Niekoniecznie Piękna
Aneta wygodnie rozsiadła się na kanapie w swojej ulubionej kawiarni i czekała na zamówienie. Często wpadała tutaj na cappuccino i pączka z różą, by poprawić sobie humor przed pracą.
Za oknem prószył śnieg. Aneta z przyjemnością upiła łyk gorącej kawy. Przy stoliku obok siedziały dwie dziewczyny. Najwyraźniej przyjaciółki.
Wyobraź sobie, ostatnio spotkałam nową dziewczynę mojego byłego. Powiem ci, ani twarz, ani figura! Co on w niej widzi?
Może dobrze gotuje? Albo ma jakieś inne zalety? zaśmiała się koleżanka.
Daj spokój! Spójrz tylko na jej zdjęcie na Facebooku. Twarzy to ona nie ma.
Zachichotały, a Aneta nagle zesztywniała. Przypomniały jej się słowa mamy, które podsłuchała, gdy miała siedem lat. „Nasza Anetka to urody nie dostała, nie wyróżnia się, niech się chociaż czynami ozdabia.”
Dorosła Aneta bardzo dbała o swój wygląd. Ale nieważne jak się starała, zawsze czuła się niewystarczająco ładna. Mama często powtarzała: „Głowa do góry, dziewczyno. Nie błyszczysz urodą, to mądrością podbijaj świat. Ucz się, staraj się, żebyś nie została sama.”
W szkole było jej wstyd z powodu niezgrabnej sylwetki i chłopięcej figury. Na studiach nauczyła się ubierać z gustem i robić makijaż. choćby chłopaka znalazła. Ale raz po raz żartował z jej „płaskich pośladków” i „stóp jak łopaty”. Aneta doszła do wniosku, iż choćby mądrej jej nikt nie pokocha. Pogodziła się z tym i żyła dalej.
Wypiwszy kawę i zjadłszy pączka, pobiegła do pracy. W południe musiała skoczyć do przyjaciółki, żeby nakarmić kota i podlać kwiaty. Ola wyjechała na dwa tygodnie do Egiptu, a jej mąż rzadko bywał w domu. „Nawet jeżeli przypadkiem się miną, na Anetę nie zwróci uwagi” pomyślała Ola i spokojnie wyjechała na wakacje.
U Oli w domu Aneta najpierw wsypała karmę do miski śpiącemu Felkowi, potem zabrała się za rośliny. Za ścianą grała muzyka. Aneta rozpoznała melodię i zaczęła nucić: Zawsze tam, gdzie Ty…, i nagle zrobiło jej się bardzo dobrze w tym mieszkaniu. Od tej piosenki. Wśród kwiatów. Poczuła się lekka, niemal unosiła się nad ziemią. choćby nie zauważyła, jak zaczęła podrygiwać, podziwiając kwiaty i siebie.
Nagle usłyszała głosy.
Odwróciła się i zobaczyła dwóch mężczyzn. Wojtek! Mąż Oli. I nie sam. Obaj patrzyli na nią ze zdziwieniem. „O Boże, co za wstyd!” przemknęło jej przez głowę.
Aneta, cześć. To mój kolega Konrad. Zajechaliśmy po dokumenty. Tak ładnie tańczyłaś, iż nie mogliśmy oderwać wzroku. Przepraszamy, iż przeszkodziliśmy.
Ja mnie Ola prosiła.
Aneta pobiegła w stronę drzwi i nie zauważyła kota pod nogami. Potknęła się i z hukiem padła na podłogę. Przed oczami pociemniało.
Obudziła się już w szpitalu.
Dzień dobry. Jak się pani czuje? Jestem Weronika, pani sąsiadka z sali. Miała pani lekkie wstrząśnienie mózgu, ale lekarz mówi, iż wszystko dobrze. Przychodził kurier i młody mężczyzna z kwiatami. Weronika uśmiechnęła się ciepło.
Dziękuję zdołała tylko szepnąć Aneta.
Ostrożnie podeszła do okna i otworzyła torbę. W środku były owoce, sok i jej ulubione ptysie. Pewnie od Oli i jej męża.
Sięgnęła po bukiet i zobaczyła karteczkę. Anetko, wracaj do zdrowia. Tak sympatyczna dziewczyna nie powinna leżeć w szpitalu. Zapraszam Cię na wystawę kwiatów. Nie przyjmuję odmowy. Konrad.
Aneta wtuliła twarz w białe chryzantemy, przymknęła oczy ze szczęścia i pobiegła objąć swoją sąsiadkę z sali
Piękno nie musi być krzykliwe i oczywiste. Każda dziewczyna ma swoje. Czasem to ciepło, które promieniuje od środkauroki czasem wystarczy jeden szczery uśmiech i odwaga, by dać się zauważyć. Tego dnia Aneta po raz pierwszy zobaczyła w lustrze nie szarą myszkę, ale dziewczynę, która potrafi zatańczyć z kwiatami, rozbawić kota i zostawić po sobie ślad ciepła. Zamiast kalkulować, czy zasługuje na czyjąś uwagę, postanowiła ją przyjąć choćby na herbacie z Konradem i białych chryzantemach. I może właśnie tak zaczyna się całkiem nowe życie: nie w lustrze, nie w słowach innych, ale w sobie samej gdzieś w głębi serca, które w końcu uwierzyło, iż jest wystarczające.











