Nigdy Cię nie oddam. Opowieść. Ojczym nigdy ich nie skrzywdził. Co prawda, nie wypominał kromki chl…

polregion.pl 1 tydzień temu

Ojczym nigdy ich nie krzywdził. Przynajmniej nie wymawiał im chleba, nie złościł się z powodu szkoły, tylko kiedy Agnieszka wracała później niż zwykle, potrafił podnieść głos.

Obiecałem twojej matce, iż będę nad tobą czuwał! krzyczał, gdy Agnieszka próbowała nieśmiało tłumaczyć, iż jest już dorosła. Ja wiem lepiej, co ci wolno, a co nie! Myśli sobie, iż jak dorosła! Co, maturę dostała i wszystko można? Najpierw idź do prawdziwej pracy, a potem udawaj dorosłą!

Potem, gdy się już trochę uspokoił, mówił ciszej.

Zostawi cię, zobaczysz. Przecież widzę, kto po ciebie przyjeżdża. Auto ma dobre, przystojny, po co mu taka zwykła dziewczyna jak ty, Agnieszka? Będziesz jeszcze płakać, zapamiętaj moje słowa.

Agnieszka ojczymowi nie wierzyła. Oczywiście, Szymon był przystojny i studiował na trzecim roku Uniwersytetu Warszawskiego, na kierunku płatnym, co sama też by wybrała, gdyby ją było stać. Nie dostała się na studia w pierwszym podejściu, nie spodobało jej się w technikum, więc przez większość czasu rozdawała ulotki, roznosiła gazety, a poza tym przygotowywała się do rekrutacji na kolejny rok. Tak właśnie poznała Szymona podała mu ulotkę, on wziął jedną, potem drugą, trzecią i powiedział:

Pani, może tak ja wezmę wszystkie ulotki, a pani pójdzie z nami do kawiarni?

Nie wiadomo, co wtedy w nią wstąpiło, ale zgodziła się. Nauczyła się już wtedy nie wyrzucać ulotek w tej dzielnicy, schowała je do plecaka, a potem w drodze powrotnej wrzuciła do zsypu, gdy wychodziła z kawiarni.

Tam Szymon przedstawił ją swoim znajomym, częstował pizzą i lodami. Ona i siostra Jadwiga jadły takie przysmaki tylko w urodziny pieniędzy w domu nie było, a z renty ojczym nie pozwalał korzystać, mówił, iż odłożyć trzeba na czarną godzinę, jakby mu coś się stało.

W rzeczywistości pieniądze zarabiał nie najgorzej, ale połowę wydawał na samochód, który wciąż się psuł, a resztę przegrywał w zakładach. Agnieszka nie narzekała dobrze, iż nie wygonił jej z Jadwigą z domu, w końcu mieszkanie należało do niego, a to po mamie musieli sprzedać, kiedy zachorowała. Oczywiście, marzyła jej się czekolada, pizza, słodka oranżada, ale jak już coś przypadło, często oddawała wszystko siostrze. choćby Szymona w kawiarni zapytała czy może wziąć kawałek pizzy na wynos dla siostry? Zdziwił się, spojrzał, ale kupił jej całą pizzę i dużą czekoladę z orzechami.

Ojczym mylił się, myśląc, iż Szymon ją skrzywdzi. Dobry był chłopak. Dzięki niemu Agnieszka poczuła swoją słabość, zaczęła jeszcze pilniej przygotowywać się do matury. Znalazła pracę w sklepie jako kasjerka płacili dobrze, mogła kupić sobie porządne spodnie i umówić się do dobrego fryzjera, żeby Szymon był z niej dumny.

Gdy zaprosił ją na działkę, od razu wiedziała, co się wydarzy, ale nie przestraszyła się przecież nie była dzieckiem. Zwłaszcza iż się kochali. Na początku martwiła się, iż ojczym nie pozwoli, ale on zaczął sam wracać późno, czasem w ogóle nie wracał. Wiedziała, gdzie nocuje u pani Lucyny, pielęgniarki z ich osiedla. Od dawna ją lubił, choć ona niechętnie wiązała się z mężczyzną z dwójką córek po poprzednim małżeństwie. Sama była rozwódką, ale w końcu nie oparła się jego niezdarnym zalotom.

W rezultacie Agnieszce się to choćby opłaciło, choć Jadwiga płakała, słysząc, iż zostanie sama na noc. Agnieszka przyniosła jej czekoladę, chipsy i Pepsi w końcu się pogodziła.

