Nieznany numer i wiadomość z porodówki. „Panie Witaliju, Anna Izotowa zmarła podczas porodu. Ma Pan …

polregion.pl 1 tydzień temu

Dziś usiadłem wygodnie przy biurku, laptop przed sobą, w ręce kubek świeżo zaparzonej kawy. Trzeba było dokończyć kilka spraw do pracy. Nagle przerwał mi dźwięk telefonu. Numer nieznany.

Halo, słucham?
Pan Tomasz Bartosz? Tu Szpital Kliniczny w Warszawie. Czy zna pan Annę Nowicką? głos mężczyzny sugerował, iż był w podeszłym wieku.
Nie, nie znam żadnej Anny Nowickiej. O co chodzi? zdziwiłem się.
Anna zmarła wczoraj podczas porodu. Skończyło się tragicznie. Skontaktowaliśmy się z jej matką, a ona powiedziała, iż pan jest ojcem dziecka cisza w słuchawce, jakby rozmówca oczekiwał mojej reakcji.
Jakiego dziecka? Ja nic nie rozumiem! poczułem rosnące napięcie.
Anna urodziła wczoraj dziewczynkę, a pan jest jej ojcem. jeżeli pan to Tomasz Bartosz. Prosimy jutro przyjechać do szpitala na ul. Żwirki i Wigury. Potrzebujemy porozmawiać
Porozmawiać o czym? niczego nie rozumiałem.
Spotkajmy się jutro. Proszę mnie zapytać, doktor Henryk Kowalczyk. Wtedy wyjaśnimy wszystko.

Stałem przez chwilę z telefonem w ręku, potem odłożyłem go na blat i próbowałem pojąć, co właśnie usłyszałem. Anna? Jaka Anna? Przez chwilę plątałem się po mieszkaniu.
Próbuję sobie przypomnieć, ile trwa ciąża? Dziewięć miesięcy Teraz maj, więc wrzesień. Co takiego wydarzyło się we wrześniu?

Spojrzałem na moją kawę i skrzywiłem się. Miałem ochotę na coś mocniejszego ale powstrzymałem się. Wrzesień Wtedy byłem przez dwa tygodnie w Gdańsku. No tak. Anna! Z trudem przypomniałem sobie jej twarz. Chyba jasnowłosa, niebieskie oczy Ile takich Ann przewinęło się przez moje życie? Nigdy się nie żeniłem, nie miałem dzieci i nie zamierzałem. Moje życie było ułożone, dobrze mi z tym było.

Przypomniałem sobie, iż Anna przecież nie żyje Jak to się stało? Ile ona mogła mieć lat? Najwyżej dwadzieścia… Zrobiło mi się dziwnie przykro, do tego stopnia, iż aż miałem ochotę zapalić choć rzuciłem już jakiś czas temu. Nagle pojawiło się nieznane mi uczucie żal albo zagubienie.

Dziecko powiedziałem, jakbym rozmawiał sam ze sobą. Może jej matka zabierze dziewczynkę do siebie? To przecież babcia. A poza tym, kto wie, może dziecko i tak nie jest moje?

Podjąłem decyzję pojadę do szpitala, spotkam się z lekarzem, podpiszę zrzeczenie się praw do dziecka, potem wrócę do swojego życia.

Mimo decyzji długo nie mogłem zasnąć. Myśli kołatały mi się w głowie. To nie mogła być Anna Próbowałem przełknąć rosnącą gulę w gardle, bez skutku. Przepełniało mnie coś, czego nie potrafiłem nazwać.

Obraz Anny nie chciał zniknąć. Przypominałem sobie jej śmiech, jak biegła brzegiem Bałtyku, jak patrzyła na mnie zakochanymi oczami. Dziewczyna, o której zapomniałem zaraz po powrocie do domu. Teraz leży w chłodnej prosektorni, a ja patrzę na jej ciało.

Wybiegłem na korytarz szpitala. Dałem znak doktorowi Kowalczykowi, iż potrzebuję chwili.

Poprosiłem pierwszego napotkanego mężczyznę o papierosa i łapczywie zaciągnąłem się na schodach szpitalnych. Odrzuciłem niedopałek i zdecydowanym krokiem poszedłem do gabinetu ordynatora.

