Nieurodziwa żona

polregion.pl 4 godzin temu

Wiesz co, muszę Ci opowiedzieć, co wczoraj działo się u nas w biurze, bo aż śmiać się chce. Normalny zgiełk, jakieś pogaduchy między koleżankami, aż tu wchodzi nasza kierowniczka Wiesława Nowicka z dziewczyną, taką raczej niepozorną, szarą myszką. Zdążyła tylko powiedzieć: Dziewczyny, poznajcie się, to Zuzanna, od dziś pracuje z wami zamiast Błażeja. Awansował, więc mam nadzieję, iż się dogadacie i już jej nie było.

Zuzia usiadła przy biurku po Błażeju, wyjęła swoją piękną filiżankę z kwiatowym wzorkiem i malutką ramkę ze zdjęciem jakiegoś faceta. Chwilę później była już cała zaangażowana w pracę, jakby znała ten zespół od lat.

Zadzwonił dzwonek, więc wszystkie, jak jeden mąż, wstały na lunch. Tylko Marysia została przy biurku, bo zżerała ją ciekawość, kto jest na tym zdjęciu. Przechyliła się, spojrzała: chłopak naprawdę przystojny, szeroki uśmiech, proste zęby jak perełki. Myśli sobie: To kto to, aktor? Może muzyk? Fotografuje jednym ruchem telefona i leci na lunch.

Siedzimy potem wszystkie przy jednym stoliku i słuchamy nowej bo wiesz, Zuzanna zaczęła mówić i Ojejku, dziewczyny zaraz ją wzięły w krzyżowy ogień pytań.
Zuzka, opowiedz, jak poznałaś tego przystojniaka ze zdjęcia?
No, a ona rozmarzona jakby cofnęła się w czasie:

Poznałam Bartka trzy lata temu przy dość nietypowych okolicznościach, aż trudno uwierzyć. Pracowałam wtedy w dużej firmie i, uwierzcie, przez pomyłkę logistyczną wysłałam do jego firmy nie ten towar, co trzeba. Oczywiście szefa szlag trafił, więc wysłał mnie, żebym wyjaśniła co i jak.

Wiadomo Zuzka to głowa, konkretna babka, znająca się na swojej robocie. Tylko ludzie zawsze brali ją za nudziarę, żadnego makijażu, ciuchy proste. A potem, gdy zaczynała negocjacje zamieniała się w prawdziwą wężycę: spokojna, opanowana, wszystko załatwi, jak trzeba.

No i wyobraź sobie: podchodzę do recepcji, a tam:
Pokój 412, Bartek Zieliński informuje mnie dziewczyna.
Wchodzę, przedstawiam się.
Zuzanna, przepraszam, wysłaliśmy do was zły towar.

Zaczynam tłumaczyć, a on wpatrzony we mnie jak zahipnotyzowany.

Jak potem mi powiedział, zobaczył mnie już kiedyś w śnie serio! Rudowłosa, zielone oczy, naturalne, szczere spojrzenie. Ja się szykuję na ostrą rozmowę, a Bartek nagle żartobliwym głosem:
Pani Zuzanno, nie będziemy składać żadnych reklamacji, mam nadzieję, iż tylko się to nie powtórzy.

Podziękowałam, pożegnałam się i już wyszłam. A po dwóch dniach czekał na mnie pod wejściem. Byłam ostatnia, schodziłam właśnie po schodach, a tu:

Zuziu, hej! Rozmawialiśmy dwa dni temu macha ręką, uśmiecha się od ucha do ucha.

Dobry wieczór, Bartku, pamiętam odpowiadam, sucho, bez żadnych podtekstów.

Mam dwa bilety do teatru, mama jest chora, może poszłabyś ze mną? wymyślił tak na poczekaniu.

Patrzę na niego: cwany sposób, ale zgadzam się. Spektakl dziś wieczorem, masz jeszcze czas, jeżeli chcesz się przebrać, podwiozę cię powiedział.