O tym, iż jest w ciąży, Agnieszka dowiedziała się późno. Jej cykl zawsze był nieregularny, nikt jej choćby nie uczył, żeby tego pilnować. Dopiero druga kasjerka, pani Weronika Nowak, zapytała z żartem:

Agnieszka, coś się świecisz, zaokrągliłaś się ciąża?

Uśmiały się, ale wieczorem Agnieszka kupiła test. Kiedy zobaczyła dwie kreski, najpierw nie uwierzyła niemożliwe!

Szymon nie ucieszył się. Powiedział, iż to nie w porę i dał jej pieniądze na lekarza. Całą noc płakała, poszła, ale okazało się, iż za późno już szesnasty tydzień. Wszystko wydarzyło się na działce. Wierzyła, iż w pierwszy raz nie można zajść w ciążę

Przez jakiś czas udawało jej się ukrywać ciążę przed ojczymem, ale brzuch gwałtownie rósł. W końcu musiała się przyznać.

Jakież były krzyki!

Gdzie jest ten twój chłopak? Ma zamiar się ożenić?

Agnieszka spuściła wzrok. Szymona nie widziała od miesiąca gdy dowiedział się, iż musi zostawić dziecko, zniknął.

No tak, przecież mówiłem, Agnieszko

Nie od razu powiedział, może radził się pani Lucyny.

Skoro tak wyszło urodź. Ale będziesz musiała zostawić dziecko w szpitalu, nie potrzebuję dodatkowej gęby do wyżywienia. Słuchaj Żenię się teraz. Lucyna też jest w ciąży. Bliźniaki będą. Sama rozumiesz, troje niemowląt w domu za dużo.

Ona tu będzie mieszkać? zdziwiła się Agnieszka.

No przecież. Teraz będzie moją żoną, gdzie ma mieszkać?

Wyglądało, iż żartuje. Ale nie żartował. Powtarzał codziennie, groził, iż wyrzuci obie z siostrą, jeżeli przyniosą tu dziecko. Agnieszka wiedziała, iż powtarza to, co pani Lucyna mu wciska, ale to niczego nie zmieniało. Nie umiała zostawić dziecka.

Nie martw się powiedziała kiedyś pani Lucyna. Takie maluchy gwałtownie adoptują, będą go kochać jak własnego.

Agnieszka płakała, dzwoniła do Szymona, myślała, gdzie mogłaby się podziać z siostrą i niemowlęciem, ale nic nie wymyśliła. A wtedy któregoś dnia pani Weronika Nowak, pokazując na małżeństwo przy kasie, powiedziała:

Patrz, tyle lat minęło, a oni cały czas chodzą ubrani na czarno. Całe życie z żałobą, ja nie wiem Lepiej by kolejne dziecko zrobili. Albo adoptowali.

Agnieszka już ich kojarzyła byli mili, uprzejmi, choć smutni, ale nie wiedziała co się wydarzyło w ich życiu.

Córka im zginęła, pamiętasz jak była ta głośna sprawa? Autokar dzieci uderzył Jechali na wycieczkę do Krakowa, kierowca chyba zasnął. Zginął i dziewczynka, żal bardzo. Porządni ludzie on lekarz, ona uczy angielskiego. Mieszkałam kiedyś obok nich, jak byłam mężatką. Przychodziliśmy wtedy wszyscy przynosiliśmy jej figurki aniołków. Wyobraź sobie, córka kupiła na tej wycieczce aniołka, trzymała w ręce. Ledwo wyciągnęli. Nie wiem, kto pierwszy przyniósł jej figurkę, potem inni tak samo. Bałam się, iż jej przez to będzie gorzej, a nie chyba jej to pomagało.

Agnieszka kiedyś w filmie widziała scenę, jak dziewczyna oddaje dziecko rodzinie, która nie może mieć dzieci. Oczywiście, oni mogli, pewnie choćby nie chcieli, ale wciąż o nich myślała. Była już w ósmym miesiącu, pracowała dalej, nie chciała stracić pracy. Wtedy para stała u jej kasy, a mężczyzna uprzejmie powiedział:

Pani Agnieszko, nie jest już pani przypadkiem w zaawansowanej ciąży? Zaraz urodzi pani na kasie.

Agnieszka nie skarżyła się, chociaż bardzo ciężko jej było pracować ból pleców, zgaga, opuchnięte nogi do końca dnia. Nikt nigdy nie spytał, jak się czuje, tylko lekarz w przychodni narzekał, ale to się nie liczyło. Ta troska wzruszyła ją łzy natychmiast napłynęły do oczu, co ostatnio zdarzało jej się często.