Chciałby pan zobaczyć córkę? spytał doktor Kowalczyk.
Nie. Najpierw proszę o rozmowę z matką Anny. Gdzie jest?
Czeka na korytarzu. Właśnie pan ją mijał.
Zaraz wracam powiedziałem i wyszedłem.

Natychmiast ją rozpoznałem drobna kobieta w czerni, z chustką na głowie, siedziała nieco dalej.

Dzień dobry wymusiłem na sobie powitanie.
Podniosła na mnie spojrzenie. Utonąłem w oczach pełnych bólu.
Cała Anna jedno spojrzenie” pomyślałem.

Nazywam się Barbara. Barbara Nowicka, jestem mamą Ani.
Tomasz. Bartosz dodałem bez sensu.
Wiem. Ania mi o panu opowiadała Teraz już nigdy więcej mi nie opowie rozpłakała się cicho.

Nie wiedziałem nawet, jak się zachować. Stałem obok, kompletnie zagubiony. Barbara wytarła łzy i powiedziała:
Proszę, nie zrzekaj się córki! Nie mogę dopuścić, by moja wnuczka trafiła do domu dziecka! Błagam
Przecież jest pani babcią, oddadzą ją pani próbowałem ją uspokoić. A w duchu pomyślałem: Wygląda na moją rówieśniczkę, żadna babcia
Nie oddadzą Mam chorą grupę krwi, zresztą wada serca Dla dobra dziewczynki proszę ją uznać, a ja ją wychowam, choćby nie będziemy panu przeszkadzać! prosiła, wyciągając do mnie ręce.

Pociągnąłem ją za sobą do gabinetu ordynatora.

Doktor Kowalczyk oderwał wzrok od dokumentów:
Co potrzeba, by uznać ojcostwo? zapytałem nerwowo.
Test DNA odpowiedział poważnie. Już wybraliście imię?
Imię? znów się zgubiłem.
Jak pan nazwie córkę?
Zechce pan spojrzeć na dziewczynkę? dopytał lekarz.
Wziąłem głęboki oddech, spojrzałem na Barbarę i mruknąłem:
Nie chcę.

Formalności poszły nadzwyczaj szybko. Badania potwierdziły, iż jestem ojcem. Nie wiedziałem, co dalej, nigdy się na to nie przygotowywałem. Ale nie mogłem zostawić dziecka samego, zapomnieć o jego istnieniu. przez cały czas nie potrafiłem choćby nazwać tego małego stworzenia moją córką.

Będę pomagał, jak dam radę. Przeleję pieniądze, kupię wózek, wszystko, co trzeba postanowiłem. Zatem, zanim mnie wypisano, zdecydowałem się pomóc.

Gdy zobaczyłem pielęgniarkę z zawiniątkiem owiniętym w różowe falbanki i kokardy, zaschło mi w ustach.

Barbara wzięła maleńką na ręce, odchyliła rożek kocyka i zapytała:
Chcesz zobaczyć malutką?
Nie zdążyłem odpowiedzieć. Drzwi gabinetu otworzyły się i doktor Kowalczyk poprosił Barbarę na chwilę.

Podaliśmy sobie dziecko i wtedy po prostu zaniemówiłem. Zawiniątko było ciepłe i pięknie pachniało. Nagle wydało dźwięk przypominający miauczenie kotka, a potem głośno się rozpłakało. Wystraszony spojrzałem mała miała moje rysy! Była do mnie łudząco podobna.

Czułem, iż nogi miękną. Usiadłem na najbliższym krześle i zacząłem delikatnie kołysać dziewczynkę. Uspokoiła się i patrzyła mi prosto w oczy Przez sekundę, jakby się uśmiechnęła.

Po chwili Barbara wróciła do mnie.
Daj, wezmę ją wyciągnęła ręce.
Nie! wypaliłem. Przed chwilą się do mnie uśmiechnęła! A na mojej twarzy pojawił się uśmiech szeroki jak Wisła. Jedziemy razem do domu, Barbaro powiedziałem cicho. I dodałem stanowczo: Jedziemy razem do naszego domu!

Dziś wiem, iż nie wszystko w życiu można zaplanować i nie wszystko da się wymazać z pamięci. Czasem los stawia przed nami wyboru, których się boimy, ale warto im sprostać. Bo czasem szczęście przychodzi w najmniej oczekiwanym zawiniątku.

Idź do oryginalnego materiału