? Wolę sukienki i nowe lalki niż zwisać jak małpka na drążku.

Ale tym razem Agatka czekała na tatę na próżno. Nie przyjechał. Pewnego dnia wujek Krzysiek zamknął się z mamą w kuchni, coś jej tłumaczył, a mama beczała jak bóbr.

Teśka, nie płacz. Nie zostawię was. Wiesz, jak on jest gdzie lepiej, tam go ciągnie.

Mama zaczęła zawodzić na całe mieszkanie Oj, oj, oj! i długo jeszcze szlochała.

Wujek Krzysiek przychodził do nas jak dawniej: pomagać, naprawiać, wyprowadzać dzieci na spacery. W końcu odważył się wyznać mamie swoje uczucia podsłuchiwałem z czystym sumieniem.

Krzyś, przecież ja ci niepotrzebna. Ty porządny chłop, szczęścia zasługujesz mówiła.
To ja wiem najlepiej, kogo mi trzeba upierał się wujek.
A jak on wróci?
Nie odpowiedział.
I tak będę na niego czekać. Kochałam go. Co zrobić? jeżeli chcesz taką, bez serca

Wycofałem się z korytarza na palcach. Matka to bym wtedy udusił. Głupia, znalazła sobie kogo kochać tfu!

Zaczęliśmy jakoś żyć. Agatka cała w tatę: gdzie lepszy obiad, tam lepsze uczucia. Cóż, nie mogłem jej winić. W końcu zrozumiała, iż na prezenty od taty raczej się nie doczekamy. A Krzysiek harował jak wół na naszą coraz większą rodzinę. Mama urodziła mu syna, Wojtka. Wujek Krzysiek nosił go na rękach jak swoje największe szczęście. Wzięli ślub, a wszystko się uspokoiło.

Ukończyłem liceum bez jedynki, dostałem się na studia dzienne! Mama świeciła jak żarówka.

Teraz to będziemy mieli w rodzinie naukowca, co Krzyś?
A co, my kaszy nie jemy? Damy radę!
Och, przestańcie, ja tam się za naukowca nie uważam broniłem się. Lepiej nalejcie mi trochę szampana, spróbuję.
Przecież już próbowałeś parsknęła Agatka, a ja spojrzałem na nią groźnie.

Wojtek wspinał się po wszystkich i próbował ukraść z stołu widelec. Krzysiek złapał go i posadził na kolanach.

Synku, zachowuj się, jesteś już duży!

Wojtek natychmiast złapał łyżkę, przyłożył do nosa i wywrócił oczy, wygłupiając się. Wszyscy ryknęli śmiechem.

Ktoś dzwoni do drzwi? wyostrzyła słuch Agatka.

Mama poszła otworzyć i cofnęła się jak rażona. W drzwiach stał ojciec. Zrobiło się cicho jak na mszy. Rozejrzał się, powiedział tylko:
No co, bawcie się dalej.

Wszyscy milczeli. Wojtek zsunął się z wujka i powędrował w stronę nowego pana. Ojciec go choćby nie zauważył, a mama złapała synka na ręce, broniąc nim siebie. Wujek Krzysiek wstał i mocno się zachwiał.

Gdzie idziesz? spytała mama nie swoim głosem.
Muszę… Mieć trochę powietrza.

Wyszedł, delikatnie odsuwając ojca barkiem. Zebrałem się i poszedłem za nim, Agatka też się poderwała.

Córeczko, zobacz, jakie modne ci ciuszki przywiozłem próbował się wkupić tata.

Ku mojemu zaskoczeniu, Agatka choćby nie spojrzała w jego stronę. Dosiadła mnie w korytarzu i szepnęła:
Daj, pójdę za Krzyśkiem. Ty podsłuchuj, masz do tego smykałkę.

Ale
No Damian, proszę cię. Podsłuchiwanie ci wychodzi lepiej!

No cóż miała rację. Prawie detektyw.

Agatka pobiegła do parku za Krzyśkiem, a ja skryłem się w korytarzu, pełen strachu, iż mama jednak doczekała się swej wielkiej miłości. Co teraz z nami?

Teśka, co, wyszłaś za Krzyśka? wysączył ojciec złośliwie.
Mama nie odpowiedziała.
Teśka stało się, minęło. Ja wróciłem! Wszystko będzie jak dawniej!

Z kuchni dobiegł odgłos zamieszania, uderzenie i płacz przestraszonego Wojtka.

Idź sobie, Włodek gdzieś daleko!
Teśka, nie wygłupiaj się!
Basta! Wynoś się. Nikt cię tu nie oczekiwał!

Kłamiesz. Oczy mi prawdę powiedzą.
Powiedziałam co trzeba. ucięła mama.

Ojciec wyszedł za chwilę i zobaczył mnie w korytarzu:
Podsłuchujesz? Oho, daleko zajdziesz.

A było mi to kompletnie obojętne. Wszedłem do pokoju, wyobrażając sobie, iż mama rozpacza A ona uspokajała Wojtka, poprawiała fryzurę i układała talerze, jak Maria Skłodowska w laboratorium.

No proszę, prawie zepsuł nam święto, co? uśmiechnęła się mamka półgębkiem. Gdzie oni się podziali?

Wojtek już zapomniał, iż mama krzyczała. Zadowolony przesuwał stołek.

Wyszedłem na ulicę. Agatka z Krzyśkiem siedzieli na ławce w parku, tuż naprzeciw bloków. Agatka trzymała wujka za ramię, głowę opierała o jego szyję, jakby się bała, iż puści i wujek się rozpłynie.

Podszedłem, spojrzałem na nich. Od dawna chciałem to powiedzieć. Obszedłem ławkę, patrzę na Krzyśka, trochę zagubionego:
Tato, nie siedź tu tak. Wracamy, mama woła.

Krzysiowi zaczęły drżeć ręce. Agatka natychmiast nałożyła na nie swoje łapki, wyprostowała się, popatrzyła na niego:
Prawda, wracamy, tato?

Wracaliśmy. Jakby nie było, mieliśmy przecież święto. Ukończyłem szkołę.

Idź do oryginalnego materiału