Kilka dni później, wracając po pracy z zakupami, ten sam mężczyzna dogonił ją i zaproponował pomoc z siatkami. Poczuła się niezręcznie, ale miło pomyślała, iż to naprawdę dobry człowiek.

Aniołka zobaczyła w sklepie, był na wyprzedaży lato w pełni, więc nie cieszyły się powodzeniem. Nagle ją naszło, kupiła figurkę, poprosiła panią Weronikę o adres i poszła.

Wcisnęła dzwonek i aż się wystraszyła może to nie na miejscu? Tyle lat minęło. Pewnie już nikt im nie przynosi figurek.

Otworzyła jej pani. Chyba ją poznaje, bo brwi podniosła ze zdziwieniem. Agnieszka gwałtownie wyciągnęła figurkę, spuściła głowę spodziewała się, iż zaraz drzwi zatrzasną jej przed nosem albo zostanie zbesztana.

Jednak nie. Pani wzięła aniołka, uśmiechnęła się.

Wejdź. Napijesz się herbaty?

Przy herbacie szczerze opowiedziała Agnieszce o wszystkim, czego ta już słyszała od pani Weroniki, ale tym razem brzmiało to jeszcze smutniej.

A czemu nie mieliście już dzieci? spytała Agnieszka cicho.

Poród był ciężki. Musieli wyciąć mi macicę. Więcej mieć dzieci nie mogłam.

Zrobiło jej się głupio, iż wtrąca się w cudze sprawy. Chciała zapytać o adopcję, ale zabrakło odwagi.

Myśleliśmy o adopcji powiedziała nagle pani, jakby czytała jej w myślach. Przeszliśmy choćby kursy. Ale w ostatniej chwili nie mogłam. Prosiłam córkę daj mi jakiś znak. Ale nic się nie wydarzyło.

W tym momencie z pokoju dobiegł dźwięk jakby szklanka spadła na podłogę. Pani drgnęła, Agnieszka przestraszona zerknęła w tamtą stronę myślała, iż nikogo nie ma w domu.

Obie poszły do salonu. Agnieszka bała się, iż zobaczy coś w rodzaju kapliczki ciemno, wszędzie świeczki i zdjęcia. Ale nie jedno zdjęcie, jasna przestrzeń, żadnych świec. Tylko figurki aniołów. Jedna leżała na podłodze, zbita. Pani podniosła kawałki porcelany, długo się im przyglądała. Powiedziała dziwnym głosem:

To ta sama figurka. Jej.

Agnieszka poczerwieniała. To chyba był znak.

Córeczka urodziła się w terminie. W tym czasie pani Lucyna już mieszkała z ojczymem i też urodziła wcześniej, bliźniaki. Dzieci jeszcze były w szpitalu, ale już mieli dwie białe, piękne łóżeczka z materacami kokosowymi. Jej dziecku nikt nic nie szykował, miała zostawić córeczkę w szpitalu. Tylko Jadwiga nocami szeptała:

A nie da się jej schować? Tak, żeby nikt nie wiedział, iż jest tutaj, twoja córeczka. Będę ci pomagać.

Te słowa łamały Agnieszce serce, ale przy siostrze nie płakała.

Treść kartki przygotowała wcześniej. Napisała, iż nie może zatrzymać dziecka, ale jest zdrowe, więc nie mają się czego obawiać. Przypomniała też o znaku zbitej figurce. Włożyła do koperty całą zaoszczędzoną rentę. Powinno wystarczyć, byli przecież dobrzy ludzie.

Ze szpitala wypisywali ją rano, ale podrzucać dziecko w biały dzień bała się. Cały dzień przesiedziała w galerii handlowej, choć było jej ciężko, kręciło się jej w głowie. Najważniejsza była córeczka i jej przyszłość.

Gdy galeria się zamknęła, czekała jeszcze godzinę na ławce na szczęście było ciepło. Dopiero gdy zapadł zmierzch, zdecydowała się wejść do kamienicy, przemykając za mężczyzną z psem wychodzącym na spacer.

Córeczkę miała w nosidełku, kupiła je sama, poprosiła panią Weronikę, żeby przyniosła na wypis. Nie zadawała pytań. Teraz ustawiła nosidełko tak, by nie zahaczyły drzwi, wsunęła pod kocyk kopertę z kartką i pieniędzmi i już chciała zadzwonić i uciec, gdy drzwi się otworzyły. Na progu stał ojciec zmarłej dziewczynki.

Co tu robisz?

Agnieszka aż podskoczyła ze strachu.

Wtedy zauważył nosidełko.

Co to jest?

