Nigdy w życiu nie zabrałam cudzego – Historia o Nadii i Marcie: o zazdrości, rodzinnych sekretach, s…

polregion.pl 10 godzin temu

W OBCYM NIE GRZEBIĘ

Marzena już w szkole podstawowej z jakąś fascynacją gardziła i jednocześnie zazdrościła Nastce. Gardziła, bo rodzice Nastki prowadzili raczej polską szkołę życia czyli opary alkoholu, kombinowanie na boku i niekończąca się walka o przetrwanie za ostatnie grosze. Nastka zawsze chodziła głodna, w połatanych ciuchach, ciągle przygnębiona. Ojciec czasem przekonywał ją do swoich racji pasem za to, iż za mało wypił, za to, iż za dużo, albo po prostu bez powodu. Matka nie reagowała sama bała się porządnego liścia. A jedynym promykiem była kochana babcia.

Babcia raz w miesiącu, zresztą ze swojej nikłej emerytury, przekazywała wnuczce wypłatę bo była grzeczna. Chociaż Nastka wiedziała, iż choćby jakby urządziła karczemną awanturę, babcia wyglądałaby zachowawczo i tak by tę wypłatę wypłaciła. Całe pięć złotych! Nastka w taki dzień od razu leciała do spożywczaka i kupowała sobie i babci lody, trochę chałwy i cukierki. Marzyła, żeby to wytrwało jej przynajmniej miesiąc, ale po dwóch dniach cała słodka przyjemność kończyła się tragicznie szybko.

I wtedy babcia, niby od niechcenia, wyciągała swoje lody z zamrażarki:
weź, dziecko, zjedz, bo mnie chyba gardło rozbolało.

Nastka w duchu zawsze się dziwiła, iż babcię boli gardło akurat w dniu, w którym kończą się cukierki. I trochę na to czekała. Takie babcine magiczne gardło.

Dom Marzeny był z zupełnie innej bajki. Zawsze pełna lodówka, porządny dom, rodzice zarabiali, dom sprzątnięty, a z Marzenia kurz się nie mógł otrzepać. Zawsze modnie ubrana, klasa czasem podbierała ciuchy na wymianę. O nic nie musiała się martwić syta, modna, porządnie odstawiona dziewczyna.

A mimo to Marzena zazdrościła Nastce czegoś nieuchwytnego: tej ujmującej urody, swoistego ciepła i umiejętności dogadywania się z ludźmi. Sama uważała, iż choćby rozmawiać z Nastką to poniżej jej możliwości. A jak ją mijała, to patrzyła tak, iż można było nabawić się zapalenia płuc od tego zimnego spojrzenia. Pewnego razu walnęła publicznie:
Jesteś żałosna!

Nastka w biegu do domu, we łzach, opowiedziała babci o wstydzie. Babcia posadziła ją, pogłaskała po włosach:
Nie płacz, Nastusiu. Jutro powiedz jej: Ty masz rację u Boga naprawdę jestem!

I Nastce od razu lżej się zrobiło.

Marzena była też ładna, ale biło od niej raczej zimno i wyniosłość.

A w ich klasie był ulubieniec, taki nasz polski luzak Maksymilian.

Dwójkowy lider towarzystwa, żartowniś i dusza imprezy. Maks z ocenami nie walczył, dostał pałę wzruszał ramionami, za niewłaściwe zachowanie stawiali mu psychologów, ale i tak wszyscy mieli do Maksa słabość. choćby nauczyciele chociaż jego dziennik był zaróżowiony jak policzki po mrozie nie mogli się długo gniewać.

W starszych klasach Maks zaczął odprowadzać Marzenę pod dom. Rano czekał pod szkołą, żeby wejść razem do klasy, a koleżanki kwitowały to okrzykiem:
No patrzcie! Pan młody i panna młoda!

Nawet nauczyciele wiedzieli, iż coś tam się kiełkuje między Maksem a Marzeną. Ostatni dzwonek, polonez na balu, potem każdy w swoją stronę.

Marzena i Maksymilian pobrali się w tempie ekspresowym, bo, jak powiedziała babcia Marzeny, groszek nie poczeka. choćby wielowarstwowa suknia nie zakryła skutków młodzieńczego afektu. Po pięciu miesiącach Marzena urodziła córkę, którą ochrzczono Sonia.