Stoi potem pod moją kamienicą, a ja schodzę w czarnej sukience, na obcasach, makijaż delikatny, włosy spięte. Sama siebie nie poznałam, a co dopiero on zaniemówił na chwilę. Siedzieliśmy obok siebie w teatrze, widziałam, iż spogląda na mnie ukradkiem, ja znałam całą sztukę na pamięć.

Po przedstawieniu chciał zaprosić mnie do restauracji, ale odmówiłam, bo miałam ciężki dzień przed sobą. Odwiózł mnie pod dom i tyle. Pod koniec tygodnia znów czekał, zaprosił na spacer.

I tak, przez dwa miesiące spotykaliśmy się coraz częściej, aż pewnego razu mówi:

Mama chciałaby cię poznać, co ty na to?
Sama marzyłam o tym spotkaniu odpowiadam.

Jego mama, Janina, przyjęła mnie bardzo ciepło. Piliśmy herbatę z konfiturą z mirabelek, zajadaliśmy się ciastem z morelami, pogaduchy były miłe i swojskie. Opowiadałam jej przepis babci na konfiturę, wspominałam o moim ojcu, który zginął podczas pracy w kopalni i o mamie nauczycielce historii w szkole.

Bartek odwozi mnie do domu:
Bardzo się mamie spodobałaś, cieszę się mówi.

No i tak, zostaliśmy razem. Spotykaliśmy się codziennie, a po roku wzięliśmy ślub. I siedzimy przy tym stole, dziewczyny słuchają, każda z błyszczącymi oczami, trochę zazdrosne. Tylko Marysia kombinuje: Co on w niej widzi, w tej szarej myszce? Ani twarzyczki, ani figury. Dlaczego takim los sprzyja? A ja ładna, nogi do nieba, zawsze ktoś się przewinie, ale kończy się romansem lub okazuje się, iż facet już zajęty.

Wróciłyśmy z lunchu, każda do swojego biurka. Marysia szepcze do Sylwii:
Widzisz to? To jej mąż. Wierzysz w to? Przecież ona wymyśla. Taki facet? Prędzej świnia poleci niż taki przystojniak na nią spojrzy!

No i wiesz, po pracy wychodzimy z budynku, a tam podjeżdża samochód. Wysiada Bartek z wielkim uśmiechem, macha ręką.
Zuziu, jestem tu!

To naprawdę on ze zdjęcia. Dziewczyny patrzą i nie wierzą. Każda po cichu myśli: czemu nie ja?

Często patrzysz na takie pary i zastanawiasz się: co on w niej znalazł? Może właśnie to, czego szukał. Bo wiesz, facetom nie zawsze o urodę chodzi z takimi tylko flirtują. Ale do ślubu wybierają inne kobiety. Dlaczego? Tego już raczej trzeba pytać ich samychWtedy Zuzanna zerknęła na dziewczyny i po raz pierwszy odważyła się przez chwilę przemówić bez tej swojej spokojnej powłoki, z uśmiechem, którego nie dałoby się wyreżyserować. Ujęła Bartka za rękę tak naturalnie, między tym całym autobusem zazdrości i niedowierzania i powiedziała:

Może czasem nie wystarczy patrzeć, żeby coś zobaczyć. Bo ja jestem dokładnie taka, jak każda z was, tylko trafiłam na kogoś, kto otworzył oczy nie tylko na to, co widać na zdjęciu.

Bartek spojrzał jej w oczy i przez chwilę wszystkim wydało się, iż świat naprawdę na moment zwolnił tempo. Marysia ruszyła niespokojnie ramionami, Sylwia bezwiednie poprawiła włosy. Ale żadna już nie zaprzeczała. Pożegnały się, a kiedy Zuzanna z Bartkiem odjeżdżali razem, przez parking przemknęło niewypowiedziane marzenie: może zamiast rozdawać role, czasem po prostu być prawdziwym w swojej własnej.

A potem, jeszcze długo tego wieczoru, pachniały im w dłoniach mirabelki, a w sercu zostawało ciche przekonanie, iż czasami wystarczy jedno spotkanie, jeden przypadek i świat wygląda zupełnie inaczej.

Idź do oryginalnego materiału