Nie spodziewali się
Nasz ojciec, pan Zbigniew, wyjechał kiedyś do pracy w innym mieście i zniknął bez śladu, gdy ja byłem w piątej klasie, a moja siostra Jagoda zaczynała dopiero podstawową. Dokładniej mówiąc, tym razem zniknął na dobre. Wcześniej tylko wyjeżdżał na miesiące, wracał niespodziewanie, zawsze z pieniędzmi i prezentami, jakby był jakimś wolnym ptakiem. Nigdy nie żenił się z mamą z panią Dorotą choć ona kochała go na zabój i wyczekiwała go ze łzami w oczach:
Zbyszek, wracaj już, proszę szeptała, a on tylko rzucał:
Daj spokój, Dorota. Czekaj na mnie z kolejnym prezentem.
Całował ją niedbale i znikał. W czasie jego nieobecności opiekował się nami brat ojca wujek Janek. Myślę sobie, iż mama choćby mu się podobała. Nigdy nie okazywał tego wprost, nigdy nie robił gestów, ale wiedzieliśmy, iż zawsze możemy na niego liczyć.
Jak się trzymasz, Dorotka? pytał, gdy wpadał do mieszkania. Co u dzieci?
Hurra! Wujek Janek przyszedł! krzyczałem, rzucając mu się na szyję.
No siema, Krzysiek mówił krótko, przytulając mnie.
Gdyby zależało ode mnie, wolałbym, żeby to on był moim ojcem. W weekendy zabierał mnie i Jagodę na spacery, pozwalając mamie odpocząć. Czasem szła z nami, czasem zostawała samotnie przy oknie, zagłębiając się w smutnych myślach o swoim losie.
Gdy podrosłem, wujek Janek zamontował w przedpokoju drabinki gimnastyczne, bo ojca nie było już z nami prawie pół roku. Pomagałem mu przytwierdzać sprzęt, a Jagoda stała z boku, obserwując, jak z wprawą montuje drążek, linę i kółka.
Wujku, czemu nie masz żony? Takiego złotą rączkę każda by chciała skwitowała Jagoda, niby dziecko, a już taka sprytna. Pewnie nasłuchała się matczynych rozmów.
Nikogo nie znalazłem, kto by mi pasował, Jagoda. Jak znajdę, to się ożenię.
A dzieci nie chcesz mieć, swoich własnych?
Wujek spojrzał na nas poważnie i odłożył śrubokręt.
Na razie wystarczycie mi wy. A co, chciałabyś się mnie pozbyć? mrugnął z przekąsem.
Jagoda nie była głupia.
Ja?! Co ty, wujku! Zawsze się cieszę, gdy przychodzisz!
Wieczorem zapytałem siostrę:
Po co go tak zaczepiasz? Jeszcze się obrazi i przestanie nas odwiedzać.
Tata przywozi prezenty zamyśliła się Jagoda. Już chyba niedługo wróci.
Durnoto, kupił cię za parę prezentów. Wiesz, ile kosztuje taki sprzęt, który Janek nam kupił?
A co mnie obchodzą drabinki? Ja bym wolała sukienki i lalki! Nie jestem małpą, żeby skakać po twoich drążkach.
Tym razem czekała na powrót ojca na próżno. Nie zjawił się. W pewien wieczór Janek wszedł do mieszkania, zamknął się z mamą w kuchni i długo z nią rozmawiał, a ona płakała szczerze.
Dorotka, nie płacz Nie zostawię was. Przecież znasz Zbyszka leci za tym, gdzie mu wygodniej.
Mama wybuchła płaczem, łkała tak głośno, iż aż mnie kłuło w sercu.
Janek nie przestawał nas odwiedzać naprawiał, pomagał, wychodził z nami na spacery. W końcu zebrał się na odwagę i wyznał mamie uczucia. Słuchałem za drzwiami, nie mając wyrzutów sumienia.
Janek, przecież ty zasługujesz na prawdziwe szczęście mówiła mama, wzruszona. A ja nie jestem ci potrzebna. Jestem tylko cieniem.
Ja sam wiem, kogo potrzebuję upierał się Janek.
A jeżeli on wróci?
Janek nie odpowiedział.
I tak będę na niego czekać, bo go kocham. Nie umiem inaczej, Janek. jeżeli potrzebujesz właśnie takiej pustej w środku
Odszedłem cicho od drzwi, zły jak osa. Jak mogła tak ślepo kochać tego, który ją zostawił? Co za głupota.
Zaczęliśmy żyć jak rodzina. Jagoda była cała w ojca łasiła się tam, gdzie była korzyść. Czy mogłem ją winić? Chyba już zrozumiała, iż na powrót taty z prezentami nie ma co liczyć. Wujek Janek był coraz bardziej obecny, pracował wiele, by utrzymać naszą powiększoną rodzinę. Mama urodziła mu synka Kubusia. Dla Janka to był szczyt szczęścia. Wzięli ślub w urzędzie, wszystko zaczęło się układać.