Łzy same napłynęły jej do oczu. I opowiedziała wszystko o Szymonie, który ją zostawił, o ojczymie, który prowadzi ich z siostrą od siedmiu lat, teraz się ożenił i mają bliźniaki, o pani Lucynie, która namówiła ją, by podpisała zrzeczenie w szpitalu…

Słuchał uważnie, potem powiedział:

Gabrysia już śpi, nie będę jej budził. Porozmawiamy rano. Chodź, pościelę ci w salonie.

Spanie w pokoju pełnym aniołków wydawało się dziwne. Ale Agnieszka zasnęła od razu, trzymając córeczkę mocno przy piersi.

Obudziła się, bo poczuła pustkę. Nie było córeczki. W tym momencie dotarło do niej, iż nie potrafiłaby się z nią rozstać. Nigdy. Chciała biec, szukać jej, zabrać

Już wstała, gdy weszła Gabrysia z małą na rękach.

Proszę, uśmiechnęła się. Trzeba nakarmić, ukołysałam ją, chciałam dać ci chwilę snu, ale długo nie wytrzymała.

Gdy Agnieszka karmiła córkę, nie mogła spojrzeć Gabrysi w oczy. Co powiedział jej mąż? Co, jeżeli już zdecydowali, iż adoptują dziecko? Jak powiedzieć, iż zmieniła zdanie?

Ile lat ma twoja siostra? zapytała nagle Gabrysia.

Dwanaście, zdziwiona odpowiedziała Agnieszka.

Myślisz, iż zgodzi się zamieszkać z nami?

Pytanie zabrzmiało tak dziwnie, iż Agnieszka spojrzała na Gabrysię.

Jak to? nie rozumiała.

Szymon wszystko mi powiedział. Że nie macie gdzie mieszkać, iż ojczym cię wyrzuca. Pomyślałam, iż jeżeli Jadwiga zostanie tam, zrobią z niej służącą. Niech też tu zamieszka.

Co znaczy też? jąkając się, spytała Agnieszka.

Gabrysia wskazała na figurkę przy zdjęciu sklejona wyglądała dziwnie, ale była rozpoznawalna.

Myślę, iż to był znak. Że mamy wam pomóc, powiedziała po prostu. Przemyśleliśmy to miejsca tu dużo, przeprowadzajcie się do nas. Pomogę ci z córką. A ty skończ z tymi głupotami. Nie wolno rozdzielać matki i dziecka.

Agnieszce ogarnęła euforia i taki wstyd, iż znów się zaczerwieniła.

Więc, zgadzasz się?

Agnieszka tylko skinęła głową, chowając twarz w kocyku córki, żeby Gabrysia nie zobaczyła jej łezAgnieszka przez moment milczała, zaglądając w oczy Gabrysi i widząc w nich ciepło, którego nie pamiętała z własnego domu. Na usta napłynęło jej słowo dziękuję, ale nie umiała go wypowiedzieć głośno, bo łzy znów zakręciły się pod powiekami. Siedziała z córeczką przy piersi, chłonęła ciszę mieszkania pełnego aniołków i zdawało się jej, iż naprawdę przyszedł dla nich nowy czas.

Zgadzam się wyrzekła w końcu cicho, jakby bała się zakłócić delikatną równowagę tej chwili.

Gabrysia uśmiechnęła się, wyciągnęła rękę i lekko dotknęła ramienia Agnieszki. Chwilę potem ich dłonie połączyły się, dwa światy spotkały się, a wszystkie lęki i niepewności z wolna topniały.

Jutro pójdziemy po twoją siostrę. Razem damy sobie radę, zobaczysz.

Agnieszka spojrzała na swoją śpiącą córeczkę i poczuła pierwszy raz od dawna jakąś przedziwną lekkość. Powoli zaczęła wierzyć, iż jeszcze mogą być szczęśliwe. Może choćby kiedyś poczuje się tu jak u siebie. Może czasem będzie piec ciasto według przepisu gabrysiowej córki. Może zadzwoni Szymon i zapyta, co u niej a ona odpowie, iż wszystko dobrze.

A gdy Gabrysia wzięła figurkę anioła, ustawiła ją znów na półce przy zdjęciu, Agnieszka pomyślała, iż cuda naprawdę się zdarzają. Trzeba je tylko dobrze rozpoznać.

Chodźmy spać zaproponowała cicho.

W domu zapadła cisza. Dwa światy połączyły się łagodnie w jeden, a Agnieszka po raz pierwszy od siedmiu lat nie bała się jutra.

Idź do oryginalnego materiału