Niewdzięczny Grzesiu

newsempire24.com 3 dni temu

NIEWDZIĘCZNY GRZESIEK

Rano mój mąż zadzwonił do mnie, do pracy i oznajmił, iż zaraz po pracy wybiera się do Kowalskich świętować swoje zawodowe święto.
jeżeli chcesz, wpadnij dodał obojętnie, przekonany, iż nie przyjdę, a wieczór spędzę czytając lub siedząc przed komputerem.
Dobrze odpowiedziałem równie bezbarwnie, ale w przerwie obiadowej wybrałem się do domu towarowego po prezent dla niego. W dziale perfumeryjnym kłębiły się kobiety.
Od razu wpadł mi w oko flakon drogiej wody kolońskiej na czarnym, błyszczącym pudełku elegancki mężczyzna z niedbale narzuconą marynarką, z bezczelnym przymrużeniem oka i figlarnym półuśmieszkiem. Cały mój Grzegorz.
Ekspedientka sprytnie pakowała prezenty w błyszczącą folię, doklejała kokardki. Nagle podeszła starsza pani i powiedziała:
Ech wy, dziewczyny, dajecie chłopom wody, a wąchać to będą inne i na krawat patrzeć też inne będą.
Dziewczyny zaśmiały się chórem, a ja pomyślałem, iż całe życie wszystko robię dla Grzesia, a on dla innych. Za młodu kochałem go do szaleństwa, a on mi pozwalał łaskawie. Kiedy do studiów zaocznych poszedł po nocach pisałem za niego prace. Jak pojawiły się dzieci wszystkimi obowiązkami się zajmowałem.
Oczywiście na początku doceniał. Potem przywykł i brał wszystko za pewnik. Z boku może i wyglądało, iż rodzina jak z obrazka: dostatek, spokój, grzeczne, mądre dzieci. Ale dzieci dorosły i wyjechały. Zostałem z mężem. I zrozumiałem, iż czegoś mi w życiu brakuje.
Moja mama, te 20 lat temu, była przeciwko temu małżeństwu: Spójrz, on jest zbyt przystojny, doskonale o tym wie i lubi się sobą zachwycać powtarzała mi zakochanej głupiej głowie. Przystojny facet to wspólne dobro. Każda będzie na niego patrzeć, a tobie się dostanie najmniej: praw najwięcej, miłości najmniej. I tak: po pierwsze mamy niekochaną żonę, po drugie 43 lata, po trzecie nikomu niepotrzebna
Podszedłem do okna. Słońce już grzało prawie wiosennie. Zaraz Dzień Kobiet przeszło mi przez myśl. I co? Znowu sam A przecież życie prawie przeżyte I co dalej?
Z ulicy doleciało radosne ćwierkanie, potem natarczywe stukanie w szybę. Spojrzałem w dół na gzymsie dreptał rozczochrany wróbel i łypał na mnie okrągłym okiem.
To znak przemknęło mi przez myśl. W tej samej chwili, jakby na potwierdzenie, zegar na ścianie wybił godzinę.
No więc tak, jeszcze mam czas. Po pierwsze jeżeli nie jesteśmy kochani, zacznijmy kochać samych siebie Trzaskając drzwiami, pobiegłem po schodach w dół: najpierw do fryzjera, potem do sklepu
O wpół do siódmej lustro patrzyło z podziwem na tajemniczego nieznajomego: siedziałem lekko bujając się w fotelu komputerowym. Mała czarna sukienka, krótka, modnie potargana trójkolorowa grzywka, a oczy głębokie, tajemnicze (kreska, cienie, trochę rozmazane), usta tylko musnąć kredką i błyszczykiem już pełne i zalotnie wygięte.
No i dobrze, po czterdziestce życie się zaczyna
Poszedłem do kuchni, wróciłem z kieliszkiem czerwonego wina, stuknąłem nim w lustro: A punkt trzeci czy potrzebny mi taki mąż, który nie potrafił docenić takiej osoby?..
Nie muszę chyba mówić, iż do Kowalskich wszedłem lekko kołysząc się na cienkich szpilkach. Ogólne zamieszanie i od razu kilka męskich rąk wyciągnęło się, by pomóc zdjąć płaszcz, podsunąć krzesło czy jabłko.
Ach tak? Co pan mówi?! Mój mąż tu? Jakoś nie zauważyłem
Przeciwnik był zdezorientowany moim nagłym wtargnięciem, pogubiony strategią i taktyką, przytłoczony ogólnym podziwem.
Rano, próbując odegrać się za wczorajszą porażkę, z dawną pewnością siebie oznajmił:
W ogóle to śniadanie będzie?
Ale teraz popełnił błąd, albo jeszcze nie zdążył się obudzić, bo obok niego nie leżała już ta sama osoba, co kiedyś, nie ta od podaj-przynieś.
Obok cicho oddychała pewna siebie, kapryśna kobieta, całkowicie przekonana o własnej wartości.
Nie odwracając rozczochranej grzywki, kapryśnie wymruczałem:
A ty już zrobiłeś śniadanie, kochanie?
Przeciągnąłem się i zasypiając pomyślałem: Tak właśnie, drogi Grzesiu. W przeciwnym razie pozostaje wrócić do punktu trzeciego.

Idź do oryginalnego materiału