Nastka poszła po szkole do pracy, bo babcia już odpoczywała w lepszym świecie, a rodzice czekali tylko na to, by im dawać na wódę. Może i okazje do zamążpójścia były, ale żeby serce skoczyło na oślep nigdy nie poczuła. Poza tym, trochę się tych swoich pijanych rodziców wstydziła.

Dziesięć lat minęło jak z bicza strzelił.

Pod gabinetem psychiatry od uzależnień stoją dwie pary: Nastka z matką i Maksymilian z Marzeną. Nastka rozpoznała Maksa od razu dojrzał, porządny facet się zrobił. Za to na Marzenę przykro patrzeć chuda, trzęsące się ręce, spojrzenie jak zza mgły, a tu dopiero 28 lat!

Maks wymownie spojrzał na Nastkę:
Cześć, koleżanko ze szkoły wstyd był wyczuwalny, iż to właśnie Nastka jest świadkiem jego domowego dramatu.

Cześć Maks. Widzę, trafił cię kataklizm. Od dawna tak z Marzeną? od razu oceniła sytuację Nastka.

Od lat wymamrotał Maks, czerwieniąc się.

Pijąca kobieta, to dramat na kółkach. Mówię z doświadczenia. Tato się wódką zajechał, a mama też się topi w butelce westchnęła Nastka ja cię aż za dobrze rozumiem…

Potem Maxim i Nastka wymienili się numerami. Tak na wszelki wypadek. W końcu wspólna bieda bardziej zbliża niż niejedna randka. I tak Maks zaczął wpadać do Nastki na kawkę. Bo przecież ona ma już jakiś know-how w kontaktach z pijącą rodziną.

Opowiadała, jak żyć, gdy ktoś w domu się stacza, co próbować, czego absolutnie nie próbować Nastka wiedziała jedno: więcej facetów topi się w kieliszku niż w Wiśle.

Potem okazało się, iż Maks mieszka już tylko z córką Sonią, a Marzena wróciła do rodziców, bo nie była w stanie się leczyć i trzymać domu. Maks odciął Sonię od tej nieprzewidywalnej matki. Dziecka nie zostawia się przy otwartym oknie na piątym piętrze czego zresztą pewnego razu (nie)dokonała Marzena Po tej akcji Maks złożył wniosek o rozwód.

Woda w cudzej duszy nie jest przezroczysta A Marzenie nikt nie wytłumaczy, iż samo się nie wyprowadzi z bagna.

Maks zabrał Nastkę na kolację. Tam przyznał, iż już od czasów szkoły miał do niej miętę, tylko bał się, iż da mu figę z makiem. A potem wszystko się wymknęło Marzena, dzieci, dorosłość…

Maks poprosił Nastkę o rękę. Potrafił dostać się do jej serca, a Nastka już od dawna sama myślała o nim cieplej. Miała opory no bo przecież był z Marzeną ale teraz wszystko ułożyło się inaczej. Maks był wolny, zakochany. Przestały istnieć powody do wahania. Oboje znaleźli się we adekwatnym czasie i miejscu.

Ślub był cichy i bez fanfar. Nastka wprowadziła się do Maksa. Sonia początkowo była wyczulona na nową ciocię, liczyła, czy tata nie będzie jej już kochał mniej. Ale Nastka otoczyła dziewczynkę ciepłem i tak ją sobie zaskarbiła, iż Sonia sama poprosiła, żeby mogła mówić do niej mamo. Po dwóch latach urodziła się kolejna dziewczynka Maja.

Pewnego razu dzwonek do drzwi. Nastka otwiera, a tam Marzena! Wygląda, jakby wygrała główną nagrodę w konkursie na Człowieka Roku według szklanki. Na kilometr czuć wódkę.

Ty żmijo, ukradłaś mi męża i dziecko! Całe życie cię nienawidzę! wykrztusiła przez alkoholową mgłę.

Nastka nie zmrużyła choćby powieki. Pewna siebie, zadbana, po prostu piękna.

W życiu nie ruszałam cudzych rzeczy. Sama oddałaś rodzinę, nic nie rozumiejąc. Nigdy słowa złego o tobie nie mówiłam. Szczerze jest mi cię żal, Marzena

I trzasnęła drzwiami, jakby zamknęła za nią nie tylko dom, ale i tamtą, smutną opowieść.

Idź do oryginalnego materiału