Skończyłem szkołę średnią bez żadnej dwói, dostałem się na Politechnikę Warszawską na darmowe miejsce. Mama promieniała jak świeżo wypolerowany samowar.
Nasz Krzyś będzie naukowcem, co, Janku?
My też mamy głowy na karku, nie jemy przecież zupy z buta uśmiechał się wujek.
Dajcie spokój, żaden ze mnie naukowiec czerwieniłem się, wymijając temat. Lepiej nalejcie mi trochę szampana, na próbę.
Phi, jakbyś nigdy nie próbował fuknęła Jagoda, a ja rzucałem na nią groźne spojrzenia.
Kubuś, nieporadny jeszcze, gramolił się na stół, próbując go zburzyć. Janek złapał go gwałtownie i posadził na kolanach.
No już, synku, zachowuj się. Już nie jesteś niemowlakiem!
Kubuś od razu złapał łyżkę, przyłożył ją sobie do nosa i wywrócił oczy, rozbawiając wszystkich.
Chyba ktoś dzwoni do drzwi szepnęła Jagoda.
Mama otworzyła i zastygła w progu. W drzwiach stanął ojciec. Zapanowało milczenie. Rozejrzał się i powiedział:
No co, bawcie się dalej.
Nikt się nie odezwał. Kubuś zsunął się z kolan Janka i podszedł do nieznajomego. Ojciec choćby nie spojrzał na synka, a mama objęła Kubusia i zasłoniła nim siebie jak tarczą. Janek wstał i zachwiał się lekko.
Dokąd idziesz? zapytała mama obcym głosem.
Muszę muszę wyjść, złapać trochę powietrza.
Wyszedł, odsuwając brata ramieniem. Wyskoczyłem za nim, a za mną pobiegła Jagoda.
Kruszynko, mam dla ciebie super ciuchy rzucił ojciec do siostry.
Ku mojemu zaskoczeniu, Jagoda choćby na niego nie spojrzała. Dogoniła mnie w korytarzu i szepnęła wprost do ucha:
Krzysiek, ja pójdę za Jankiem, a ty zostań pod drzwiami. Podsłuchaj, co się będzie działo.
Ale
No proszę, Krzyś! Ty masz lepsze ucho do takich rzeczy!
Ani chybi, miała rację. Jak szpieg.
Jagoda wybiegła za Jankiem, ja stanąłem w korytarzu, przerażony tym, iż mama naprawdę doczekała. Miłość życia wróciła. Co będzie z nami teraz?
Dorotka, ty co, wyszłaś za Janka? wysyczał złośliwie ojciec.
Mama milczała.
Dorotka, no co było, to było. Mnie już przeszło. Wracam!
Rozległa się szamotanina, dźwięk policzka i płacz przerażonego Kubusia.
Wyjdź, Zbyszek na dobre.
Dorotka, ale o co ci chodzi?
Powiedziałam, żebyś szedł. Tu nikt na ciebie nie czekał.
Kłamiesz. Widzę w twoich oczach. Oczy nie kłamią.
Powiedziałam wszystko. Mama była stanowcza.
Ojciec wyszedł po chwili, zobaczył mnie.
Podsłuchujesz? Oby ci się w życiu przydało.
Ale nie obchodziło mnie, co o mnie myśli. Wszedłem do pokoju, przekonany, iż mama siedzi załamana. Ale ona z uśmiechem poprawiała Kubusiowi fryzurę, szykowała stół i jednocześnie go pilnowała jakby była samą królową wielozadaniowości.
Uff, prawie zepsuł nam święto, co? powiedziała z krzywym uśmiechem. No, gdzie się wszyscy podziali?
Kubuś zapomniał już o maminych łzach, z euforią przesuwał krzesło.
Wyszedłem na dwór. Jagoda z Jankiem siedzieli na ławce w parku naprzeciwko kamienicy. Objęła go za ramię, ułożyła głowę na jego klatce piersiowej, jakby bała się, iż gdy puści zniknie. Podeszłem, spojrzałem na nich od tyłu. Od dawna chciałem to powiedzieć. Obszedłem ławkę, popatrzyłem Jankowi w oczy:
Tato, przestań tu siedzieć. Chodź do domu. Mama czeka.
Janekowi zatrzęsły się dłonie. Jagoda położyła na nich swoje małe ręce. Podniosła głowę:
Chodź, naprawdę, tato.
Poszliśmy razem do domu. Jakby nie było, mieliśmy dziś święto. Skończyłem szkołę nasze życie toczyło się dalej.





![Licytacje dla Antosia na FB! Spacerówka, makijaż, tort i wiele innych [ZOBACZ]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/collage_23-0.jpg)








