Nigdy nie kochałem swojej żony, choć mówiłem jej o tym setki razy. Nie była w tym jej wina nasze życie układało się dobrze. Nigdy się na mnie nie złościła, nie narzekała była łagodna i dobra. Jedyny problem w naszym związku brak widocznej miłości. Zwykłe domowe sprawy, codzienność przy stole.
Każdej nocy zasypiałem i budziłem się z myślą, iż powinienem wreszcie odejść. Chciałem znaleźć kobietę, którą naprawdę bym pokochał.
Ale czy znajdę taką? Przy Marcie czułem się komfortowo. Oprócz tego, iż doskonale prowadziła dom, była też niezwykle piękna. Koledzy mi zazdrościli i nie pojmowali, jak mi się tak poszczęściło. Sam nie rozumiałem, czemu mnie pokochała.
Byłem zwyczajnym mężczyzną, nie wyróżniałem się niczym szczególnym. A ona kochała… Nigdy tego nie zrozumiałem.
Jej miłość i oddanie nie dawały mi spokoju. A najbardziej niepokoiła mnie jej uroda. Wiedziałem, iż gdy tylko przekroczę próg naszego mieszkania i zakończę związek, natychmiast pojawi się nowy kandydat do jej serca. Bogatszy, przystojniejszy, bardziej zaradny.
Wyobrażając sobie, iż ktoś inny ją obejmuje, prawie traciłem rozum. Marta była moja, choć nie czułem do niej żadnych uczuć. choćby podczas ślubu poślubiłem ją tylko dlatego, iż schlebiało mi być z tak piękną dziewczyną.
Ale przecież nie da się żyć całe życie bez miłości. Myślałem, iż sobie z tym poradzę, ale się myliłem.
Muszę jej jutro wszystko powiedzieć pomyślałem przed snem.
Rankiem, przy śniadaniu, zdecydowałem się na szczerą rozmowę:
Marto, usiądź, muszę ci coś wyznać.
Słucham cię, kochanie.
Wyobraź sobie sytuację: rozchodzimy się, każde idzie w swoją stronę, zamieszkujemy w innych częściach Warszawy.
Marta się zaśmiała:
Co to za dziwny scenariusz? Jakaś gra?
Posłuchaj do końca. To ważne.
No dobrze, wyobrażam sobie.
Powiedz szczerze, gdy odejdę znajdziesz sobie kogoś nowego?
Michał, co ci się stało? Dlaczego miałbyś odchodzić?
Bo cię nie kocham i nigdy nie kochałem.
Co? Żartujesz? Nic z tego nie rozumiem…
Chcę odejść, ale nie mogę, bo boli mnie myśl, iż będziesz z kimś innym.
Przez chwilę milczała, zamyśliła się, a potem powiedziała spokojnie:
Na pewno nie znajdę nikogo lepszego od ciebie. Możesz odejść i nie martwić się, iż będę miała kogoś innego.
Obiecujesz?
Oczywiście zapewniła mnie Marta.
Ale… gdzie ja teraz pójdę?
A nie masz gdzie? Przecież całe życie razem, więc może lepiej razem dotrwać do końca odparłem smutno.
Nie przejmuj się tym. Po rozwodzie zamienimy mieszkanie na dwa kawalerki i będziesz miał swój kąt.
Naprawdę? Nie spodziewałem się, iż tak mi pomożesz. Dlaczego?
Bo cię kocham, a jeżeli się kogoś naprawdę kocha, nie można go na siłę trzymać przy sobie.
Minęło kilka miesięcy, rozwiedliśmy się. Po kilku tygodniach dowiedziałem się, iż Marta nie dotrzymała obietnicy gwałtownie znalazła nowego partnera. A mieszkania po babci wcale nie zamierzała zamieniać.
Zostałem z niczym samotny jak palec. Jak po czymś takim zaufać kobiecie? Sam choćby nie wiem
Czasem życie uczy nas, iż odchodząc z czyjegoś życia, myślimy, iż robimy to dla własnego szczęścia, a zostajemy z pustką. Prawdziwego szczęścia nie można budować na cudzym cierpieniu i nie znajdzie się go, póki samemu się nie zrozumie, czego naprawdę się pragnie.








