Biuro huczało od codziennych rozmów. Weszła kierowniczka z jakąś niepozorną dziewczyną.
Poznajcie się, dziewczyny, to Małgorzata, będzie teraz pracować z wami, zamiast Kuby. Awansował. Myślę, iż się dogadacie powiedziała Barbara Nowak i wyszła.
Małgorzata usiadła przy wskazanym biurku Kuby. Wyjęła elegancką filiżankę i małą ramkę ze zdjęciem mężczyzny. Od razu wzięła się do pracy, jakby była w firmie od lat.
Gdy zadzwonił dzwonek, wszyscy jak na sygnał zerwali się i poszli na biznesowy lunch. Tylko Marzena została. Ciekawość ją zżerała kim jest mężczyzna ze zdjęcia, które nowa postawiła na biurku?
Ze zdjęcia patrzył na nią przystojny mężczyzna z uroczym uśmiechem i idealnymi zębami.
Kto to może być? myślała Marzena. Aktor, piosenkarz?
Pstryknęła fotkę telefonem i dołączyła do lunchu. Dziewczyny siedziały razem i słuchały nowej.
Poznaliśmy się z Szymonem trzy lata temu, w tak niezwykłych okolicznościach, iż chyba nie uwierzycie zaczęła Małgorzata.
Opowiadaj, opowiadaj! prosiły koleżanki.
Myślami przeniosła się o te trzy lata wstecz. Pracowała wtedy w dużej korporacji czy to logistyk się pomylił, czy ona, wysłali niewłaściwy towar do firmy jej przyszłego męża. Szefowa wysłała właśnie ją, żeby wyjaśniła sprawę.
Małgorzata była bystra i konkretna, a przy stole negocjacyjnym robiła się nie do poznania. W wyglądzie nie rzucała się w oczy żadnego makijażu, szare ubrania, prawdziwa szara myszka. Ale za biurkiem zamieniała się w mistrzynię negocjacji potrafiła miękko, uprzejmie, a skutecznie osiągnąć swoje.
Szef dobrze znał jej metody i wybrał właśnie ją. Na recepcji usłyszała:
Pokój 312, Szymon Zieliński.
Weszła bez pukania.
Małgorzata. Przepraszam, towar został źle wysłany, logistyka zawiodła.
Rozmowa się potoczyła. Szymon nie mógł uwierzyć własnym oczom;
To ona pomyślał. Tę twarz widział kiedyś we śnie.
Delikatnie rude włosy, zielone spojrzenie, jasny, spokojny głos. Nie kokietowała, mówiła jasno i rzeczowo.
Małgorzata była gotowa do obrony, gdy Szymon nagle powiedział:
Nie będziemy zgłaszać reklamacji. Mam nadzieję, iż to się nie powtórzy.
Podziękowała i wyszła. Dwa dni później czekał na nią przy wyjściu z biura. To ona wychodziła ostatnia.
Małgosiu! zawołał, machając ręką. Dwa dni temu rozmawialiśmy.
Dobry wieczór, Szymonie. Pamiętam dobrze odparła spokojnie, bez uśmiechu.
Mam dwa bilety do teatru, nie chciałabyś się ze mną wybrać? Mama miała przyjść, ale się rozchorowała skłamał.
A na jaki spektakl?
Za dwie godziny. Masz czas, możesz się przebrać. Mogę cię podwieźć.
Sprytny chłopak pomyślała Małgorzata, ale się zgodziła.
Czekał na nią pod blokiem. Kiedy wyszła, aż jej nie poznał: w czarnej, dopasowanej sukience, na średnich obcasach, z lekkim, wieczorowym makijażem.
Przez cały spektakl zerkał na nią. Było widać, iż jest znawczynią teatru, sztukę pewnie czytała. Po przedstawieniu zaprosił ją na kolację, ale uprzejmie odmówiła: jutro czekały ją ważne rozmowy. Odwiózł ją do domu.
W kolejny piątek czekał na nią znowu, pojechali na spacer.
Minęły dwa miesiące. Po pracy odprowadzał ją niemal codziennie.
Moja mama chciałaby cię poznać. Nie masz nic przeciwko?
Ja też już nie mogę się doczekać odparła.
Matka przyjęła ich serdecznie. Pili herbatę z konfiturą z rajskich jabłuszek, jedli placek z morelami, pełno innych przysmaków. Rozmowa toczyła się lekko. Małgorzata opowiadała Danucie Zielińskiej (matce Szymona) rodzinne przepisy, wspominała ojca, który zginął w pracy, mamę historyczkę ze szkoły.
Szymon odwiózł ją wieczorem.
Bardzo spodobałaś się mojej mamie. I bardzo się z tego cieszę.
Od tej pory spotykali się niemal codziennie. Rok później był ślub.
Na tym Małgorzata skończyła. Dziewczyny, zasłuchane, po cichu jej zazdrościły. Tylko Marzena myślała: Co on w niej widzi, tej szarej myszce? Ja mam urodę, nogi do nieba, zawsze mnie ktoś podrywa, ale same rozczarowania. A ona? Dlaczego jej się udało?
Gdy rozległ się dzwonek, wszystkie wróciły do pracy. Marzena podeszła do Sylwii:
Zobacz, to jej mąż! Uwierzysz? Ja nie! Wszystko zmyśla. Przecież taki facet nigdy by się z nią nie związał!
Po pracy wszyscy wychodzili z biura. Gdy wyszła Małgorzata, podjechał samochód. Wysiadł mężczyzna.
Małgosiu, tu jestem! zawołał, machając.
To był ten sam przystojny mężczyzna ze zdjęcia.
Serio, on jest jej mężem? Czemu nie ja? Przecież jestem lepsza pomyślała Marzena.
Dziewczyny patrzyły na nich, każda pogrążona we własnych myślach.
Często, widząc taką parę, zadajemy sobie pytanie: co on w niej widzi? Może właśnie to, czego szukał. Nie każdemu facetowi podoba się tylko uroda. Flirtują z pięknymi, ale za żony wybierają inne. Dlaczego? Może warto zapytać ich samych.
Tego dnia zrozumiałem jedno najważniejsza jest nie powierzchowność, a to jaki człowiek jest naprawdę. Szczęście buduje się z tego, co w środku a niekoniecznie z tego, co widzą oczy.







